Rolowanie polskiej muzyki

Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy !
Ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy !
Ta piosenka jest nagrana dla pieniędzy !
Ta piosenka jest wydana dla pieniędzy !

Dawno, dawno temu na szeroko pojętej scenie muzycznej powstawały piosenki z prawdziwego zdarzenia. Komponowaniem muzyki zajmowali się zawodowcy, część tekstów była pisana przez profesjonalnych tekściarzy, część przez samych wykonawców… były utwory lepsze i gorsze, ale generalnie prezentowały sobą jakiś poziom. Owszem, istniało marginesowe zjawisko tak zwanych letnich przebojów, kiedy to do głosu dochodzili różni DJ-e Bobo i inne gwiazdki jednego przeboju, ale nikt przy zdrowych myślach nie traktował tego jako muzyki. Tymczasem gdzieś po 2000-2001 roku zmieniły nam się nie tylko milenia, ale także okoliczności i cały ten płytki shit trafił na salony. Jak? Dlaczego? I kto na to pozwolił? Gdzieś w tamtych czasach przestałam praktycznie słuchać radia i tego, co królowało na listach przebojów, gdyż mój umysł po prostu przestał ogarniać. Jak to możliwe, że jeszcze w 1994 roku jednym z większych przebojów były „Streets of Philadelphia” Springsteena i „Crazy” Aerosmith, jeszcze w 2004 dawało się posłuchać niezłych utworów Wilków i Edyty Bartosiewicz, a od 5 lat w radiu można posłuchać niemal wyłącznie różnych chał i chałek w stylu Lady gaga, Bieber i inne One Direction. Gorzej, żeby w ogóle zaistnieć trzeba dopasować się poziomem do aktualnie nam królującej beznadziei.

Nie mo-o-o-gę cię zapomnieć

Ja się staram nie czepiać, po prostu odkrywam sobie na nowo dawne utwory albo idę w muzykę bardziej niszową, jak ostatnio polski trash metal, ale czasem moje mocne postanowienie poprawy okazuje się za słabe. I chociaż wiem, że mainstreamowy pop rządzi się swoimi prawami, piosenka ma trwać max. 2,5 minuty i w dodatku wpadać w ucho i nie wymagać od słuchacza przesadnego geniuszu, ale żeby aż tak?! Mam dziwne wrażenie, że 99% obecnie puszczanych jest pisanych przez głuchych, upośledzonych umysłowo, językowo i kwalifikujących się do szkoły specjalnej.

Jak można napisać „Nigdy nie pomyślałabym. Że mnie spotka miłość. Którą kochać chcę.” Kochać miłość? Naprawdę? Albo „Twój oddech to mój tlen, który we mnie ma swe lokum, A ja wpadłam w niepokój„. Boże, za co? „Życie może być jak Babilon. Nie pozwalaj by cię zwabił on. Dlatego lepiej oddech weź…” Nie no, przecież wiadomo, że najlepszą metodą na uniknięcie życia jak Babilon (ki czort?) jest głęboki oddech.

Mój mózg zryła jeszcze Chinka Czikulinka, jajecznica Alicji Janosz i parę innych wymysłów.  Ale po co tak naprawdę się starać. Kilka lat temu, w 2010 roku, kiedy Agnieszka Chylińska popełniła wizerunkowe hara-kiri, zdobyła tyle nagród w ciągu jednego roku, ile nie zdobyła chyba w czasie całej swojej kariery. Sygnał dla pozostałych artystów był jasny „Mniejsza o tekst, o rytm, o sens, napiszcie byle gówno, byle było w radiu, a bardziej się opłaci, niż pisanie ambitnych piosenek”.

Filiżanka, rolowanie i rozbitkowie

Nie mam żadnych złudzeń, że radio nam nagle zacznie puszczać bardziej ambitne programy. Nie wierzę także, że nasza wspaniała telewizja z misją wróci do dawnych praktyk i zamiast reklam zacznie, jak dawniej, puszczać teledyski polskich artystów (tak było, zarzekam się!), ale stanowczo protestuję przeciwko temu, co się obecnie dzieje w popkulturze. Publiczka jaka jest każdy widzi, ale jednak znaczna część nawet najbardziej pustych jednostek przestała chodzić do kina na polskie filmy. Może i nie szukała ambitnej rozrywki, ale nawet „Ciacho” i „Kac Wawa” okazały się przesadą.

Tymczasem piosenkarze pokazują publiczce coraz większe fragmenty półdupka w lufciku i środkowego palca, wyraźnie sprawdzając, gdzie jest granica. Jak widać jest ona bardzo, bardzo daleko. W latach 90-tych taki numer by nie przeszedł, po prostu nie. I to nawet nie jako przebój wakacyjny, bo piosenki 2Unlimited miały lepsze teksty. Ja rozumiem, że jakieś 90% trafiło na piosenkę Urbańskiej z różnych kwejków i innych wykopów, ale to nie zmienia faktu, że ktoś to najpierw usłyszał, opisał, a dopiero potem fama poszła dalej. Masochista jakiś? Głupek? Słuchanie z własnej, nieprzymuszonej woli tego rodzaju muzyki, to jak przemywanie sobie uszu denaturatem, ewentualnie wiercenie jakimś przyrządem dentystycznym. Fajnie też, że wszyscy podniecają się „Filiżanką”, ale dlaczego nie idzie za tym nic poza internetowym potokiem pomyj, znanym także jako hejt. Może w końcu przydałby się jakiś bojkot niektórych programów, stacji radiowych i telewizyjnych. A przede wszystkim nie nabijać licznika na YT różnym pseudohitom, bo opinia opinią, a kasa leci.

Zamiast tego posłuchajcie chociażby niezłej nowej płyty Edyty Bartosiewicz albo Huntera. Lepsze piosenki gdzieś są. Można je poznać po tym, że nie zostały napisane dla mamony, zawierają jakiś sens, przekaz i cel, a także nie składają się z zaledwie kilku dźwięków, przetykanych wyciem i infantylnym tekstem, którego czasem lepiej, aby nie było.

Reklamy

One Response to Rolowanie polskiej muzyki

  1. ana pisze:

    A to wszystko mimo to ponoć i tak milion razy lepsze niż „Ona tańczy dla mnie”. Na pewno?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: