Dlaczego nie potrafię schudnąć? Wszystko z powodu…

Facebooka, telewizji i książek. Tak, tak, to jest ta szatańska trójca, która powoduje, że na brzuszku wciąż zalega oponka, a kolejna super dieta bierze w łeb.

 FejsBóg Grubasków

 Czemu na liście szatańskiej trójcy znalazł się nasz nieukochany fejs? Wcale nie dlatego, że wieczorami pilnie orzemy wirtualną farmę i z uśmiechem doimy równie wirtualne krowy. Winni są znajomi, ci zwyrodniali sadyści, którzy co prawda nie zabijają małych kotków i nie przejeżdżają kotów w zaułkach, ale robią coś znacznie gorszego. A mianowicie maniacko wrzucają fotki wszystkiego, co jedzą. Każdy z nas z pewnością co najmniej kilku takich ma. Ja, niestety, też. Potwory w ludzkiej skórze, które informują nas codziennie o porannym ciastku w Macu, wypasionym obiedzie, a każdego wieczora wrzucają fotki setnego hamburgera, pizzy, polędwiczek… Grrr… Na domiar złego mnie atakują jeszcze znajomi męża – właściciele cukierni, którzy codziennie, ale to codziennie, wrzucają różne ciasta, ciasteczka, tarty i torty. Ja sobie spokojnie wcinam dietetyczny twarożek, a tu atakuje mnie z ekranu ukochane canelloni ze szpinakiem, ciasto marchewkowe i latte z potrójną porcją bitej śmietany, posypki i  czekolady. Ślinka mi cieknie na klawiaturę i przeklinam w żywe kamienie wynalazcę Instagrama. Pół biedy, jeśli jestem akurat w pracy. To, co można zamówić z dostawą do biura, snu z oka nie spędza, bo akurat pizza jest wyjątkowo podła, kebab taki sobie, a naprawdę dobrego chińczyka jadłam ostatni raz, gdy go sobie sama zrobiłam. Ale wieczorem… Od razu nachodzi mnie ochota na mały wyskok na coś dobrego. Albo chociaż popcorn, malutkiego batonika. A dupa nie chce maleć. Może nie rośnie i generalnie nie jest jakaś ogromna, ale wciąż nie chce się upodobnić do chudego zadka Keiry Kościotrupa Knightly.

eb9824639ccf0a1cdf622b5292ce80c0_originalMasterŻreć

 Telewizja szkodzi mi najmniej, zwłaszcza że ją rzadko oglądam. Niestety, kiedy już włączam to paskudne pudełko, to po to, aby obejrzeć najnowsze odcinki Masterchefa. Niechętnie polskiego, gdyż od „oddaj fartucha” dostaję drgawek, z przyjemnością za to amerykańskiego i każdego innego, którego da się znaleźć na kinocwaniaku i jemu podobnych. I na oglądaniu się nie kończy! Siedzę później z książką kucharską albo Przepisy.pl i czytam, a potem próbuję naśladować. Błąd, poważny błąd. Żadna potrawa nie chce zniknąć w zaczarowany sposób, a polska dusza zbyt głęboko we mnie tkwi, by zrobić kotlecik wielkości kieliszka, posmarować talerzyk łyżeczką purre z pora i ozdobić całość 5 kulkami brukselki. W dodatku żadna z ich potraw ani rusz nie chce być dietetyczna. Wszystko smażone, pieczone i gotowane w całej orgii kalorii. Na maśle, ze śmietaną, mąką i innymi cichymi figurozabójcami.

 Harry Kotlet i czara wina

O ile moje kubki smakowe wyczyniają cuda, gdy oglądam zdjęcia lub programy kulinarne, a kiszeczki cichutko przygrywają marszyka, o tyle czytanie książek intensyfikuje te wrażenia tysiąckrotnie. W brzuchu mam całą orkiestrę symfoniczną, a ręka bardzo chętnie wykonuje ćwiczenia gimnastyczne polegające na wpychaniu do otworu gębowego tego, co jest akurat pod ręką. A najchętniej oczywiście krakersików, oliwek, serka pleśniowego i kieliszka wina. Gdy bowiem regularnie czytam o jedzeniu, sama się robię głodna. Nie da się czytać o suchym pysku opisów uczt w Hogwarcie, książek Chmielewskiej, Sapkowskiego, Pilipiuka… Nie wspomnę już nawet całej klasyki, w której aż roi się od uczt z 20 dań.  Jeśli akurat nie jedzą, to z całą pewnością zaraz będą. Ewentualnie szukają jedzenia, nie mogą zdobyć jedzenia, są strasznie głodni… Błędne koło.

I co ja mam, biedny żuczek głodomorek, zrobić? Telewizji mogę nie oglądać, fejszbuka i tak omijam szerokim łukiem, bo po pierwsze nie cierpię inwigilacji, a po drugie po pracy zwykle w ogóle nie włączam laptopa, ale bez czytania się nie obędzie. Może zacznę czytać wyłącznie kryminały? Tam na ogół ścigają zbrodniarzy i nie mają czasu na głupstwa.  Ewentualnie gotować wyłącznie zupę kapuścianą. Wtedy na pewno nie będzie mnie korciło, by ją jeść.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: