Kto się boi targów śniadaniowych?

img_1333Afera, jaka rozpętała się wokół nieszczęsnych targów śniadaniowych, przypomniała mi znakomitą książkę „Kto się boi Virginii Woolf”. W amerykańskim ośrodku akademickim z lat 60. i w polskiej polityce panuje ta sama duszna, klaustrofobiczna atmosfera, a miejsca, gdzie powinno się krzewić postęp, światłe idee i nowatorskie pomysły stają się przechowalniami „miernych, ale wiernych”, pożytecznych idiotów i innych idiotów. A tylko w tych kategoriach jestem w stanie ocenić pomysł pani radnej PiS , która nagle przyczepiła się do bogu ducha winnych targów śniadaniowych na Żoliborzu, uznając, iż nie licują z powagą miejsca. Jako rzecze owa niewiasta „Aleja Wojska Polskiego ma reprezentacyjny charakter. Stoją wzdłuż niej pomniki, ma powstać kolejny dla rotmistrza Pileckiego. Obok w Cytadeli powstaną wielkie muzea – Wojska Polskiego i Katyńskie. To jest odświętna część Żoliborza i byłoby dobrze nie mieszać tu różnych porządków, jeśli chcemy nawiązywać do założeń przedwojennych. Wtedy w al. Wojska Polskiego planowano defilady”. Kwestia tego, czy naprawdę chcemy nawiązywać. Bo jeśli chcemy, to lokalizacji, w których należałoby po obecnej infrastrukturze przejechać walcem i na zaadaptowanych w ten sposób terenach ustawić więcej pomników i muzeów. Taka np. Aleja JP II. Siedlisko kebabów, seks shopów i innych bezbożnych miejsc. A czy to licuje z godnością patrona? Nie mówiąc już o bliskości Pawiaka (dla gimbazy – nie, nie hodowano tam pawi), a także niedalekiego przecież getta żydowskiego? Na dobrą sprawę nie da się znaleźć w Warszawie miejsca, gdzie nie toczyły się walki powstańcze, nie rozstrzeliwano ludności cywilnej, gdzie nie ma pomników, muzeów itd. Czy to znaczy, że nigdzie poza Białołęką, ewentualnie hm… jest jakieś ewentualnie? No właśnie, czy jest w Warszawie jakieś miejsce na targ śniadaniowy i inną rozrywkę, co do którego nie będzie wątpliwości, czy przypadkiem nie znajduje się zbyt blisko jakiegoś miejsca, które można uznać za zbyt godne, aby obok niego znajdował się pub, sklep albo inna haniebna placówka?

Nie wiem, ile lat ma pani radna, ale wypowiada się zupełnie jak ktoś, kto większość życia przeżył  w czasach szczęśliwie minionego już systemu i została mu mentalność osoby, która musi żyć w kraju sterowanym ideologicznie. Po prostu jakiś materializm dialektyczny czy inne wymysły zastąpiono sztandarem bogoojczyźnianym. I wszystko, co nie jest podniosłe, patriotyczne, prawomyślne itd. , na wszelki wypadek jest moralnie podejrzane i powinno być – również na wszelki wypadek  – zakazane. Pomijając oczywiście handelek flagami i pamiątkami patriotycznymi, a także – jakże by inaczej – sprzedaż dewocjonaliów i inne odpusty pod kościołami.

Być może chciałabym od życia za dużo, ale naprawdę chciałabym żyć w kraju, w którym nikt nie boi się ani targów śniadaniowych, ani tęczy, ani parady wolności. W którym obok siebie mogłyby istnieć różne opcje i nikt nikomu nie nakazywałby wypoczywania w sposób przez niego wybrany. Kiedy żaden sfrustrowany starszy pan, zapewne emerytowany nauczyciel albo inny ubek, który nie może już innym mówić, co mają robić, nie biłby piany, że festiwale muzyczne to zło, a muzyki trzeba słuchać w Filharmonii przez wielkie F (oczywiście niezgodnie z ortografią, ale tak ukulturalniony człowiek może nie znać poprawnej polszczyzny). I w ogóle generalnie nikt nie pomstowałby na biegaczy, rolkarzy, rowerzystów itd.

I żyli długo i szczęśliwie.

I było im zielono…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: