Frankowe wojenki, czyli naiwniacy czy cwaniacy

banknoty_frankiFrankowe mleko się wylało, cudów nie będzie i ktoś tę żabę musi zjeść. Nie do końca co prawda wiadomo, kto i dlaczego tę całą sytuację spowodował, czy złe banki i biedni klienci, czy polskie cwaniaczki, próbujące cwaniakować jeszcze bardziej i za własne przeszarżowanie domagać się pomocy od wszystkich – banków, państwa, Caritasu i z pewnością jeszcze Trybunału Sprawiedliwości.

Tymczasem – przynajmniej mnie się tak zdaje – to nie jest kwestia ani naiwniactwa, ani cwaniactwa (no, z pewnymi wyjątkami, nie oszukujmy się), tylko (i aż) splotu nieszczęśliwych okoliczności i bezbrzeżnej głupoty! Także osób młodych i podobno wykształconych.

Żołądkowała mi się nie dalej jak wczoraj koleżanka z biura, że wyłączyli jej telefon, bo nie zapłaciła rachunku. A nie zapłaciła dlaczego? Bo najpierw opóźniała jej się karta kodów, a potem nie mogła jej aktywować. Karta kodów?!! W XXI wieku. No przepraszam bardzo, ale jeśli 26-letnia dziewucha, z pretensjami do wykształcenia (turystyka nie przemawia do mnie jako synonim wiedzy), siedzi w banku dla emerytów i używa karty kodów, to jak spodziewać się od ludzi, że będą wiedzieli, czym jest kredyt, zwłaszcza walutowy, i z czym się to je.

Zdaje się, że nigdzie – a przynajmniej u mnie w miasteczku tak było – nie uczyło się dzieciaków niczego o ekonomii. Gdy weszły gimnazja i tzw. licea profilowane, wprowadzono przedmiot zwany bodaj podstawy przedsiębiorczości. Czego się tam dzieciaki nauczyły, nie mam pojęcia, ale wiem, że pokolenie moje, a może nawet mniej moje, ale takie trochę starsze, obecnie około 40-tki, nie liznęła nawet wiedzy o giełdzie itp. OK, szkoły były wówczas nieco lepsze, a system powodował, że największe tumany nie tylko nie kończyły – jak to się dzieje obecnie – szkół wyższych, ale ledwie przechodziły podstawówkę, więc siłą rzeczy nie liczyły się jako potencjalni kredytobiorcy.

Jak pech, to pech…

W każdym razie – wychodziło się ze szkoły z zerowym pojęciem o finansach i bankowości, kończyło studia, dostawało pracę i… przychodził czas na poważne życiowe decyzje. Oczywiście, że lepiej spłacać własne, niż napychać komuś kieszenie, tylko… I tu objawia się pech obecnych frankowiczów, bo w czasach, kiedy rozglądali się za mieszkaniem, ceny nieruchomości były wywindowane pod sufit i wydawało się, że nie ma co liczyć na szybki spadek. Gdy w 2008 roku przeprowadziłam się do Warszawy, ceny m2 na rynku wtórnym Woli wahały się w granicach 11-12 tys. Średnia dla Warszawy wynosiła jakieś 9500 m2. Pamiętam, bo wyliczałam sobie, że jak będę jadła raz na tydzień i mieszkała na łóżku piętrowym w mieszkaniu studenckim, to na pierwszy m2 gdzieś na Ursynowie oszczędzę mniej więcej po roku. Więc dałam sobie spokój i wynajmowałam dalej. A pamiętajmy, że wtedy za chwilę już kłaniał się kryzys,a główny boom kredytowy przypadł na wcześniejszą pięciolatkę i zdaje się, że ceny mogły być nawet jeszcze wyższe. Mój osobisty brat cioteczny, dorosły, bo starszy o 6 lat, brał właśnie wtedy kredyt. 2005 rok, a zatem oczywiście we frankach, ale on miał dobrą pracę, żona też nie najgorszą, na dziecko jeszcze się nie zapowiadało… Więc hulaj dusza, piekła nie ma – mieszkanie duże, miejsce parkingowe, dodatkowa sumka na urządzenie… Wierzę, że spora część kredytobiorców frankowych rekrutuje się właśnie spośród takich osób: trudno, weźmiemy kredyt na te 300 tysięcy, kupimy mieszkanie, będziemy je spłacać te 30 lat, ale potem będzie nasze. No, jakoś to będzie  – mąż ma te 2500 na rękę, żona drugie, więc jak się zapłaci ratę 900 złotych i czynsz, to druga pensja będzie na życie. I nawet przez chwilę nie uwierzę, że więcej niż 5% osób zastanowiło się, co będzie dla nich oznaczało, że kredyt jest w walucie obcej, a 30 lat to szmat czasu. I że mieszkanie warte w 2005 roku 500 tysięcy, w 2014 będzie warte już tylko połowę tego, za to kredyt urośnie do miliona, a rata o kilkaset złotych, za to wolne środki się skurczą, bo przybędzie dzieci, a więc wydatków. No, ja jakoś pomyślałam, a spłacanie po jednym metrze na rok mnie nie urządzało, więc zdecydowałam się poczekać. W sumie nie do końca wiedziałam wtedy na co poczekać, bo nic nie zapowiadało rychłej zmiany, ale moje drobnomieszczańskie 😉 pochodzenie nie pozwoliło mi na przepłacanie. A narzeczony, niechętnie, ale się ze mną zgodził.

Ale jak głupota, to już straszny pech…

OK, załóżmy, że kryzysu trudno było się spodziewać, ale – moim zdaniem – nie trzeba być geniuszem finansowym, żeby uznać, że nie warto kupować drogo, lepiej poczekać na wyprzedaż. I dotyczy to nie tylko kupna spódnicy. Lepiej zatem odkładać pieniądze i czekać na dogodny moment, po prostu. Dlatego też, wiedząc, że zatrudnienie ma się średnio stabilne, a dochody nieregularne, lepiej zdecydować się na odłożenie kupna mieszkania, w tym czasie można przecież coś zaoszczędzić, a za kilka lat sytuacja może się diametralnie zmienić.  I jak widać mnie się udało – ceny mieszkań spadły, więc za te same pieniądze można obecnie kupić dwa razy tyle. I podczas gdy inna koleżanka za 34 lata spłaci swoje 80-metrowe mieszkanie za 400 tysięcy, oddając bankowi drugie tyle, ja swoje skromne 41 m2 postanowiłam spłacić w 8 lat. Czyli za 10 lat, bo kredytu na 100% wartości nikt mądry nie bierze, więc trzeba będzie znowu coś zaoszczędzić, pewnie przeniosę się do większego mieszkania, może nawet niedużego domku, małe będzie dla ewentualnych potomków, a tymczasem wynajem będzie spłacał część raty.  Proste, przyjemne, genialne, niegłupie.

A morał jest prosty i niektórym znany – czytaj, nie wierz na słowo i mierz siły na zamiary! A najlepiej jeszcze czytaj niekiedy wiadomości, a nie tylko doniesienie, czy Brad Pitt ma kochankę i który aktor ma nowego chłopaka. Powodzenia!

Reklamy

One Response to Frankowe wojenki, czyli naiwniacy czy cwaniacy

  1. […] Frankowi cwaniacy przed wyborami uaktywnili się jeszcze bardziej, jak zwykle licząc na to, że wszyscy pogłaszczą ich po główkach, że oni tacy biedni, wezmą na siebie konsekwencje ich decyzji, a najlepiej jeszcze dodadzą biedakom po złotej sztabce przewiązanej kokardką. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: