Biegactwo a buractwo

1619379_10151958678930563_929191466_n

Niejaki pan redaktor Dominik Zdort wysmażył był niedawno artykuł o tym, że biegacze są mało subtelni umysłowo, wyznają dziwną religię, a prawdziwą przyjemnością jest przejechanie samochodem po pustych ulicach. Co kto lubi, ale bardzo ciekawi mnie kilka faktów, a raczej ich brak. Przeczytałam bowiem artykuł od deski do deski wychodzi na to, że nie biegacze nie są tytanami intelektu, ale że pan Zdort musiał ostatnio biegać, bo skoro bieganie powoduje u niego odmóżdżenie, to ten artykuł jest tego dobitnym przykładem.

Moja przyjemność jest „mojsza”

Pan redaktor wybitnie zdenerwował się tym, że nie może zażyć swojej ulubionej przyjemności, jaką jest weekendowa jazda samochodem po pustych ulicach. No straszne. Skoro pan redaktor chce jeździć po pustych ulicach, dlaczego nie przeniesie się tam, gdzie wysyła biegaczy, czyli pod Warszawę. Gdzie nie ma remontów, korków i świateł. Nie wiem, ale jeśli nie chce, to nie będziemy tacy i nie będziemy zmuszać. Ale może pan Zdort będzie tak miły i się z nami podzieli? Dużych imprez biegowych jest w Warszawie ledwie kilka, w dodatku zwykle obywają się w niedzielę, a weekend ma jeszcze piątek wieczór i sobotę. Zatem licząc 2 maratony, 2 półmaratony i kilka mniejszych biegów jest to może 10 dni w roku. Z zapasem. A zatem pan Zdort ma dla siebie lekko licząc 140 dni, kiedy może swobodnie zażywać przyjemności. I nadal mu mało. Ojj… nieładnie.

Bieganie niefajną rozrywką jest, a nazwa półmaraton jest „gupia”

Pan redaktor nie lubi biegania, bo go odmóżdża. Woli rower, który na pewno nie odmóżdża, gdyż każdy wie, że rodzaj pojazdu ma znaczenie i przejechanie 20 km na rowerze jest fajniejsze niż pokonanie takiej samej trasy w czasie biegu. Zapewne krajobraz szybciej się zmienia i to dlatego. Albo przynajmniej udaje, że woli, bo nie chce być posądzany o to, że nie lubi biegania nie dlatego, że po 5 minutach go odmóżdża, ale dlatego, że nie jest w stanie przebiec rzeczonych 5 minut. I skrycie zazdrości tym, którzy potrafią przebiec półmaraton w półtorej godziny. Oj… No tak, półmaraton. Zapomniałam. Pan redaktor nie lubi biegania także dlatego, że mu się nie podoba nazwa półmaraton. Zapewne nie nosi także półbutów (bo co to niby za nazwa, na pewno wymyślił je ktoś, kto nie miał na buty), nie uznaje półksiężyca, a także nie ogląda półfinałów.

Tragedia! Przez bieganie ludzie nie chodzą do kościoła

Dalej w swoim artykule pan Zdort wytacza ciężkie działa, że bieganie jest religią, w której kapłanami są firmy biegowe, a biegacze pokornymi wyznawcami, którzy wydają grube pieniądze na ciuchy i buty. I – co gorsza – spędzają czas tak, jak lubią. Przecież żaden człowiek nie chce spędzać czasu wedle upodobań. A skoro unika kościoła i spotkań z rodziną, to na pewno winne jest bieganie, a nie upolitycznieni księża i bracia wygłaszający herezje pełną piersią. Osobiście wolałabym polerować kibelek szczoteczką do zębów niż spędzić w kościele rzeczone trzy kwadranse. I to zapewne dlatego, że wyznaję nowy kult – biegactwo. Żałuję tylko, że nie mam ani pulsometru, ani kosztującego kilkaset dolarów kosmicznego dresu, który sam biega. Żałuję także, że pan redaktor jakoś nie wspomina, ile on setek dolarów wlewa do swojego samochodu, wydaje na opony, serwisy itd. Hobby jak każde inne. Jeden woli kupić sobie buty, inny wypasioną brykę. Ale czy my, biegacze, komuś wypominamy, ile wydaje na samochód? Albo na imprezy, alkohol, panienki czy cokolwiek mu sprawia przyjemność. Dorosły jest, zarabia, co mnie do tego… Widać jednak niektórzy nie mogą się oprzeć pokusie, by nie zajrzeć innym do portfela.

Ech, nie ma co się sprzeczać. Bo tu nie chodzi o to, czy pan Zdort lubi bieganie czy nie, tylko o to, żeby gazeta się sprzedała. Pokłócę się jednak o to, że pan redaktor tak jakby zapomniał o argumentach na poparcie swojej tezy. Co bowiem niby świadczy o tym, że biegacz nie są szczególnie bystrzy? Niechodzenie do kościoła? Rozmowy o swojej pasji? A może zdolność zarabiania na swoje hobby, aby wystarczyło i na kosmiczne skarpetki, i na latający dres. Preferowanie biegania kosztem roweru? Rower to też nie jest tanie hobby, a rowerzyści mogą w nieskończoność o chromowanych ramach i nowych przerzutkach.  A może umiejętność mobilizowania się, by wstać rano i spełniać swoje marzenia, gdy inni o nich słodko śnią?

 

Reklamy

5 Responses to Biegactwo a buractwo

  1. blogeradriano pisze:

    No właśnie. Każdy w coś wierzy. Pan woli biegać niż chodzić do Kościoła. Tu nawet nie chodzi o wiarę a o zwykłe wypełnienie czasu. Każdy ma dość siedzenia w robocie. Nieważne czy jest śmieciarzem, maklerem giełdowym, sprzątaczką czy dyrektorem centrum handlowego.

    i rzeczywiście. Bieganie jest pewną modą.

  2. pogo pisze:

    Biegaj, biegaj i już zapisz się w kolejkę do ortopedy na 2020.

    • Ginger pisze:

      Mam prywatne ubezpieczenie. A myslisz, że te kolejki to sami biegający? Raczej ci, co biegają góra od fotela do lodówki. 😉

  3. Jaromir pisze:

    Dzięki bieganiu uwolniłem się od panującej jedynie słusznej religii i kościoła w którym wiara odbiera ludziom rozum. Dzięki temu, że jestem aktywny moje szare komórki lepiej analizują rzeczywistość a zwłaszcza „nauki” kościoła i zdecydowanie jestem dużo spokojniejszy, lepiej śpię i nie zadręczam się utopijnymi myślami czy będę żył wiecznie po śmierci.

  4. Janusz pisze:

    Dzisiaj przeczytałem artykuł na opoce, potem zgłębiłem temat „biegactwo”, znalazłem artykuł tegoż pana, a potem trafiłem tutaj. Świetny tekst, naprawdę świetny!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: