Ważne co mówią!

Czerwiec 5, 2012

Nie wiem dlaczego naczelną dewizą w marketingu jest od dłuższego czasu: „nieważne co mówią, ważne żeby mówili”. Wielkie korporacje i koncerny wydają miliony na działania, które sprawiają, że ludzie zaczynają ich nienawidzić. Czy naprawdę jest tak, że „ciemny lud pomarudzi, a później to kupi”? Mnie powoli przychodzi na myśl tylko jedno wyjście: nie kupować produktów reklamowanych na płachtach kradnących nam miasto. A jeżeli już zmusza nas do tego wyższa konieczność, np. szef wymaga telefonów konkretnej sieci, to dokonując transakcji złóżcie skargę na taką formę reklamy, najlepiej na piśmie.

  Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Telewizja przez internet za darmo?

Maj 27, 2012

Jako iż Polsat Cyfrowy naprawdę zalazł mi za skórę i ostatecznie 16 czerwca się z nim rozstaję, rozpoczęłam poszukiwanie nie tyle darmowej, ile po prostu tańszej alternatywy. Jakiś odpowiednik ubezpieczeniowego Link4 lub Polskiegobusa.com, gdzie mniejsza ilość pracowników przekłada się na niższe koszty.

Z tego powodu pominęłam chwilowo oferty różnych UPS i innych takich i postanowiłam sprawdzić, czy da się oglądać telewizję przez internet, nie korzystając z tzw. streamów, które niejednokrotnie ratowały mnie, gdy Polsat odmówił mi prawa do oglądania różnych transmisji sportowych, ale których jakość nie pozwala nawet na oglądanie w trybie full screan na ekranie przeciętnego laptopa (15,4 cala). Ofert znalazłam wiele, a co jedna to … hm… ciekawsza. Czytaj resztę wpisu »


Głupota polskich turystów sięgnęła poziomu podłogi

Maj 11, 2010

„”Piszę do Państwa z nadzieją, że zainteresujecie się sprawą nieuczciwych biur podróży i pseudoubezpieczycieli wyjazdów zagranicznych. W każdy wyjazd zagraniczny biuro turystyczne do ceny dolicza koszty ubezpieczenia zdrowotnego na pokrycie kosztów leczenia w danym kraju, tak też było w tym przypadku… tylko na papierze”

czytając ten pseudodramatyczny apel przyjaciela rodziny i resztę artykułu o „tragicznych” losach podróży do Egiptu pana Pawła i jego żony wzruszenie mamy jak w banku! Nic tylko łzy same się powinny cisnąć do oczu a ręce ochoczo wstukiwać na stronie swojego banku internetowego stosowną kwotę przelewu dla biednej rodziny, tak skrzywdzonej przez biuro podróży, NFZ, UE i królową Elżbietę, tudzież premiera Putina.

Szkoda tylko, że autor w/w publikacji nie wysilił się, aby pogłebić co nieco swoją publikację i spojrzeć na całą sprawę z dwóch stron a nie tylko ograniczyć się do napisania historyjki, obficie podlanej ckliwym sosem. Na przykład mógł chociażby zapytać rodzinę zmarłego, dlaczegóż to człowiek ciężko chory na serce, który miał wszczepioną zastawkę i generalnie powinien sobie zdawać sprawę z tego, że jego stan zdrowia narzuca mu pewne ograniczenia nie wykazał się nawet tak śladową oznaką inteligencji by dopytać się o warunki ubezpieczenia.  Nikt mu nie kazał ich nawet czytać. Wystarczyło ZAPYTAĆ jakiejś sympatycznej specjalistki, która błyskawicznie wyjaśniłaby mu, że podstawowe ubezpieczenie podróżne nie pokrywa leczenia chorób przewlekłych, ale służy generalnie temu by w razie zapalenia ucha lub złamanej nogi móc udać się do lekarza. Uzyskanie tej prostej informacji nie wymagało aprawdę wysiłku rzędu rozszyfrowania enigmy.  Podobnie jak zdanie sobie sprawy z tego, że ciężka choroba serca równa się unikanie krajów o klimacie – jakby na to nie spojrzeć – tropikalnym.

Nie wiem jak inni, ale ja planując wyjazd sprawdzam maximum wiadomości o danym kraju, czego się mogę spodziewać, co zabrać i na co się przygotować. Czy zabrać nadmanganian potasu, żeby dezynfekować wodę czy kieckę do kostek, żeby mnie nie ukamienowali. Zatem zdając sobie sprawę z tego, że generalnie w Egipcie ptaki padają w locie z gorąca i woda się gotuje w drodze z butelki do szklanki, skoro już bym się tam pchała, to na litość spytałabym o warunki ubezpieczenia zdrowotnego. Chyba sobie zdaję sprawę z własnego stanu zdrowia. Ale nie! Najlepiej na hurra –  spakować się, wsiąść do pociągu byle jakiego a potem płakać: „Pomóżcie!”. Pewnie, po co myśleć, skoro można wyciągnąć rękę. I jeszcze pogrążać się ustami przyjaciół, że w ogóle nie przeczytali dokumentów, ale „przecież jechali tam odpoczywać i nie zastanawiali się nad tym, że stanie się taka tragedia„.

Kilka osób pewnie się oburzy na takie radykalne opinie, ale wiem swoje. Pracowałam w turystyce 2 lata i wiem jak bezmyślni są ludzie pod tym względem: „Ubezpieczenie NNW/KL ?A po co, a na co, a jak drogo te 30 zł na osobę, a nam się na pewno nic nie stanie.”  A potem zamiast kilkudziesięciu złotych jest do zapłacenia kilkadziesiąt tysięcy za byle założenie gipsu i dopiero wtedy jest płacz i zgrzytanie zębów.  Oszczędziło się, co ?! To niech się teraz z tych oszczędności pokryje  rachunek i nie oskarża innych o własną bezmyślność. Wcale też nie dziwię się, że biuro podróży odmawia komentarza, bo co ma powiedzieć, że nie odpowiada za głupotę swoich klientów ? W końcu trudno, aby pracownik biura dzwonił do każdego klienta i pytał czy na pewno nie jest idiotą i dobrał rodzaj ubezpieczenia do stanu swojego zdrowia. Ale sądzę, że jest tu pole do popisu dla Pani Minister Kopacz – ma szansę na wprowadzenie ustawy dorównującej idiotyzmem tej o rejestrowaniu ciąży – każdy pacjent, który kiedykolwiek się leczył na serce powinien mieć odbierany paszport i zakaz turystyki, bo przecież nie tylko tropiki szkodzą ;-).

Rodzina pokazała jednak, że nie tak znowu nie potrafi myśleć – swoją głupotę zamieniła na bezduszność szpitala, biura podroży, NFZ… Koszty sprowadzenia zwłok do kraju opłaci pieniędzmi naiwniaków, którzy się dadzą nabrać na rzewne historyjki i nadal będą do przodu. Nie wiem już sama – krytykować czy podziwiać…


Dla wytrawnych uszu cisza nieraz głośniejsza jest od krzyku – media po śmierci prezydenta…

Kwiecień 11, 2010

Mówcy powinni mieć na uwadze nie tylko to, by wyczerpać temat, ale także by nie wyczerpać słuchaczy.

Winston Churchill

Są takie dni kiedy zasypiasz się i budzisz w innej rzeczywistości. Kiedy w piątek wieczorem wróciłam do Polski po tygodniowym pobycie za granicą poczytałam sobie wiadomości i zasnęłam w błogim przekonaniu, że znowu jestem w starym dobrym kraju,, w którym nic się nie zmienia. I kiedy w sobotni poranek kiedy na Blipie zaczęły się pokazywać wpisy osób mówiące o wypadku, katastrofie i w ogóle hekatombie nie dziwią mnie komentarze, które  padły:  że pierwszy kwietnia już był, że złego diabli nie biorą, co by się miało stać prezydentowi i nie daj Opatrzności kolejnej katastrofy, bo już będzie z miesiąc żałoby narodowej. Może głupie i nieprzemyślane, ale pierwsze szczere reakcje ludzi. Wielu, ja także potem zamilkło, bo co się da powiedzieć w takiej sytuacji, co nie zabrzmiałoby jak frazes?! Chyba niewiele.

Media jak się okazuje potrafią powiedzieć bardzo dużo. Z tych szczątków przecież informacji, jakie posiadamy, stacje telewizyjne potrafiły zrobić program ciągnący się aż do północy a być może dłużej, ale tego już nie wiem z autopsji. Rozumiem – tragedia narodowa, obowiązkiem mediów jest informacja, ale wypadek polskiego samolotu pod Smoleńskiem i śmierć pary prezydenckiej została zamieniona w moim odczuciu w ponury spektakl. To zapraszanie gości, znajomych, ekspertów… Pytania o reakcje, co będzie, co mogło być, jak mogło być i dlaczego nie było… Przepraszam, czy oni się spodziewali, że ktoś powie, że tańczył z radości ? Śmierć człowieka a zwłaszcza taka katastrofa powoduje smutek i żal czysto ludzki. Nie powiem, żeby Lech Kaczyński był moim prezydentem, nie głosowałam na niego i nigdy bym nie głosowała, nie mogłam go słuchać i sama już nie wiem co było gorsze forma czy treść, ale był ojcem, bratem dziadkiem, są ludzie którzy w przeciwieństwie do mnie czują żałobę i ich uczucia należy uszanować.

Tymczasem media a TVN i TVN24 szczególnie mieliły i mieliły te informacje wywołując u mnie z każdą godziną coraz głębszy niesmak. W pamieci utkwiła mi szczególnie scena jak prowadzący TVN24 nieznanego mi nazwiska kilkakrotnie przerywał wypowiedź znajomej bodaj Aleksandry Natali-Świat, która opowiadała o tym jakie miały wspólne plany na następne dni – i po co ? – po to, żeby pokazać jak Tusk wychodzi z Sejmu! Prostactwo, tylko tak mogę to nazwać.  W kolejnych jego rozmowach już nawet nie dało się dowiedzieć z kim je przeprowadzał, bo na małej wstawce było widać tylko jego prowadzącego monolog, zdaje się, że przerywany co 5 minut jakimś zdaniem. Nie wiem czyim, mógł to być równie dobrze kamerzysta. Tylko tych, którzy łamiącym się głosem próbowali powiedzieć, że brak im słów i nie potrafią w tym momencie skomentować tego, co się stało wyciskał jak cytrynę: a kiedy pan ostatnio rozmawiał, a może były plany na przyszłość, a może miał przeczucia…  Żenada. Już nie pamiętam kto- chyba Monteskiusz-  napisał, że są osoby, które gadają i gadają aż w końcu znajdą coś do powiedzenia.  I tak to mniej więcej wyglądało.

Nie wiem czy moje zdanie będzie reprezentatywne dla jakiejś grupy ludzi, ale naprawdę mam ochotę krzyknąć im aby się wreszcie zamknęli, przestali robić show i uszanowali ludzki ból. Muszą informować – proszę bardzo, niech puszczą preludium Chopina albo inną muzykę klasyczną, migawki spod Pałacu Prezydenckiego i innych miejsc, gdzie ludzie zostawiają kwiaty i znicze a na dole w pasku niech wyświetlają  istotne (sic!) nowe wiadomościach. Ale niech w końcu przestaną gadać, proszę.


Placet literackich koryfeuszy…

Luty 25, 2010

Zachwyciło mnie to sformułowanie – cóż za podręcznikowy przykład pseudo-erudycji,  podlanej obficie sosem przeintelektualizowania i niedopasowania stylu do treści. Rzucanie pereł przed wieprze to mało powiedziane w odniesieniu do wysilania się na ambitne teksty w gazecie dla przeciętnego odbiorcy, który do części kulturalnej rzadko dociera.

Polonistką co prawda jestem mocno wybrakowaną, gdyż ani nie pracuję nad krzewieniem literatury w młodych umysłach, ani też nie mam w ogóle do czynienia z literaturą w pracy zawodowej, ale schlebiam sobie, że zasób słownictwa mam dość szeroki i pod warunkiem, że ktoś nie sili się na cytowanie słownika wyrazów obcych, nie mam problemów z rozumieniem tekstu czytanego. Nawet w postaci wyrwanych z kontekstu kilku słów. A tu nic. Żadnego światełka w tunelu, czymże u licha może być placet koryfeuszy, na dodatek literackich. Rzuciłam pojęcie w eter, do znajomych o podobnym wykształceniu, zainteresowaniach i inteligencji i najczęstszą reakcją był jeden wielki znak zapytania, że nie wspomnę już o tyleż dosadnych co szczerych odpowiedziach typu „Co k… ?”.

Tak się tylko zastanawiam ( i zapewne nie ja jedna) czy autor nie zużył przypadkiem całej energii twórczej na wynalezienie kilku „mądrze” brzmiących słów, gdyż poza tym artykuł wyróżnia się niepoprawnym szykiem zdania, brakiem umiejętności właściwego stosowania myślników, przecinków, a także –  o zgrozo- fleksji, co tylko częściowo da się wytłumaczyć złożoną budową zdań. Co gorsza, owo recenzjo-streszczenie skrzypi w czytaniu.  Średnio co dwa zdania miałam wrażenie, że autor sam gubi się w stworzonym przez siebie chaosie i na chybił trafił wrzuca co jakiś czas fragment fabuły, opinię własną, sądy krytyków, między które wciska na siłę  fakty z najnowszej literatury.  Iii tam, nawet pisać szkoda o tej pomyłce publicystyki.

Dobranoc.


Myślę, więc jestem … śmieszny. Kretyństwa roku 2009

Grudzień 27, 2009

Przełom roku jest zwykle okresem podsumowań i gdybym chciała dokonać subiektywnej oceny minionego roku to muszę rzec, że tak jak to powiedział G.G. Marquez największym nieszczęściem tego kraju jest to, że ludzie mają za dużo wolnego czasu na myślenie […]. Coś w tym musi być, bo z „Kontrabasisty” Patricka Suskinda, którego w końcu nie skończyłam zapamiętałam zdanie, dosyć niedokładnie zresztą, że myślenie jest zbyt trudne, aby każdy mógł się nim zajmować. Niestety wszyscy uważają, że potrafią myśleć i robią to.  Z czego wychodzą same problemy.

Komitetowi, przyznającemu Noble pokojowe, też się wydawało, że potrafią myśleć i wymyślili ekstraordynaryjnie, że Nobla dostanie Barack Obama, który co prawda jeszcze niczego nie dokonał, ale ma potencjał. W tym momencie zdaje się, że powinnam się domagać literackiej nagrody Nobla. Co prawda poza blogiem niczego jeszcze nie napisałam, ale z całą pewnością mam potencjał i kto wie. Obama odwdzięczył im się apelując o większą liczebność kontyngentu w Afganistanie.  Mógłby tłumaczyć się, że kierował się słynnym cytatem:Uczcie ich polityki i wojny, by ich synowie mogli studiować medycynę i matematykę, a wnuki miały prawo zajmować się poezją, muzyką i architekturą…”

gdyby nie to, że znając poziom edukacji amerykańskiej bardzo wątpię, aby go znał. Czytaj resztę wpisu »


Read more books than blogs

Grudzień 19, 2009

Przyznam szczerze, że gdybym nie zobaczyła to nie uwierzyłabym. Krążący od jakiegoś czasu zapewne, ale zobaczony przez mnie dopiero dzisiaj obrazek „read more books than blogs” uświadomił mi, że ku mojemu zaskoczeniu blogi stały się tak ważnym elementem, nie tylko cyberprzestrzeni.  Sama nie tylko pisuję dosyć nieregularnie, ale i niemal nie czytuję innych. Być może da się to przyporządkować pod kategorię wstydliwych wyznań, ale do awantury o budyń Oetkera nie miałam pojęcia o istnieniu sławnego ponoć Kominka a nazwy najpopularniejszego polskiego bloga, opisującego rzeczywistość polityczną, mimo najszczerszych chęci nie jestem sobie w stanie ani przypomnieć ani wygooglać. Czytania wypocin polityków i pseudgwiazdek showbiznesu unikam jak ognia… Pogoń za trendami i modą mnie nie interesuje… Na myśl o czytaniu „arcydzieł” ortografii i stylu naszej przyszłości narodu aż mnie otrząsa. Nie pasjonuję się na tyle żadnym serialem, Hannah Montana, filmem a wiadomości wolę jednak w telewizji. Tymże to sposobem poza blogiem  Samcika , który ostatnio trochę nadmiernie popada w samouwielbienie i mojego guru Bralczyka,  poza okazjonalnymi wizytami u znajomych, aby zobaczyć, co tam u nich słychać nie czytam żadnego bloga. No, jeszcze zerkam czasem na porady odnośnie photoshopa i przepisy kulinarne, ewentualnie jak zrobić koraliki czy ładnie ułożyć serwetki na spotkanie z teściami ;), ale na tym koniec. Dlatego też nie przyszłoby mi do głowy, że blogi mogą zastąpić książki.Nigdy w życiu!

Na pewno krótka forma i wygodna platforma jest zaletą blogów, ale… Szczerze mówiąc ja nawet do e-booków nie jestem w pełni przekonana. Audiobooków czasem słucham, ale też z pewną rezerwą. Nie ma to jednak jak szelest kartek, ciepła herbatka i kocyk. I inny świat, do którego przenosimy się nawet w zatłoczonym autobusie i długiej kolejce do kasy. No i jak tu porównać ukochane książki z dzieciństwa a potem już lat dorosłych  z czytaniem o piciu herbaty i pierwszych słowach ukochanego dziubdziusia. Jak zastąpić  Imię Róży, Ivanhoe czy Sapkowskiego z najbardziej błyskotliwą nawet oceną najnowszej pyskówki w sejmie. Nie da się, no nie da!

Kochajcie książki rodacy !

I czytajcie, książka żyje tylko wtedy gdy jest czytana…


%d blogerów lubi to: