Brydż, wino i wyścigi konne, czyli jak przeżyć śmierć Chmielewskiej

Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie

Jak błędny ognik przepada…

W wieku 81 lat zmarła Joanna Chmielewska. Wspaniała pisarka, brydżystka, hazardzistka po czubek pięt, wesolutka niczym szczypiorek na wiosnę. Nie powiem, czuję pewien smuteczek, kiedy pomyślę sobie, że już nigdy, że nie ma na co czekać, że nie będzie już kolejnej książki. Ale z drugiej strony… Śmierć Joanny Chmielewskiej to dla mnie koniec pewnej epoki. Ale…Nie ma co płakać. Trzeba chwycić w garść kieliszek wytrawnego (koniecznie!) wina i z talerzem kupnych (obowiązkowo) pierogów i różnych przystawek ze słoiczka zasiąść do partyjki brydża, ewentualnie pójść do kasyna pograć na automatach. I dziękować losowi, że miało się okazję wychowywać na książkach pani Joanny.

Tego się nie da wyjaśnić normalnemu człowiekowi…

Tak sobie myślę, że gdyby nie książki Chmielewskiej miałabym zmarnowane dzieciństwo, młodość i w ogóle całe życie.  I nawet trudno mi sprecyzować na czym to polega, ale… Owszem, palić się nie nauczyłam, za to całe życie czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce, wkuwałam żywoty różnych królów i ich żon, doskonale opanowałam geografię, próbowałam się uczyć kilku języków i żadnego może nie znam zbyt dobrze, ale w każdym jako tako się dogadam i generalnie napełniałam makówkę wiedzą wszelką. Zwłaszcza że chciałam być dobra w tym, co robię, zostać rzetelnym i uczciwym fachowcem. Zapewne dlatego tak bardzo denerwują mnie urzędnicy i inne brakoroby, co to palcem nie kiwną „bo zawsze tak było, więc ja nie będę tego zmieniać”. Organicznie nie znoszę głupich dziouch, co to tylko pieluchy, nocniczki i kupki. Zawsze przyjaźniłam się raczej z mężczyznami, najchętniej tymi o ekstraordynaryjnych, mnie niedostępnych umiejętnościach. A na męża wybrałam sobie zdolnego w rączkach prawdziwego mężczyznę, takiego, któremu nieobca jest wiertarka, ale zarazem potrafi znakomicie grać w brydża, tańczy i pamięta wszystkich premierów i innych takich. I gotuje! Wyznawałam zasadę „jeśli nie uznajesz kobiet, które nie idą do łóżka na pierwszej randce, to się powieś” i wiedziałam, jak powinna wyglądać kobieta udająca się na zasadniczą rozmowę z mężczyzną. Nawet jeśli ma czółko kretynki myślącej, a facet ni ją ział, ni ją grzębił 😉 W końcu klin klinem, a facet, który cię rzucił to półgłów! Bo półgłówek to jest zbyt pieszczotliwie! Co najmniej raz w życiu straciłam resztki rozsądku, umiaru i poczucia moralności, a także z zimną furią, z pełną świadomością tego co robię, przestałam panować nad sobą i zrobiłam niebotyczną awanturę, aczkolwiek usilnie starałam się nie zwracać do żadnego mężczyzny głosem mało intelektualnym.

Nauczyłam się grać w brydża. Byłam na wyścigach. Z zapałem obstawiałam wyniki meczów… Znielubiłam wchodzenie po schodach i piwo w butelkach… Za to nad życie pokochałam wytrawne wino, chociaż słodkiego likieru też sobie nie odmówię. Nie zbieram bursztynu, za to chodzę na grzyby…Całe życie jestem na diecie, ale jeśli tylko czytam lub słyszę komunikat, że coś, przyrządzone zdrowotnie i odchudzająco, jest przepyszne, z całą pewnością do ust tego nie wezmę.

Pobiegnę w podskokach i z przytupami

Najbardziej zaś będzie mi brakowało nowych powiedzonek p. Joanny. Kto wymyśli, że można iść tyłem i na czworakach, ewentualnie w podskokach i z przytupami. Skąd będę brała raszple, żłoby w gromnicę kopane i garmażeryjne sierotki Marysie wzrostu siedzącego psa. Że o niewydarzonych półgłówkach nie wspomnę. Ech… Kurczę blade w odwłok szaleńczo kopane!

Nie, tego się nie da wyjaśnić normalnemu człowiekowi, to trzeba przeczytać. Nawet jeśli potem będę twierdzić, że „Porwanie” mnie nie porwało, „Byczki w pomidorach” nie trzymają klimatu innych książek z Alicją, a niedogwałcona dziewoja z „Gwałtu” niewymownie mnie irytuje. I niech mi głowa odpadnie i się poturla, jeśli nie spędzę najbliższego wieczora z winem i „Zbrodnią w efekcie”, do której do tej pory nie mogłam się zabrać.

Koniec, wpisu-rzeki nie będzie.

Reklamy

One Response to Brydż, wino i wyścigi konne, czyli jak przeżyć śmierć Chmielewskiej

  1. Anna pisze:

    „Ksiądz nie wołoduch, som całego jajka nie zji”… Eh…
    Książki Chmielewskiej to kopalnia różnych rzeczy, to coś o wiele więcej niż można spodziewać się po „sensacjach humorystycznych”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: