Bieganie a patriotyzm

fotŚwięto Niepodległości coraz bliżej, a w tym roku przypomina mi o tym nie tylko telewizja, która wylicza kolejne marsze, które mają się odbyć w stolicy, i związane z tym zagrożenia, ale także kalendarz startów. I nie wiem, co jest bardziej przykre – to, że po marszu będę musiała uważać, aby w czasie powrotu do domu nie oberwać cegłówką od nawiedzonego „patrioty”, czy to, że Biegi Niepodległości w tym roku znowu są jedną z nielicznych inicjatyw, która łączą młodych i starych, kobiety i mężczyzn, katolików i wyznawców Latającego Potwora Spaghetti…

Kiedy ostatnio uczestniczyłam w obchodach Święta Niepodległości? Wstyd się przyznać, ale chyba nigdy. Owszem, kojarzy mi się jak przez mgłę jakaś msza za ojczyznę, w czasach gdy jeszcze bywałam w kościele nie tylko podczas ślubów i pogrzebów, ale nic więcej. Pochody, przemowy, pomniki… Składanie kwiatów, bicie piany i wykorzystywanie święta narodowego w czasie kampanii wyborczej. Czy tylko ja mam takie wspomnienia? Śmiem twierdzić, że nie. A z czasem wcale nie zrobiło się lepiej. W ogóle od kilku już lat 11 listopada głównie świętujemy imieniny męża i przezornie ustawiamy samochód z tyłu bloku, by jakiś zabłąkany wandal nie pozbawił nas szyby w autku. To przykre. To naprawdę przykre, że od kilku lat, w zasadzie odkąd mieszkam w Warszawie, co roku podczas Święta Niepodległości jest coraz więcej marszów, wieców i awantur politycznych, które ze świętowaniem tego, ważnego przecież dnia, nie mają nic wspólnego.

Ja rozumiem, że niestety nasz dzień niepodległości nie przypada w lipcu i nie ma co marzyć o fajerwerkach i pikniku z rodziną, ale czy to oznacza, że szary człowiek musi bać się udać się do centrum na Stare Miasto, na Nowy Świat? Obecnie dokładnie tak jest. Może nie jestem jakąś gorliwą patriotką, a już na pewno nie w rozumieniu PiS-u, ale czy naprawdę do tego święta policja i wojsko powinna się przygotowywać bardziej niż przed międzynarodowym szczytem czegoś tam albo meczem Legia-Polonia? Jestem pewna, że nie. I jest mi zwyczajnie, po ludzku wstyd, że nie potrafimy się nawet tego dnia zjednoczyć i wspólnie cieszyć.

Czarny humor i życiówka

Byłam kilka razy na meczach Ligi Światowej naszej reprezentacji w siatkówce.Nikt, kto nie śpiewał a’capella Mazurka Dąbrowskiego, nie wie jakie to wspaniałe uczucie, kiedy pełną piersią śpiewa się hymn narodowy. Tego poczucia wspólnoty nie da się wyobrazić. To chyba dlatego na mój debiut na 10 kilometrów wybrałam nie komercyjne „Biegnij, Warszawo”, ale właśnie XXV Bieg Niepodległości. Już wyobrażam sobie to uczucie, kiedy z dwunastoma tysiącami innych biegaczy staniemy na starcie. Ubrani w białe i czerwone koszulki, tworzący jedną, wielką flagę, odśpiewamy hymn, a potem ruszymy zmagać się z trasą i własnymi słabościami, by w ten sposób uczcić pamięć tych, dzięki którym możemy to robić. Szkoda tylko, że zwyczajowym nerwom przed zawodami muszą towarzyszyć obawy o to, czy uda się cało i zdrowo dotrzeć na bieg i z niego wrócić. I to chyba jeszcze bardziej przykre, że inicjatywy, które faktycznie łączą Polaków, które godnie upamiętniają ten dzień, są zakłócane przez grupy rozrabiaków i oszołomów.

Można się tym nie przejmować.  Czarny humor w sytuacji beznadziejnej jest nawet wskazany, a być może strach przed rozróbą albo konieczność ucieczki przed oszołomem zmobilizuje kogoś do zrobienia rekordu życiowego, ale… Naprawdę?!

Ja w każdym razie zachęcam wszystkich do przyniesienia flag i kibicowania nam na trasie. Pokażmy wszystkim rozrabiakom czyje to święto.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: