Zastrzelcie mnie po 70-tce

14870114369051To nie jest kraj dla młodych ludzi. No, lekko przechodzonych, ale jednak nadal zdecydowanie w wieku produkcyjnym. Gdziekolwiek się udasz, cokolwiek zrobisz, pokutuj za to, że nie masz jeszcze 70-tki na karku. W sklepie, u lekarza, a nawet we własnym mieszkaniu.

Słowo daję, że nie kłamię. Nie cierpię starszych ludzi. Organicznie. Nie pluję im na wycieraczki i nie podstawiam nogi, żeby się przewrócili, ale im częściej mam z nimi do czynienia, tym bardziej nietolerancyjna się staję. I to pomimo tego, że generalnie jestem świadoma faktu, że w pewnym wieku już się niczego nie uczysz, dobre rady są traktowane jako zamach na wolność i niezależność, co nie wynika z wrednego charakteru, tylko swoistej pracy mózgu, a w ogóle to „całe życie tak robiłam i było dobrze”, ale nie. Błagam, nie chcę być starą purchawką. Zastrzelcie mnie po 70-tce.

Gdybym była wierząca, musiałabym uznać, że to dopust boży, ewentualnie karma. Jako agnostyczka skłaniam się ku wersji, że to złowieszczy chichot losu. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że z imprezowej Woli, tuż obok ulicy sex-shopów i nocnych klubów, wylądowałam na geriatrycznym Targówku. Nie żebym jakoś gorliwie korzystała z tych atrakcji, ale to, co mnie tu spotyka, jest ponad moje siły.

Tak się składa, że na moim osiedlu średnia wieku wynosi pewnie z 80 lat. No, może trochę mniej, ale tylko i wyłącznie dlatego, że mieszka tu albo geriatria, albo wielopokoleniowa patologia z gatunku Karyna  i Seba i ich kaszojad, rodzaj wyuczona bezradność, podtyp alkoholizm pospolity. Powoduje to różne mniejsze i większe piekielności, pt. nie ma jak usiąść w tramwaju, bo cały zapchany starszymi ludźmi. Nawet jak jest wolne miejsce, to lepiej się do niego nie przyzwyczajać albo w ogóle nie siadać, bo na następnym przystanku zacznie nad tobą dyszeć i stękać jakaś niewiasta 60+. Bo w sumie jakim prawem siedzisz i czytasz, a nie się rozglądasz, by ustąpić komuś, wyskoczywszy jak z katapulty. Złamana noga nie kwalifikuje się jako powód do zajęcia miejsca. Ciąża tłumaczy cię tylko w niewielkim stopniu, bo – jak zostaniesz poinformowana, czy chcesz, czy nie – ona pięcioro urodziła i pracowała, bez mała orząc pole. Ewentualnie „ciąża to nie choroba”.

Wyrzucanie śmieci też wygląda ciekawie, bo w altance możesz zobaczyć wariacje na tle – pojemnik suche segregowane, a w nim stary bukiet róż, fakt – suchy.  Albo szmaty, nie żeby 20 metrów dalej był pojemnik PCK. Za to do zmieszanych idą kartony. Raz się nawet zaofiarowałam, że jak pani ciężko, to ja je zaniosę do altanki na segregowane, ale ekhm ekhm… nie spotkało się to ze zrozumieniem.

Samochód zaparkowany tuż pod klatką, tak że zablokował 3/4 schodów, bo „on (kierowca) się urodził w Warszawie i mu się należy”…

Informacja, że palenie w ciąży wcale nie szkodzi (na uprzejmą prośbę, żeby zgasić na przystanku), a bardziej szkodliwe byłoby nagłe rzucenie, bo to szok dla organizmu…

Jak dobrze mieć sąsiada… 

Ale najciekawsi są bezpośredni sąsiedzi. Mój blok charakteryzuje się tym, że w obrębie klatki ma wydzielone takie jakby miniklatki, oddzielone dodatkowymi drzwiami, do których klucze ma tylko kilka rodzin, u nas dokładnie 5. Traf chciał, że moje mieszkanie jest naprzeciwko tych drzwi, ale zarazem w rogu, a za moimi drzwiami jest kawałek nieprzechodniego korytarza, może 2 m x 3 m, zakończony oknem. Ponieważ wiek sąsiadów oscyluje w ww. granicach, ekhem „dekoracja” korytarza jest w stylu lat 60.: coś jakby landszaft na ścianie,  inny landszaft, kwiatuszki z rodzaju zasuszone wiechcie na nieśmiertelnym kwietniku z głębokiego PRL-u, serwetki, te sprawy. Jest też rura chyba od ogrzewania, którą mąż postanowił wykorzystać i – skoro korytarz już i tak zagracony stojakami z chabaziami – przypiąć do niej rower – zawsze to bezpieczniej, bo dostęp do klatki jest ograniczony.
Rower nie postał nawet 2 dni, jak przyszła do nas, jak się przedstawili, „delegacja” – 2 starsze obywatelki i jeden jakby facet, w każdym razie purchawka płci męskiej. Delegacja przyszła zaniepokojona faktem, parkowania roweru, gdyż grozi to zaburzeniu estetyki i zniszczeniu kwiecia (wyszłoby to owej estetyce tylko na plus), obniżeniu bezpieczeństwa (widoczny przez szybę rower mógłby przyciągnąć uwagę elementów wątpliwych moralnie), jak również złamaniem przepisów przeciwpożarowych poprzez zastawienie wyjścia ewakuacyjnego. Wizyta delegacji, po uzyskaniu stanowczej acz uprzejmej odmowy, zakończyła się próbą samodzielnego pozbycia się roweru, czemu zapobiegło solidne zapięcie typu u-lock.

Swoją drogą, jak sobie wyobrażę przeciskanie się grubawych i starszawych obywatelek przez umieszczone na wysokości ok 1,5 metra okno o rozmiarach 1×1,5 m…

Także ten…. współcześnie miłościwie nam panująca władza nie wróży niczego dobrego na przyszłość, ale ja uprzejmie proszę, jeśli moje osobiste dzieci mnie zastrzelą po 70-tce, to proszę to zakwalifikować jako eutanazję na życzenie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: