„To się nie opłaca”

Polak to taki dziwny stwór, któremu nic nigdy się nie opłaca. Nie opłaca się iść do pracy, bo za mało płacą. Nie opłaca się dać pracownikowi podwyżki, bo co to jest te 100 czy 200 złotych. Nie opłaca się zatrudniać specjalistów, bo za dużo chcą. A potem nie opłaca się prowadzenie biznesu, bo ludziom nie opłaca się kupować gazet czy czytać portali, gdy zęby ich bolą od błędów stylistycznych, składniowych itd., chodzić do restauracji z kiepską obsługą i jedzeniem czy jeździć na wakacje z biurem, w którym liczba wyłączeń odpowiedzialności jest dłuższa niż pobyt.

Marketingowcom się nie opłaca

Nie opłaca się – najwidoczniej – płacić za porządny marketing. Albo to tylko ja jestem wyczulona i załamuję ręce, gdy widzę naprawdę żałosny marketing szeptany.  Ma to pewne zalety, gdyż coraz mniej czasu spędzam w Internecie, a coraz więcej z czytnikiem książek. Od czasu gdy wyceniałam różne artykuły sponsorowane na różnych blogach, zwłaszcza modowych, nie widzę już wpisów, ale plakietki z ceną. Pani SuperModna Girl reklamuje tablet – aha, 4 kółka plus vat, może więcej, bo zastrzegała, że po nowym roku ceny pójdą w górę. Pani Miss Modna – podlinkowane 2 nowe portale i pracownia krawiecka – zdaje się, że trójka. U Kochającej Ciuchy konkursik – pewnie piątka plus atrakcyjny gadżet. Gorzej, że nawet na stronach, które uważałam za względnie obiektywne, co jakiś czas pojawiają się takie marketingowe fakapy, że chce mi się wyć. I coraz częściej zastanawiam się, czy to kwestia nieprzyłożenia się do korzystania z materiału źródłowego, czy po prostu „pieniężenia” sukcesu. A jak wiadomo kiepski produkt placement gorszy od Tatarzyna.  Ostatnio takie wpadki zanotował mój ulubiony blog konsumencki supermarket.blox.pl. Najpierw przytoczył „rewelacje” jakiegoś portaliku, że zakupy w sklepach stacjonarnych i internetowych mogą się różnić, a teraz z kolei przytacza jakiś raport „Makro”, robiony chyba na zamówienie małych kawiarni, bo po prostu marketing krzyczany aż z niego bije.  Przykład? Proszę uprzejmie: „W domu nigdy nie zaparzymy profesjonalnie kawy, a dobry ekspres to wydatek około 30.000 zł. Dodatkowo potrzebne są umiejętności, dobrej jakości woda i wyselekcjonowana kawa, najlepiej świeżo palona” –  mówi kto? Karol Szafraniec, właściciel warszawskiej kawiarni Coffeina. A co ma powiedzieć? Ludzie, pijcie kawę w domu, nie jest gorsza niż kawiarniana? A może nawet lepsza, gdyż wiecie, co pijecie i nie dostaniecie kawy w filiżance ze śladem szminki. A jakże, zdarzyło się, że znajoma taką otrzymała. Widziałam na własne oczy i to ja wyrwałam jej ją z ręki. Pewnie nie opłacało się jej myć. Ani wyszkolić personelu.

Restauracjom się nie opłaca

Bo restauracjom i pubom też się nie opłaca, a później w rzeczonym raporcie „Polska na talerzu” znajduje się informacje, że Polacy niechętnie chodzą do restauracji, a jeśli chodzą, wydają grosze. Mnie to osobiście wcale nie dziwi, wręcz popieram. Przynajmniej wiadomo, co człowiek dostanie. W pubie – nie wiadomo. I może lepiej nie wiedzieć, gdyż program Gessler, której co prawda nie lubię, otworzył mi oczy na rzeczywistość. Gdy przypominam sobie ten syf, stary tłuszcz i wszystko robione w mikrofalówkach to… odechciewa się, naprawdę. I każde jedzenie na mieście boleśnie mi to przypomina. Zwłaszcza to na szybko, wybierane ad hoc, bo nie było kiedy zjeść. Gumowe krewetki, wołowina w 5 smakach bez wołowiny, kebab z sałatką colesław, pizza ze zmniejszającym się rozmiarem i liczbą składników. To ja już wolę nosić domowe obiady w pudełkach. Bo mnie się też nie opłaca – ryzykować swoim zdrowiem i pieniędzmi.

I w sumie mnie też się coraz mniej opłaca i chce. Nie opłaca się kupowanie gazet, bo nie dość, że bełkot, to jeszcze nędznie napisany. Nie opłaca mi się jechać na wycieczkę z biurem podróży, bo muszę przeczytać najpierw kilometry umowy, w której moim jedynym obowiązkiem nie jest oddanie biuru nerki, poza tym bowiem zdaje się, że ja ponoszę wszelką odpowiedzialność za wszystko. Wolę już wynająć sobie dom wakacyjny i pojechać własnym samochodem, a all inclusive mnie nie rusza, wolę popróbować lokalnych potraw i alkoholi. Nie opłaca mi się jeść wodnistych wędlin, więc jadam własne, nie opłaca mi się jeść chemii, więc nie kupuję sklepowego chleba i tak dalej, i tym podobne.
Niech wam też się nie opłaca. Nie zgadzajcie się, nie akceptujcie, nie dajcie sobie wmówić, że reklama, że miliony zauważyły, że numer jeden, że „niedawno odkryłam wspaniały sklep on-line i opisuję go zupełnie bezstronnie”… Bo im sie opłaca, ale wam nie.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: