Bieganie jest tanie? Czyli wyprawka biegacza

PrzechwytywanieSystematyczność i ja zdecydowanie się nie lubimy, a silną wolę, owszem, posiadam, szkoda tylko, że jest słaba. Aby wspomóc swoją motywację i zmobilizować się do częstszego ruszania tyłka z kanapy, zdecydowałam się na wzięcie udziału w swoim pierwszym biegu ulicznym. I zaczęło się… Towarzyszący 35. Maratonowi Warszawskiemu „Bieg na piątkę” to taki bieg pocieszenia dla osób, które nie są w stanie przebiec trasy maratonu, ale chcą poczuć atmosferę. Ja jak na razie chcę sprawdzić, czy coś takiego w ogóle mi się spodoba tym bardziej że ceny startów w imprezach w Polsce są kosmiczne. Słowo się rzekło, numer startowy posiadam, trzeba pobiec.  Jest tylko jedno „ale”… bieg jest 29 września, więc nie ma co liczyć na to, że pogoda na pewno będzie idealna. A skoro już przeprosiłam się z bieganiem, w czymś trzeba biec i byłoby miło, gdyby nie kapało na głowę. Przydałby się zatem kaptur.

Muślinowa kurtka

Znając swój słomiany zapał, do tej pory przezornie nie zaopatrzyłam się w żadne profesjonalne akcesoria do biegania. Całkowicie zlekceważyłam sprawę specjalnych skarpetek, legginsów kompresyjnych, koszulek technicznych i oddychających kurtek. Jest lato, ciepło, można biegać w legginsach i koszulce bawełnianej. Niestety, zaczęła się jesień, a mokra koszulka przyklejona do pleców to zdecydowanie nie jest nic fajnego.  Czas było wrócić do informacji o termoaktywnej bieliźnie, kominach, oddychających kurtkach i tym podobnych cudach na kiju.  Wybrałam się do Decathlonu, jak mi się zdawało nieźle przygotowana teoretycznie, ale to, co tam zobaczyłam, przeszło wszelkie moje najśmielsze oczekiwania. Zdawać by się mogło, że z bieganiem jest jak ze ślubem, wszystko opatrzone nazwą „do biegania” jest 3 razy droższe niż zwykle. Takie na przykład kurtki… Mam wrażenie, że biegające niewiasty są traktowane, nomen omen, po macoszemu. Oczywiście w wersji męskiej był o wiele większy wybór i w ładniejszej gamie kolorystycznej. Nie wiem, jaki sadysta wymyślił, że kobieta musi koniecznie kochać wszelkie odcienie różu lub wściekle pomarańczowej moreli. Błękitne były tylko na stronie internetbieganie-jesien-kobietaowej, gdyż w naturze nie dało się ich uświadczyć, albo były w wersji bez kaptura, co było dla mnie warunkiem sine qua non kupna. A im brzydsze to było, tym droższe, czyli zapewne bardziej profesjonalne 😀 I ten materiał… Nie zaprzeczam, że jestem zmarzluchem, ale wybrałam się do sklepu po oddychającą, wiatroodporną i przeciwdeszczową kurtkę. A nie coś w rodzaju lekkiej bluzy wykonanej z tkaniny, na widok której od razu nasunęła mi się myśl o muślinie – tkaninie na letnie sukienki z dawnych powieści dla dorastających panienek. Nie chcę się kłócić ze specjalistami i jestem skłonna uwierzyć, że są osoby, które przy temperaturze 0 stopni zakładają tylko t-shirt i tę kurtkę, lecz… osobiście wolałabym kupić sobie coś bardziej wielofunkcyjnego. Tak, aby było mi ciepło nie tylko wtedy, gdy biegnę tempem minimum  9-10 km/h. Osobiście dziwię się, że obsługa mnie nie wyrzuciła ze sklepu, bo przymierzyłam chyba wszystko, co mieli na stanie w dziale bieganie, fitness i turystyka, a ostatecznie skusiłam się na kurtkę trekkingową – leciutką jak piórko i która przynajmniej jest uniwersalna i da się w niej wyjść także na spacer po górach.

Buty z siateczką

Jeszcze większy dramat miałam z butami. Gdy zaczęłam czytać informacje na ich temat, to nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. „Buty dla kobiet biegających około 30 minut tygodniowo” (sej łot?!), „buty dla kobiet biegających 2 razy w tygodniu”, „buty dla zaawansowanych biegaczek, które biegają 3x w tygodniu…” Oczywiście, im dalej w las, tym wyższe ceny i tym ładniejsza stylistyka. Tylko kolorystyka do bani, bo połowa butów była biała, a druga połowa miała różowe akcenty. Miałam ogromną ochotę kupić sobie męski model upatrzonych butów, co niestety zostało mi uniemożliwione, gdyż męska rozmiarówka zaczynała się od 40-tki. Skandal i drobnomieszczaństwo 😉 Ciekawa jestem, kiedy producenci odzieży sportowej uwzględnią preferencje kolorystyczne tej mniejszości, która nie znosi różowego, ale nie dysponuje budżetem pozwalającym na kupno butów do biegania za przeszło 3 stówy. A wystarczyłoby, aby dodatki były czerwone, ale nie…  Całe szczęście, że przynajmniej mam neutralną stopę, bo nie skończyłoby się na kolejnej godzinie spędzonej w sklepie, ale co najmniej dwóch.  I wiem na pewno, że jeśli super, hiperwypasione obuwie z siateczką, membraną czy czym tam się nie sprawdzi, to zdecydowanie wracam do moich ukochanych najków.

Obcisłe legginsy i odblaskowa bluza

Zdaje się, że ostatnio nad męskimi tyłkami przyodzianymi w legginsy rozpętała się mała burza. Osobiście legginsów nie znoszę, gdyż zawsze spadają mi z rzeczonego tyłka. Nie wiem, czym jest to uwarunkowane,ale tak jest. Z konieczności biegam zatem w dresach, które w czasie ulewnego deszczu, niestety, mocno przemakają. Zdaje się, że to będzie kolejna część mojej garderoby, którą siłą rzeczy uzupełni odzież trekkingowa, bo jakoś nie wierzę w nieprzemakalne legginsy. A po legginsach to już same drobiazgi – czapka, bluza z elementami odblaskowymi (macie pojęcie, że w Decathlonie opaska odblaskowa kosztuje 20 zł? To lekka przesada), specjalne skarpetki, koszulka techniczna i kilka jeszcze tym podobnych elementów.

I niech mi ktoś jeszcze powie, że bieganie jest tanie. Ciepłą wiosną może, ale przy obecnie panującej aurze…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: