Uchodźcy, czyli mój jest ten kawałek podłogi…

O problemie, jakim jest dla Europy fala „uchodźców”, napisano już tyle, że brakuje zgrabnych tytułów, spinających całość zagadnienia klamerką i wrzucających całą tę sytuację do odpowiedniej szufladki. Od dawna już brakuje jakiejkolwiek woli porozumienia – strony okopały się na swoich stanowiskach, a jedynym efektem jest radykalizacja nastrojów. Bo to nie jest ani tak, że wszyscy jak jeden mąż jesteśmy ksenofobami wrzeszczącymi „Je…ć brudasów”, ani też miłosiernymi Samarytaninami oferującymi swoje mieszkania i ostatnią koszulę. Prawda, jak zawsze, leży po środku – większość osób zapewne nie ma problemu ani z obecnością „uchodźców”, ani z ich brakiem tak długo, jak długo nie zmusza ich to do zmiany trybu życia. I jest to żądanie absolutnie uzasadnione, ba, wręcz minimalistyczne – chęć życia w świecie, jaki znamy i rozumiemy. W świecie, w którym mogę pójść do sklepu w krótkiej spódniczce po świeżutki boczuś, a po zjedzeniu kanapeczki z szyneczką pobiegać  po ulicach bez szmaty na głowie. W świecie, w którym, jeśli ofiaruję komuś mieszkanie i koszulę, to liczę, że to przyjmie i podziękuje, a nie będzie próbował przemeblować mi mieszkanie i zrobi wszystko, abym w przyszłości tej koszuli nie mogła nosić, bo jest to sprzeczne z jego religią.

Tylko nie fanatyzm!

Dzisiaj rano natrafiłam na wpis pani Ewy Wanat na Facebooku i w sumie to on zainspirował mnie do odkurzenia blogaska. Chlubię się bowiem tym, że w zasadzie jestem osobą aż nadto tolerancyjną. Z różnych izmów przeszkadza mi niewiele, co najwyżej debilizm i „musizm”. Chcesz uprawiać namiętny seks z fretką na cmentarzu? Jeść wyłącznie wegańską wieprzowinę z piersi młodej dziewicy? Śmiało, pod warunkiem, że nie będziesz mnie zmuszać do tego samego.

Tymczasem, jak mi się wydaje, w mediach panuje idiotyczny obraz rzeczywistości, w której kreują obraz ludzi albo jako tolerancyjnych i miłościwych, albo jako ksenofobów i okrutników. A głównym powodem niezgody na falę imigracji do Europy nie jest nawet sam fakt, że uchodźcy są nam obcy kulturowo, ale to, że tę kulturę usiłują nam na siłę wepchnąć. Pani Ewa była uprzejma napisać, że „półtora miliarda ludzi żyjących w kręgu kultury islamu to w większości ludzie tacy jak my, którzy chcą żyć, wychowywać dzieci i mieć święty spokój. (…) miliony ludzi uciekają w tej chwili przed oszalałymi radykałami, którzy im w ich kraju zorganizowali piekło na ziemi, że uciekają przed wojną głodem„. Doskonale i znakomicie. Ja w to nawet wierzę. Tylko jak zawsze jest jedno „ale”. Dlaczego ci ludzie, którzy rzekomo uciekają przed fanatyzmem religijnym, ten sam fanatyzm usiłują zaszczepić w Europie?  Dalej pisze pani Ewa „racjonalne argumenty nie działają na ludzi, którzy są w stanie paniki. Boją się, strach ich wziął w swoje posiadanie i żadnego głosu rozsądku ani innych uczuć, np. empatii, nie dopuści. Między nami głęboka przepaść, a my po jej obu stronach na przeciwległych brzegach„. Takie wezwanie do słuchania racjonalnych argumentów przypomina mi dzieciństwo w małym miasteczku, gdzie ksiądz proboszcz dobrodziej wygłaszał grzmiące kazania o cnocie, cudzołóstwie, grzechu i pochwale wstrzemięźliwości, a sam miał konkubinę i dziecko w sąsiedniej parafii. I jak długo będę czytała, że muzułmanie w Danii protestują przeciwko choince, w Anglii chcą wykluczyć wieprzowinę ze szkolnych stołówek, a w Niemczech chcą zakazać Oktoberfest (to ostatnie podobno jest kaczką dziennikarską, ale takie żądanie wcale by mnie nie zaskoczyło), tak długo nie będę chciała żadnych uchodźców w Europie, zwłaszcza muzułmanów.

Podłoga, nie dywanik modlitewny

Bo bez względu na to, czy wierzę w Boże Narodzenie, czy nie, chcę mieć prawo do cholernej choinki, śpiewania kolęd, chodzenia z odkrytą głową i w spódnicy o wybranej przez siebie długości. Bo to jest właśnie mój kawałek podłogi. Może niezbyt wytwornej, pewnie przydałoby się jej szorowanie, a na pewno wykwintny dywan; może mogłaby być większa albo nowsza, ale jest moja i życzę sobie w miarę możliwości, żeby taka została. Wystarczy, że muszę zapłacić podatki i inne daniny, nie potrzebuję, żeby jeszcze kwestionowano, z jakiego ma być drewna, jakiej grubości i jak mam jej używać. Chcę móc pojechać spokojnie na wakacje i nie zastanawiać się, czy granice będą przejezdne. Chcę móc zwiedzać świat, owszem, dostosowując się do wymogów kulturalnych danego kraju, np. poprzez zakrycie ramion, ale zostawić potem te wymogi w tymże kraju, a nie przywozić je do siebie. Chcę nosić białe skarpetki i nie przejmować się tym, że zdaniem talibów oznacza to deptanie po świętej fladze czegośtam.Malować paznokcie i nie bać się stanąć na starcie biegu masowego, w obawie przed zamachem terrorystycznym.

I dlatego, pani Ewo, przepaść jest i będzie. Ponieważ nie ma żadnego argumentu, który przekonałby zwykłą, przeciętną osobę, która trochę bywała w świecie, czytała i myśli, że nie będzie musiała zamieniać swojej podłogi na dywanik modlitewny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: