Permamentna inwigilacja

Wszyscy wiemy, że jesteśmy bezustannie kontrolowani, a Big Data to nie przyszłość, ale teraźniejszość, o której po prostu się nam nie wspomina zbyt często, żeby nie zaśmiecać nam głów zbędnymi informacjami. Jeszcze do niedawna najchętniej zapominałam o noszeniu gotówki, a smartfon zastąpił mi już chyba wszystko, co tylko było możliwe. Ostatnio jednak coraz chętniej skłaniam się ku temu, by wyrzucić w diabły wszystkie karty kredytowe i zlikwidować konto na Facebooku. A wszystkiemu winien Filmweb… i reklamy na Facebooku.

Reklamy na Facebooku są personalizowane, aby bla bla… Wiadomo po co.  Ponieważ jestem leniwa i cenię sobie prywatność na fejsie nie mam ani nazwiska, ani miejsca pracy, ani innych wrażliwych danych osobowych. Nie dodaję zainteresowań, bo kto by się w to bawił. Okej, przyznałam się do posiadania męża i innych członków rodziny, ale generalni staram się nie szafować informacjami. Nie używam Instagrama ani żadnych czekinów i nie pędzę informować wszystkich wokoło, że #śniadanie, #francuska #croissant #słońce #czortwieco jeszcze #piętnastydurnytag. Prywatne zdjęcia wrzucam z umiarem i udostępniam wyłącznie znajomym bez dalszych znajomych.  Wydawało mi się zatem, że jako-tako chronię swoją prywatność. Ale nie. Fejsbóg jest wszędzie. Wystarczy być zalogowanym i przeglądać na przykład fora o bieliźnie erotycznej, by za chwilę bombardowały się reklamy sexy szlafroczków i innych unimilli. Wchodzisz na fora biegowe? Czeka na ciebie reklama 7 sklepów sportowych i na dobitkę osiedla, w pobliżu którego są podobno znakomite tereny do joggingu. Zajrzałeś na stronę blogerki modowej, by pośmiać się z kolekcji Hansa Klossa? Następnego dnia zaatakuje cię każdy możliwy butik. W reklamy klikać nie muszę, chociaż zwykle to robię, skoro już się tak napracowali, to niech sobie zapłacą za to, że obejrzałam ich reklamę. Mieszkania na Białołęce nie kupię za nic na świecie.  W posty sponsorowane też klikam, chociaż na pewno nie kupię żadnych jagód Acai ani iphone’a z odkurzaczem. Tym niemniej – to mnie wkurza. Naprawdę. Fakt, że lubię biegać, nie sprawi, że kupię wannę z hydromasażem, bo rzekomo jest świetna na obolałe mięśnie. Ludzie, ogarnijcie się.

Casus różnych Niedowiary i Filmwebu

To, że w czasie pobytu na Fejsbuniu mnie śledzą i posuwają spersonalizowane reklamy, to już trudno. W pracy mi to nie przeszkadza, a po pracy praktycznie nie włączam komputera, na czym cierpi mój blogasek (między innymi). Dlaczego jednak za pośrednictwem Fejsa chcą mnie śledzić inne firmy, tego już nie wiem. A już na pewno się na to nie zgadzam.

Od wielu tygodni, żeby nie powiedzieć miesięcy, nie rejestruję się w żadnym, ale to żadnym serwisie. Omijam szerokim łukiem posty, które przed pokazaniem durnego obrazka namawiają cię (czytaj: zmuszają, nie zostawiając innej alternatywy) do polubienia ich profilu i publikowania postów w twoim imieniu. Regularnie czytam wynurzenia na Niebezpieczniku. Wylogowuję się z gmaila, bo inaczej Youtube nie tylko pamięta, co oglądałam, ale i gdzie skończyłam. I szlag mnie trafia, gdy pomimo tych wszystkich zabiegów, które mają na celu zatajenie informacji, że wczoraj oglądałam MasterChefa, aby jutro nie zadzwonili do mnie sprzedawcy garnków, okazuje się, że nie wystarczy, abym to ja nie rejestrowała się na danym portalu. Muszę jeszcze zrezygnować z wszystkich innych. Gdyż Filmweb, a oprócz niego zapewne i inne serwisy, ale usilnie staram się spędzać w sieci minimum czasu, aby totalnie nie zgłupieć, wcale nie potrzebuje tego, abym ja sama zalogowała się przez Facebooka na tymże serwisie. Wystarczy, abym w ogóle była zalogowana, a błyskawicznie wyświetli mi opcję porównania gustu filmowego z moim znajomymi. Ja się tylko pytam – jakim prawem?!  Może to i drobnostka, ale co będzie następne? Bank odmówi mi kredytu, bo na moim rachunku widnieje opłata za łóżeczko, więc założy, że spodziewam się dziecka i w związku z tym mam niższą zdolność kredytową? Firma ubezpieczeniowa poniesie mi koszty OC, bo lubię grać w NFS? Big Data zbyt zdecydowanie wkracza w nasze życie. Nie lubię tego.

Reklamy

One Response to Permamentna inwigilacja

  1. Martinez pisze:

    XXI wiek atakuje… Coś co miało służyć nauce, poszerzaniu horyzontów i wymianie informacji staje się jedną wielką platformą sprzedażową, w której towarem jesteśmy nieraz my sami. I są tylko 2 sposoby, aby w tym przestać uczestniczyć. Jeden to opcja off-line. Olać ten cały internet i pozostać przy encyklopedii. Z tym, że to coraz mniej realne, bo jak żyć bez e-maila? Druga to rezygnacja z wszelkich NK FB i innych cudaków. Ustawić blokowanie „ciasteczek” i zmienić adres e-mail na podawany tylko i wyłącznie współpracownikom, rodzinie i przyjaciołom, tym bliższym. I chyba ta druga opcja jest mi coraz bliższa, bo wydobyć cokolwiek spod tony spamu-u na skrzynce staje się uciążliwe. Też tego !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: