Muchy w zupie i inne dramaty – recenzja

8 stycznia, 2015

Nie jestem zwolenniczką postanowień noworocznych, ale gdy przejrzałam zawartość dysku swojego czytnika, uznałam, że trzeba podjąć przynajmniej jedno, a mianowicie takie, że przestanę się ograniczać jedynie do pozycji znanych i lubianych, ale przeczytam przynajmniej 52 nowe książki. Nowe, czyli współczesne. I takie, których jeszcze nie czytałam. Postanowienie, moim zdaniem, porównywalne z zadaniem zgubienia 15 kilogramów albo tego, że nauczę męża sprzątać i obsługiwać zmywarkę ;). Z każdym rokiem przybywa bowiem setek, tysięcy książek, ale też z każdym rokiem jest coraz mniej do czytania. Gdy tak sobie przemierzam półki w księgarni lub bibliotece, mam nieodparte wrażenie, że literatura dzieli się już tylko na fantastykę, szeroko pojęte kryminały, powieści obyczajowe (czytaj: romansidła dla bezmózgów) oraz literaturę Coelhopodobną, czyli pseudoambitne dzieła podlane obficie filozoficznym sosem. Ale słowo się rzekło… Wgrałam na czytnik ze 30 pozycji, kierując się głównie tym, czy podoba mi się tytuł i czy nie sugeruje romansidła. Na pierwszy rzut poszły 3 książki Kathy Reichs, o których napiszę później, na drugi – „Muchy w zupie i inne dramaty”Małgorzaty Żurakowskiej. I – zaiskrzyło.

Czytaj resztę wpisu »


J. Chmielewska, Zbrodnia w efekcie – autoplagiat czy kontynuacja?

23 listopada, 2013

indeksByły czasy, kiedy na każdą książkę Joanny Chmielewskiej czekałam z utęsknieniem, wypiekami i czytałam od deski do deski, nawet jeśli oznaczać to miało zarwaną noc. Zmieniło się to dopiero w okolicach „Porwania”, a każda kolejna nowość była już tylko gorsza. O „Zbrodni w efekcie”, wstyd przyznać, dowiedziałam się dopiero po śmierci Chmielewskiej. Złapałam więc ją niczym diabeł dobrą duszę i…

Czytaj resztę wpisu »


Brydż, wino i wyścigi konne, czyli jak przeżyć śmierć Chmielewskiej

8 października, 2013

Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie

Jak błędny ognik przepada…

W wieku 81 lat zmarła Joanna Chmielewska. Wspaniała pisarka, brydżystka, hazardzistka po czubek pięt, wesolutka niczym szczypiorek na wiosnę. Nie powiem, czuję pewien smuteczek, kiedy pomyślę sobie, że już nigdy, że nie ma na co czekać, że nie będzie już kolejnej książki. Ale z drugiej strony… Śmierć Joanny Chmielewskiej to dla mnie koniec pewnej epoki. Ale…Nie ma co płakać. Trzeba chwycić w garść kieliszek wytrawnego (koniecznie!) wina i z talerzem kupnych (obowiązkowo) pierogów i różnych przystawek ze słoiczka zasiąść do partyjki brydża, ewentualnie pójść do kasyna pograć na automatach. I dziękować losowi, że miało się okazję wychowywać na książkach pani Joanny.

Czytaj resztę wpisu »


Nagi żar czy ponury żart?

30 lipca, 2013

nagi-zar-287x205Właśnie skończyłam lekturę najnowszej książki Richarda Castle’a „Nagi żar”. Powieść jest kontynuacją przygód detektyw Nikki Heat i pisarza Jamesona Rooka opisanych w „Fali upału”, a tak naprawdę kompilacją przygód, zagadek i wątków z popularnego serialu kryminalnego oraz kilku oryginalnych pomysłów. Niekiedy z takiej mieszanki wychodzi przepyszna sałatka, innym razem raczej niestrawna chińszczyzna. Jak było tym razem? Czytaj resztę wpisu »


Saga aż za dobrze napisana, czyli „Pieśń Lodu i Ognia”

13 czerwca, 2013

gra-o-tronGdy rok temu mniej więcej, zaczęłam oglądać pierwszy sezon serialu „Gra o tron”, napaliłam się na niego, niczym szczerbaty na suchary. Oczywiście musiałam przeczytać wszystkie książki. Oczywiście jednym ciągiem i najlepiej w jeden wieczór. Przeczytałam, może nie w jeden wieczór, ale  dość szybko, aczkolwiek z każdym tomem coraz wolniej i wolniej, gdyż książki zmieniały się w coraz krwawszy melanż z trupem ścielącym się gęściej niż w greckiej tragedii. Minął pewien czas i nabrałam nawet ochoty na obejrzenie trzeciego sezonu serialu. Z głupiego pomysłu wyleczyłam się w jeden wieczór, dokładnie wczoraj, gdy na HBO trafiłam akurat na ostatni odcinek trzeciego sezonu, co nie sprawiało mi różnicy, gdyż i tak wiedziałam, co się stanie. 10 minut serialu i przypomniało mi się dokładnie i ze wszystkimi detalami, dlaczego jest mało prawdopodobne, abym specjalnie śpieszyła się i rychło skończyła czytanie „Pieśni Lodu i Ognia”, nawet jeśli George R. R. Martin wreszcie dokończy tę sagę. Czytaj resztę wpisu »


Siedem liter na tablicy z Warszawy

3 czerwca, 2013

smieszneiobrazliwetabliDrogi Czytelniku, czy czytałeś kiedyś „Tablicę z Macondo” Barańczaka? Ten zbiór esejów, obdarzony wiele mówiącym podtytułem „Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze”, przypomniał mi się wczoraj niespodziewanie, gdy zastanawialiśmy się z mężem, jaki jest sens płacenia za „vanity plates”, czyli spersonalizowane tablice rejestracyjne, aby napisać na nich swoje imię. Czy napis na indywidualnej tablicy rejestracyjnej może być przykładem poezji, porównywanej nawet do sonetu? I co, jeśli nie imię? Czytaj resztę wpisu »


Trylogia „Dzieje Elenium” Davida Eddingsa

8 kwietnia, 2013

2350_diamentowy-tron-400David Eddings i jego twórczość były mi do te pory zupełnie nieznane.  Kropla drąży skałę nie siłą, ale częstym spadaniem (Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo) jak głosi łacińska sentencja bodajże Owidiusza. Nieustanne zachwyty kolegi zrobiły swoje i zdecydowałam się spróbować – na pierwszy ogień poszła trylogia fantasy „Dzieje Elenium”, na którą składają się „Diamentowy tron”, „Rubinowy rycerz”  i „Szafirowa róża”. Przeczytałam i… mam na wyraz mieszane odczucia. Czytaj resztę wpisu »


„Krwawa zemsta” Joanny Chmielewskiej – recenzja

23 lutego, 2013

Chmielewska_krwawazemstaSięgając po „Krwawą zemstę” Joanny Chmielewskiej, miałam nad wyraz mieszane uczucia. Książki Chmielewskiej mają stałe miejsce w zakątku duszy, odpowiedzialnym za ulubioną literaturę. Niestety, ostatnie powieści damy polskiego kryminału były, co tu dużo mówić, nieudane, rozczarowywały i nie śmieszyły, a czytając je miałam wrażenie, że czytam nie powieści Chmielewskiej, ale jej nieudolnej naśladowczyni. Zaczęłam lekturę z nikłą nadzieją i ogromną obawą, zastanawiając się, czy uda mi się znaleźć „dawną” Chmielewską. I… Czytaj resztę wpisu »


Sztuki współczesnej żałobny rapsod

30 stycznia, 2013

Przeglądam sobie repertuar teatrów i zaczyna mnie poważnie dziwić wysoka frekwencja w na spektaklach. Do wyboru mamy bowiem albo przemiędloną, przeżutą i wyciamkaną do granic możliwości klasykę, w której autorzy z trudnością rozpoznaliby własne dzieła, albo sztukę „współczesną”.  Czytaj resztę wpisu »


Nie oceniaj książki po jej ekranizacji?

14 stycznia, 2013

bookKiedyś mawiało się „Nie oceniaj książki po okładce”, teraz radzi się, aby nie oceniać książki po jej ekranizacji. Czy słusznie domagamy się od reżyserów i autorów scenariuszy absolutnej wierności w stosunku do oryginału? Ostatnimi czasy coraz mniej jestem o tym przekonana.

Gdybym chciała przypomnieć sobie filmy, oparte na lubianych przeze mnie książkach, po obejrzeniu których zgrzytałam zębami długo i wytrwale, zapewne mogłabym od razu w te pędy biec do protetyka, gdyż musiałabym wstawić sobie sztuczną szczękę. Na wspomnienie Scorupco w „Ogniem i Mieczem”, plagiacie z Kosidowskiego w „Starej Baśni”, „Przedwiośniu”, „Quo Vadis”, powieściach Jane Austen itd. …  jeszcze kilka lat temu zapewne wyrzuciłabym z siebie soczystą wiązankę pod adresem osób odpowiedzialnych za tę masakrę. O tym, jak wyglądały po ekranizacji książki przeciętne, m.in. Mastertoona, Dana Browna, Grocholi nie ma w ogóle co wspominać. Czytaj resztę wpisu »


%d blogerów lubi to: