Piotr Kuryło i jego pies, czyli triumf głupoty

Ha, tytuł przypadkiem wyszedł mi taki więcej oświeceniowy – Kubuś Fatalista i „Pochwała głupoty”. A może zadziałała podświadomość, która podpowiada mi, że co prawda żyjemy w epoce największego postępu technologicznego, ale też w czasach kiedy coraz rzadziej posługujemy się zwykłym zdrowym rozsądkiem, logiką i wiedzą. Klasycznym przypadkiem jest postawa Piotra Kuryły, biegacza, maratończyka, byłego już bohatera, który w czasach Internetu i najłatwiejszego w historii dostępu do informacji spaprał sobie życie jednym naprawdę głupim postępkiem.

Przypomnijmy, Piotr Kuryło, maratończyk i ultramaratończyk, jesienią uratował sukę, Sarę. W jakich okolicznościach już nieważne, ważne, że zapewniał, że jeśli badania wyjdą dobrze, to zwierzę zostanie z nim i z drugim psem na zawsze. Zawsze nie potrwało nawet roku. I tak jak wcześniej głośno sunię przygarnął, tak równie ukradkiem przywiązał biedactwo do bramy schroniska, gdyż kolidowało z jego planami startowymi. Na domiar złego wybrał na ten pokaz głupoty upał jak diabli i dzień, kiedy w małym schronisku nikogo nie było. Warto też wspomnieć, że okazało się, że zwierzę było w ciąży. W świat poszły komentarze o bestialstwie, znęcaniu i braku serca człowieka, który głośno obnosi się ze swoją „dobrą duszą”, pomocą charytatywną i religijnością. Sponsorzy się wycofali, a Piotr Kuryło wycofał z biegu, w którym miał brać udział, ze strachu przed linczem. Strachu zresztą, sądząc po skali wypowiedzi na jego profilu na Facebooku, słusznym.

A wystarczyło pomyśleć!

Naprawdę, tylko pomyśleć. Jako osoba wychowana w małym miasteczku na Lubelszczyźnie, gdzie nikomu się nie przelewało, a opowieści o tym, że psu można zrobić korektę wzroku słuchało się jak bajki o żelaznym wilku, jestem w stanie uwierzyć, że pan Kuryło, skądinąd prosty człowiek, nie wpadł na pomysł pozostawienia psa w specjalnym hotelu. Albo zwyczajnie nie mógł sobie na to pozwolić. Śmiało uwierzę, że nie miał Sary z kim zostawić (co z drugim psem?), że brat się nie podjął, że decyzja o oddaniu psa została podjęta, gdy już nie było innego wyboru. Ale, do licha ciężkiego, nie tak się to załatwia. Po pierwsze: na bramie był telefon, można było zadzwonić i dopytać, kiedy ktoś będzie, i wrócić z psem właśnie wtedy. A nie biedna psina męczyła się kilka godzin na słońcu. To bestialstwo i nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Po drugie: skoro miał czas jeździć z wodą dla psa, to znaczy, że nie wyjeżdżał „już, teraz, zaraz, natychmiast” i tym bardziej przyjechać z psem później. I oszczędzić suni wielu godzin cierpienia. Po trzecie: skoro ma brata, który nie wyjeżdża, to mógł na ten dzień z-dwa zostawić Sarę z nim i to jego zobowiązać do załatwienia formalności.Po czwarte: ludzie, do diabła, istnieje Internet. Można sprawdzić wszystko! Znaleźć inne schronisko, godziny otwarcia. Cokolwiek. Nie, najłatwiej zepchnąć problem na innych, a w tym wypadku nie tylko na schronisko, ale i na biedną Sarę.

Po piąte – ugryźć się w język…

Po piąte: jak się nie ma nic do powiedzenia, to lepiej milczeć, bo całą aferę nakręciły jeszcze bardziej jego komentarze na fejsie. Atak na niego prześladowaniem chrześcijaństwa. Serio? Abstrahując całkowicie od mojego antyklerykalizmu – jak bardzo trzeba635747299337562852 być gruboskórnym i hmm… mieć silne mechanizmy obronne osobowości, że tak to ujmę, aby wmówić sobie, że słuszna, choć może przesadzona, nagonka sytuuje go gdzieś obok prześladowanych chrześcijan z Jezusem na czele. Wszyscy znamy stosunek Kościoła do zwierząt, ale no tutaj to pan Kuryło popłynął i to zdrowo. Po szóste: do cholery, żyjemy w erze komórek. Nie można było zadzwonić? Naprawdę?!

I tak pan Kuryło spaprał sobie całkiem nieźle ułożone życie, stracił sponsorów, a najbliższy bieg odbędzie pewnie do prokuratury, bo organizacje zajmujące się ochroną zwierząt już złożyły zawiadomienie w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Bo się nie chciało zadzwonić. I dobrze, mam nadzieję, że zgodnie z ironiczną deklaracją pana Kuryły z Facebooka dostanie ten wymarzony najwyższy wymiar kary i popracuje społecznie w miejscu publicznym, gdzie ludzie bez problemu będą mogli mu napluć w twarz! Byle nie więzienie, bo mam dosyć utrzymywania pasożytów ze swoich podatków. Zwłaszcza takich, którzy w ten sposób traktują zwierzęta.

Reklamy

One Response to Piotr Kuryło i jego pies, czyli triumf głupoty

  1. Jak większość krzykaczy (mam na myśli osoby, które tak strasznie obsnoszą się ze swoją religijnością) Kuryło jest po prostu hipokrytą i wybiera sobie z wiary to co dla niego najwygodniejsze. Prawdziwa wiara jest cicha, nie na medialny pokaz. Mam nadzieje, że pieskowi nic się nie stało a wyżej wymieniony zostanie surowo ukarany!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: