Wkurw dnia – kurierzy i listonosze

Delivery man with parcel boxKażdy okres przedświąteczny lub inna okoliczność wymagająca intensywnych zakupów przez Internet przyprawia mnie o ból głowy, ciężką nerwicę i bezsenność. Nigdy bowiem nie można przewidzieć, kiedy i w jakim stanie paczka dotrze. O ile dotrze. I o ile zostanie dostarczona w terminie, bo to też nie jest regułą.

Nauczona doświadczeniem 90% przesyłek zamawiam do oddalonego o skromne 200 metrów paczkomatu ewentualnie do pracy. Ale są takie rzeczy, których do pracy nie zamówię, głównie ze względu na gabaryty. Ostatni remont przysporzył mi zatem mnóstwa urozmaiconych i „wesołych” doświadczeń.

Sytuacja #1 Uciekający Pan Kurier

OK, przyznaję, przesyłka w wersji hard – materac o wymiarach 160×200 cm. Kurier dzwoni, ja jeszcze nie nauczona doświadczeniem, nieopatrznie przy, że znałam, że mąż jest w domu. Jeszcze bardziej nieopatrznie zgodziliśmy się, by mąż zszedł do Pana pod klatkę, żeby mu pomóc. Skończyło się tym skurrrr… jeden zostawił męża samego, z materacem pod blokiem i… zwyczajnie uciekł. Maczuga Ci w zadek DHL-u.  Ale od teraz już wiem, żeby nie podpisywać odbioru, dopóki przesyłka nie znajduje się bezpiecznie pod drzwiami.

Sytuacja #2 Awizo w skrzynce, czyli standardzik

Pocztex, paczka mini. Ponieważ przyplątało mi się zwolnienie lekarskie, zamówiłam do domu. Sms – paczka w doręczeniu. Tego samego popołudnia – po odbiór paczki bla bla bla. Kurrrrrde blaszka. Cały dzień siedziałam w domu, a ten męski odrostek płciowy na ropę nie może donieść przesyłki rozmiaru i kształtu zwykłej, niezbyt grubej książki formatu A4. Trudno, na pocztę mam 1,5 kilometra, więc przy okazji odrobiłam niezbędną porcję ruchu.

Sytuacja #3 Co Pan może, a czego nie

Z czystego gapiostwa zamówiłam paczkę do domu zamiast do dawnego biura męża. Oddalonego zresztą od mojego byłego mieszkania o jakieś 500 metrów, no góra kilometr. Dzwoni kurier, więc mówię, że sytuacja jest taka i siaka, czy mógłby dowieźć na drugi adres. Nie, bo to nie jego rejon. Nie to nie, umówiłam się na następny dzień. Mija sobie kilka godzin, kurier dzwoni ponownie, że on jednak może dowieźć do biura, czy ktoś tam jest. Firemka niewielka, w prywatnym mieszkaniu, więc po piątej hula tam już tylko wiatr. Mówię zatem zgodnie z prawdą, że się nie da. To w.  takim razie do domu. Też nas nie ma, w końcu umówiliśmy się na jutro. Pan kurier zanim się rozłączył był jeszcze uprzejmy wyzewnętrznić się, że przez takich ludzi jak ja to on musi pracować do północy. Ale czy to naprawdę moja wina?

Sytuacja #4 Ściemniacz niepospolity

Dzwoni kurier UPS, że jedzie. Znakomicie, czekam. Ma być za 15 minut. Z 15 zrobiło się 45, ale niech tam, nigdzie się nie wybieram. Kurier dzwoni raz jeszcze – czy ja mogę wyjść po przesyłkę, bo on nie może podjechać pod klatkę. Paczka waży 15 kilo żywej wagi, więc nie, nie mogę, a nauczona doświadczeniem z sytuacji #1 oświadczam, że pod ręką nie mam męża, taty, brata ani sąsiada. Zapłaciłam 60 złotych, do jasnej ciasnej, żeby mi ktoś tę cholerną paczkę doniósł. Pytam „A właściwie to czemu Pan nie może podjechać?” A bo jest takim dużym samochodem. Wyszłam sobie na balkon, patrzę – zwyczajna półciężarówka, facet wyraźnie rżnie głupa. Wkurzyłam się na zimno i pytam z głupia frant: „Ale właściwie jak duża? Tutaj nawet śmieciarki pod samą klatkę podjeżdżają”. Kurier „Eeeee… ale tu samochody stoją na podjeździe”. Ja: „Tak, na tym samym podjeździe, który właśnie widzę z balkonu tuż pod sobą? I na którym nic nie ma? To może Pan jest jednak pod innym blokiem?” Z biedą i łaską paczkę doniósł. Nawet od tego nie umarł.

Sytuacja #5 W tydzień dookoła świata 😉

Przesyłka wprowadzona do systemu przez sprzedającego we wtorek. Pocztex. Z góry nastawiam się na odbiór w czwartek. Nic się nie dzieje. W piątek rano, gdy jestem na drugim końcu miasta telefon, że kurier czeka pod blokiem. Śmiało, niech czeka. Ja się nie teleportuję. Pan pyta, czy nie będę czasem gdzieśtam, żeby sobie odebrać. No chyba kpi lub o drogę pyta. Umawiam się z panem na poniedziałek wieczór. Nie ma. We wtorek – nie ma. Dzwonię maksymalnie wkurzona – w systemie jest, że jest w doręczeniu. A kiedy to doręczenie nastąpi? Pan nie wie. Środa wieczorem – przesyłka wreszcie dociera. Tydzień! Z Poznania! Równie dobrze mogli mi tę przesyłkę wysłać wozem drabiniastym zaprzężonym w okulawioną starą szkapę. A myślałam, że od czasu przygód z K-Ex i Point Boxem nic gorszego mnie już nie spotka.

Całe szczęście, że remont skończony, a do Świąt jeszcze pół roku. Może do tego czasu zwiększy się liczba sklepów współpracujących z paczkomatami.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: