Muchy w zupie i inne dramaty – recenzja

Nie jestem zwolenniczką postanowień noworocznych, ale gdy przejrzałam zawartość dysku swojego czytnika, uznałam, że trzeba podjąć przynajmniej jedno, a mianowicie takie, że przestanę się ograniczać jedynie do pozycji znanych i lubianych, ale przeczytam przynajmniej 52 nowe książki. Nowe, czyli współczesne. I takie, których jeszcze nie czytałam. Postanowienie, moim zdaniem, porównywalne z zadaniem zgubienia 15 kilogramów albo tego, że nauczę męża sprzątać i obsługiwać zmywarkę ;). Z każdym rokiem przybywa bowiem setek, tysięcy książek, ale też z każdym rokiem jest coraz mniej do czytania. Gdy tak sobie przemierzam półki w księgarni lub bibliotece, mam nieodparte wrażenie, że literatura dzieli się już tylko na fantastykę, szeroko pojęte kryminały, powieści obyczajowe (czytaj: romansidła dla bezmózgów) oraz literaturę Coelhopodobną, czyli pseudoambitne dzieła podlane obficie filozoficznym sosem. Ale słowo się rzekło… Wgrałam na czytnik ze 30 pozycji, kierując się głównie tym, czy podoba mi się tytuł i czy nie sugeruje romansidła. Na pierwszy rzut poszły 3 książki Kathy Reichs, o których napiszę później, na drugi – „Muchy w zupie i inne dramaty”Małgorzaty Żurakowskiej. I – zaiskrzyło.

Przyznam bez bicia, że polskiej literatury unikam jak mogę, zwłaszcza współczesnej. Co prawda kilka ostatnich spotkań z nią okazało się całkiem udanych, ale jakoś tak zostały mi złe wspomnienia z czasów, kiedy rekordy popularności biły powieści a’la „Dziennik Bridget Jones”, owocem czego były wszystkie Grochole i inne chole…ry, a także wysyp tworów typu „Ja wam pokażę, jak się kocha nad rozlewiskiem”. W skrócie – jestem kobietą niezależną, ale nie mogę żyć bez faceta, więc zrobię każdą durnotę, żeby go zdobyć. Za element rozrywkowy służyły zaś wszelkie sytuacje z kiepskich dowcipów – od złamanego obcasa, przez rozmazany tusz, na awariach samochodu skończywszy. Oczywiście wszystko w momencie, gdy wielka miłość stała tuż obok. Szczęśliwie powieść Małgorzaty Żurakowskiej nie powiela tych schematów, a w moim prywatnym rankingu powieści humorystycznych plasuje się gdzieś w okolicach wczesnych książek Joanny Chmielewskiej.

Muchy w zupie, horda dzieci i typowy mąż-Polak

Jako jednak trochę feministka i kobieta, która uważa, że mąż w domu ma nie „pomagać”, ale na równi angażować się w prace, nie powinnam być tą książką zachwycona. Ale gdy tylko zaczynasz czytać, wpadasz po uszy w zachwycający świat typowego polskiego małżeństwa mieszkającego w bloku z trójką dzieci, psem i obdarzonego domkiem na działce, a w krótkich przerwach od spazmów śmiechu nie da się zastanawiać, czy odpowiedzialny mąż i ojciec rodziny nie powinien czasem umieć zrobić sobie kanapki. Niestety, najwidoczniej nie potrafi, więc to matka-polka musi przygotować gar bigosu na 2 dni, który zostaje pochłonięty w 2 godziny, więc operację trzeba powtarzać od nowa, to ona nie ma czasu na wypoczynek na działce, bo trzeba po zimie doprowadzić do użytku domek letniskowy, a także dokonywać cudów, by mąż i syn mieli wystarczającą liczbę skarpetek do pary. A to wszystko w przerwach między krojeniem stert kromek chleba, praniem i innymi obowiązkami domowymi.

Powieść Żurakowskiej to także – moim skromnym zdaniem – lektura obowiązkowa dla wszystkich osób, które planują posiadania potomstwa. I psa. Problemy i pytania rezolutnych dzieci w wielu około 4, 8 i 14 lat są przezabawne. Siedziałam w wannie i ryczałam ze śmiechu, gdy latorośl w drugiej klasie podstawówki uznała, że nie musi się już dalej uczyć, bo „Czytać już umiem, liczyć też… Co jeszcze mogą mi zaoferować?!” (cytat przybliżony, ale oddający proces myślenia). Prześmieszny jest też opis sprzątania pokoju przez córeczki, polegający oczywiście na tym, by pod najróżniejszymi pretekstami uciec z miejsca kaźni „-Sama nie będę sprzątać …Tam już zaczął tatuś i tak zrobi to najlepiej…”.  A już historia, jak dziewczynki wyszły same na dwór… Turlałam się ze śmiechu.

„9:55

Domofon dzwoni, biegnę z kuchni.

-Mamo, a jedna dziewczynka powiedziała, że jestem głupia.

-To się z nią nie baw!

-Ale ona siedzi na huśtawce.

-To idź na drabinki.

Wracam do obierania ziemniaków.

9:57

Znowu dzwonek, myję ręce i biegnę do przedpokoju, potykając się o psa.

-No co tam?

-Mamo, drabinki świeżo malowane, Julka się przykleiła.

-Już biegnę!

-Nie musisz, ona już biegnie do ciebie.

10:30

Dziecko przebrane, wracam do kuchni.

10:35 (…)

10:40

-Proszę?

-Mamo, a zrzucisz nam z balkonu pieniążek na loda?

-Zrzucę.

10:47

Znowu stoję pod domofonem.

– Mamo, może chcesz spróbować mojego loda?

-Może nie chcę!

-Naprawdę nie chcesz?

-Naprawdę!

-To mogę zjeść sama?

-Córcia! Tracę cierpliwość!

-No dobrze, dobrze…

10:53

Kończę obierać ziemniaki. W tym tempie sobotni obiad przygotuję na niedzielę rano […]

-Co znowu?!! – krzyczę.

-Mamo, chciałyśmy tylko powiedzieć, że cię kochamy! […]”

I tak dalej w tym duchu i stylu, co pięć minut domofon. Ryczałam ze śmiechu, niekiedy przerywanej okrzykami zgrozy. I mocnym postanowieniem jak najszybszego popsucia domofonu, gdy tylko kiedykolwiek dorobię się własnego potomstwa.

Żeby było śmieszniej do całego tego majdanu dochodzi, jak już wspominałam, pies pasterski, przygarnięty ze schroniska, a zatem z różnymi fobiami. Z trudem i znojem wychowywany przez całą rodzinę, efektem czego ląduje m.in. na… dachu. Poza tym nader solidna ekipa remontowa. Przyjaciółka z psem. Przyjaciółka z dzieckiem… szkolenia, awarie i inne przyjemności dnia codziennego.

A wszystko to w postaci krótkich zapisków w telegraficznym skrócie, oznaczonych jedynie godzinami, niekiedy jeszcze porami roku lub miesiącami. Każda notatka to osobna historyjka, krótka migawka, jedna sytuacja lub obrazek. Oczywiście schematyczna, ale niepozbawiona uroku i ogromnej dawki humoru. Tak naprawdę jedyną wadą powieści jest to, że za szybko się kończy. A drugą – że jak do tej pory nie doczekaliśmy się ciągu dalszego.

Wszystkim, którzy zaśmiewali się przy „Lesiu” albo „Nawiedzonym domu” Chmielewskiej, serdecznie polecam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: