Dlaczego ustawa o in vitro jest warta podpisania?

100_100_1663288122_In_Vitro_przez_alfred77_middleKwestia in vitro jest mi doskonale obojętna. Sama na zastosowanie takiej procedury nigdy się nie zdecyduję. Nie, nie jestem wierząca, po prostu nie uważam, że każdy dzieci mieć musi i powinien. A poza tym – widziałam kilka modelowych wręcz przykładów, kiedy to obsesyjne, wieloletnie starania o dziecko kończyły się rozwodami tuż po upragnionym porodzie. To jest jednak moje zdanie, jeśli są ludzie, którzy chcą i potrzebują, to – jak dla mnie – droga wolna. Ba, im więcej czytam o zawirowaniach w związku z ustawą, tym bardziej wydaje mi się niezbędna – z wielu powodów.

Po pierwsze – by pokazać, że jesteśmy otwarci na cudze wybory

Jak by to powiedział Jaskier „Dwadzieścia lat w służbie poezji to dostatecznie długo, by wiedzieć, że są rzeczy, które albo rozumie się w lot, nawet bez słów, albo nigdy się ich nie zrozumie„, a także, że nawet jego ćwiczona wyobraźnia nie daje mu pełnego wglądu w niektóre uczucia, np. w to, co Milva czuła po poronieniu. Przyznam, że nie potrafię sobie wyobrazić takiego odczucia czy przekonania, że muszę mieć dziecko. Koniecznie, bo inaczej moje życie nie będzie pełne, szczęśliwe i w ogóle. Nie widzę siebie współżyjącej pod termometr i zegarek, wyciągającej męża z pracy, bo magiczna owulacja. Siedziałam niedawno w poczekalni u swojej pani ginekolog, a jakaś kobieta zmieniała plany telefonicznie na najbliższy czas, w tym przesuwała jakiś spektakl czy koncert, bo „w końcu moje jajeczko jest ważniejsze”. Jak dla mnie – kosmos, ale… co kto lubi. Jeśli ktoś chce mieć dziecko, to niech ma. I wara komukolwiek od decydowania, czy zapłodnienie w laboratorium jest „niegodne”, „grzeszne”, „upokarzające” czy cokolwiek innego. I niech, na litość, nie opowiada się, że na biednych mężczyznach wymusza się onanizm, bo jeśli nie pęknę ze śmiechu, to się bardzo zdziwię. Ja się nie znam, bo kobiety mają inne potrzeby i poglądy, ale zmuszanie? Serio? Ktoś się chyba za dużo naoglądał My Little Pony (a czy ta bajka jest niesatanistyczna? bo już się pogubiłam). Nie zakazujmy innym czegoś, tylko dlatego, że sami tego nie lubimy lub nie popieramy. Popierajmy prawo do życia własnym życiem. Przypominajmy głośno zasadę „żyj i pozwól żyć innym”.

Po drugie – nie dla zakłamywania danych naukowych

Jednym z koronnych argumentów przeciwko in vitro stał się argument, że ta metoda wcale nie leczy niepłodności, więc jest nienaturalna, a zatem – be. Lepsza jest „naprotechnologia”, czyli nie wiadomo co, bo w mierzeniu temperatury żadnej technologii nie udało mi się zaobserwować. Lekarzem medycyny nie jestem, ale jak każdy człowiek legitymujący się wykształceniem wiem, że leczenie jest objawowe lub przyczynowe. Innymi słowy – możesz dostać antybiotyk lub maść, który wyleczy przyczynę choroby, czyli wirusy albo stan zapalny, a możesz dostać inhalacje, po których będzie ci się łatwiej oddychać, ale nie zmieni to faktu, że flegma będzie zalegać ci w płucach. Nie wiem, dlaczego akurat przy in vitro tak się przyczepili tego, że nie leczy z bezpłodności, skoro co najmniej połowa zabiegów medycznych nie leczy z niczego, a co najwyżej poprawia komfort życia lub przedłuża funkcje życiowe. Dializa nie leczy nerek, tylko je oczyszcza, by-pass nie leczy chorego serca, transfuzja krwi nie leczy hemofilii… Ale nie, złe jest tylko in vitro. Gwoli ścisłości – osławiona naprocośtam też z niczego nie leczy, bo nie da się wyleczyć choroby serca herbatką z dziurawca. Może pomóc trafić w dni płodne, ale to wszystko. Nie sprawi, że zarodek się zagnieździ, nie poprawi wysokości progesteronu odpowiedzialnego za utrzymanie ciąży itd. Dlatego tak ważne jest, żeby pomimo demagogii i rozpowszechniania kłamliwych informacji o tym, z czego in vitro leczy, a z czego nie, dać ludziom prawo do korzystania ze zdobyczy nowoczesnej medycyny. Tylko tyle i aż tyle.

Po trzecie – wyślijmy leśne dziadki sterowane radiem na emerytury

aborcja-dziecka-z-in-vitroDlaczego o przyszłości młodych ludzi ciągle decydują woły, które już dawno zapomniały, jak cielęciem były? A przynajmniej zdradzają oznaki demencji, sklerozy, zaawansowanej dewocji i totalnego zidiocenia. Bo jakim ekhem geniuszem trzeba być, żeby wydalić z siebie coś takiego: „Nikt lepiej od matki nie wie, jaką traumą dla niej i być może dla tego dziecka w perspektywie kolejnych lat będzie świadomość, że jego życie zostało okupione śmiercią rodzeństwa, albo że jego rodzeństwo jest w tej chwili zamrożone„. Niejaki  pan senator Brudziński nie odkrył zresztą tej Ameryki na własną rękę, cytował zdanie Episkopatu, a w każdym razie kleru, który głośno krzyczy, że „aby się jedno z was [dzieci z in vitro] narodziło, to kilkadziesiąt innych dzieci musiało zamrzeć albo być zabitych.” Chyba „syndrom ocaleńca” rzucił im się na zlepek komórek pod kopułą czaszki niegodny dumnego miana mózgu. Każda normalna osoba, która miała biologię w szkole (biologię, nie ewolucję), wie, jak wygląda zapłodnienie. Że na drodze do jajeczka plemniki może szlag trafić, że nawet jeśli dotrą do celu, to zapłodniona komórka musi się jeszcze zagnieździć, a żeby przetrwała musi mieć jeszcze wystarczającą ilość hormonów. Nie pamiętam liczb, a w dzisiejszym zdegenerowanym środowisku te wskaźniki pewnie jeszcze spadają, ale zdaje się, że do etapu zarodka dociera może 30% zapłodnionych komórek. Wychodziłoby z tego, że zdaniem ww. tetryków wszyscy odpowiadamy za udział w masowym mordzie na naszym rodzeństwie. Mnie się chyba udało, bo urodziłam się idealnie 9 m-cy po ślubie rodziców, a wszyscy wierzymy i nie współżyjemy przed ślubem, naturalnie, ale już mój mąż urodził się 5 lat po ślubie, zatem – licząc pi razy drzwi – ma na sumieniu 40-50 braciszków i siostrzyczek. A jego młodszy brat  2x tyle, bo urodził się po kolejnych 10 latach. Idąc tym tropem – chłopak powinien się załamać, bo jego życie zostało okupione śmiercią blisko setki rodzeństwa.  W każdym razie – popierajmy głośno in vitro, podpisujmy petycję do prezydenta, aby ustawę o in vitro podpisał, pokażmy, tak jak w czasie ostatnich wyborów prezydenckich, że mamy dosyć. Że chcemy mieć realny wpływ na władzę, na nasze życie, na to, co się w naszym imieniu uchwala. Że nie chcemy żyć w kraju, w którym ustawy pisze kler, a potrzeby setek tysięcy ludzi są ignorowane w imię czort wie czego.1435842109_6iiuzs_600

Po czwarte – wejdźmy w końcu w ten XXI wiek

Im częściej czytam informacje, oglądam wiadomości i patrzę, co udostępniają moi znajomi, tym bardziej mam wrażenie, że cofamy się w rozwoju i już niedługo będziemy umysłowo na poziomie kalifatu i zakazu noszenia białych skarpetek, bo jest to deptanie po fladze talibów. Ludzie, wysyłamy sondy na Marsa, mamy wahadłowce i rakiety, satelity, standardem są mikrochipy, drony, GPS, smartwatche i „inteligentne proszki”, a spasione za nasze pieniądze wieprze opowiadają o bruzdach, syndromach i umęczonych onanistach. O zatrzymanych w rozwoju dzieciach, które czekają na to, czy przeżyją, czy zostaną zamordowane. Obudźcie się, zanim będzie za późno! Zanim kler i prawica zgotują nam nowe średniowiecze i stosy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: