Liberty Direct i burdello bum bum

Liberty Direct, zwane obecnie Liberty Ubezpieczenia, to kolejny przykład firmy, w której nie wie lewica, co czyni prawica. Ani kto korzysta z ich polis i komu przypisują stłuczki. A nawet jeśli to wiedzą, to i tak nie wiedzą.

Teoria vs. praktyka

A dokładniej wygląda to tak – sprzedajesz auto, w ciągu bodaj 10 dni musisz o tym doniosłym fakcie poinformować ubezpieczyciela. I słusznie, w końcu zanim zmieniły się przepisy korzystanie z polisy poprzedniego właściciela mogło spowodować rozbieżności i trudności w ustaleniu autora stłuczki, a tym samym delikwenta, któremu odbierze się zniżki. Wszystkie auta sprzedane, informacje do polisy zgłoszone, potwierdzenia otrzymane, a tu bum tarara – nowy ubezpieczyciel twierdzi, że nowe OC będzie mnie kosztowało przeszło 300 złociszy więcej z powodu rzekomej stłuczki z maja 2012. Konia z rzędem temu, kto pamięta, co robił wiosną 3 lata temu, ja akurat zmieniałam po raz kolejny pracę ;), ale poza tym w moim życiu nie zaszły istotne zmiany. Swoją jedyną stłuczkę pamiętam do dzisiaj, stoi mi w oczach i huczy w uszach. Mąż się nie przyznaje, a metodą żmudnego wyliczania, co i kiedy wychodzi nam, że…. w maju 2012 w ogóle nie mieliśmy samochodu, a jeśli już, to na pewno nie ubezpieczony w Liberty, tylko korzystaliśmy z OC poprzedniego właściciela.  Chcąc nie chcąc trzeba było się zabrać do przekopywania papierów, umów, starych polis i czort wie czego jeszcze. I modlić się do Latającego Potwora Spaghetti i wszystkich innych bóstw, żeby to wszystko jeszcze mieć, bo w końcu po cóż mi polisa sprzed kilku lat.

I udowadniaj, że nie jesteś wielbłądem…

Zapewne dzięki rzeczonych interwencji sił wyższych udało się dokopać do rzeczonych papierów i stwierdzić jako żywo, że ostatni samochód ubezpieczony w Liberty sprzedaliśmy 11 kwietnia 2012, przesłaliśmy zgłoszenie 20 kwietnia, a z powodu nieumiejętności odebrania faxu przez pracowników dawnego LD przesyłałam wszystkie papiery także mailowo. Zadzwoniliśmy zatem do Liberty z awanturą. Dokładniej zadzwonił mąż, i niestety bez awantury, nie wiem dlaczego bez, ja bym zrobiła, ale on ma lepszy charakter ;). I co – i konsultant na infolinii potwierdził, a jakże, że takie zgłoszenie mają, wszystko się zgadza, nie ma się czym martwić. Jak to nie ma się czym martwić?!!! Może wpisem z maja, że to nam przypisano stłuczkę? A także tym, że pomimo poprawnego zgłoszenia sprzedaży samochodu, które mają zresztą w systemie, wpisują co im się żywnie podoba, a później człowiek musi się prosić, wysyłać, prostować i udowadniać, że nie jest wielbłądem? A także tym, że to teraz my (a nie jakiś niekompetentny idiota) musimy się użerać z pisaniem reklamacji, czekać na jej rozpatrzenie, a potem prosić nowego ubezpieczyciela, aby łaskawie uwzględnił, że podobnej szkody z naszego ubezpieczenia nie było? Wędruje czasem po różnych kwejkach i innych demotywatorach wycinek starej konstytucji, w której był zapis, że niekompetencja urzędników jest karana śmiercią. Aż tyle nie wymagam, ale stanowczo powinna być przynajmniej jakaś odpowiedzialność finansowa. Jak osioł jeden z drugim musiałby pokryć koszt reklamacji z własnej kieszeni, to może by się nauczył. A piszę to całkowicie wbrew sobie, bo w swojej pracy też mogę popełnić błędy i to dosyć kosztowne, więc taka odpowiedzialność finansowa dotknęłaby także mnie. Trudno i darmo, w pracy trzeba myśleć, co się robi, a nie układać pasjansa (autentyczny obrazek z przychodni państwowej), sprawdzać oceny dziecka albo malować paznokcie.

Bez happyendu

Happyendu na razie nie ma. Żadnego innego endu też nie, bo pomimo swojego ewidentnego błędu Liberty Ubezpieczenia poinformowało nas, że ma 30 dni na ustosunkowanie się do reklamacji. I kij nam w rzyć. A miało być tak pięęęęęknie, miało nie wiać w oczy nam….

Aktualizacja (1.06.2015) – Liberty się postarało i przysłało sprostowanie. Teraz pozostaje czekać na ruch obecnego ubezpieczyciela.

Advertisements

2 Responses to Liberty Direct i burdello bum bum

  1. Anonim pisze:

    Niestety ryba psuje się od głowy a tą jest polski „rząd” i inne instytucje państwowe, które burdelem takoż się jawią.
    W danej sytuacji istnieje takie coś jak ubezpieczenie od błędu pracownika co prowadzi do
    a) zwiększenia składki w przypadku wypłaty odszkodowania
    b) zwiększenia wartości dobrych pracowników, którzy błędów nie robią, lub robią je stosunkowo najrzadziej.
    Ale wartościowemu pracownikowi trzeba lepiej zapłacić, a Polska jest skansenem Europy, gdzie dobrze się nie płaci, zatem wracamy do punktu wyjścia.
    35 milionów Polaków tu żyje i męczy się z tym status-quo. Zamiast ruszyć dupy i pogonić to całe towarzystwo na Kamczatkę.

  2. ana pisze:

    Ale to nie jedno LD tak działa. Gdy ja szukałam ubezpieczyciela w lipcu ubiegłego roku, przekopałam dziesiątki stron i forów, by znaleźć najlepszego. I wiesz co? Zostałam przy tym, w którym na czas sprzedaży ubezpieczył je właściciel komisu. Bo wyszło mnie to najtaniej. Bo po przekopaniu tych stron i forów wyszło, że wszyscy ubezpieczyciele są tacy sami. Zwłaszcza gdy przyjdzie do wypłaty kasy. Słowem: bujaj się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: