Biura podróży mają obfite żniwa?

beach-wallpaper-03Puls Biznesu ogłosił radośnie, że nastąpił koniec ery tanich wyjazdów last minute. Co więcej, przytoczył opinię przedstawiciela firmy analizującej rynek turystyczny, który stwierdził, że mamy do czynienia z rzadko spotykaną sytuacją, w której wycieczki nabywane na dwa tygodnie przed wyjazdem były na ogół droższe niż te same wycieczki oferowane w terminach wcześniejszych, czytaj w tzw. ofercie first minute. A na koniec dodał opinię prezesa TUI, który ogłosił, że wszystko to spowoduje wzrost liczby osób, które w przyszłym roku zdecydują się na kupno wycieczki z wyprzedzeniem. Nie wiem, oj, nie wiem… Powiedzmy sobie szczerze – w całym tym artykuliku znalazła się zaledwie jedna prawda, a poza tym wyłącznie pobożne życzenia i tak ewidentne działanie na korzyść biur podróży, że artykuł nieomal powinien być oznaczony informacją o sponsoringu.  

Tanie last minute. Nie ma! I nie będzie?

Prawda jedyna w tym artykule jest mianowicie taka, że faktycznie już od roku trudno o „prawdziwe last minute”. Sama w ubiegłym roku polowałam wytrwale, sprawdzając ceny codziennie przez miesiąc i o ile rok, dwa lata wcześniej w połowie sierpnia dawało się kupić Tunezję, 4*, all inclusive, 14 dni w cenie ok. 1800 za osobę, to rok temu nie było nawet co marzyć o podobnym szczęściu. Za 2 razy tyle – może. Na tydzień – może, na 14 dni – nie ma mowy. A jeśli nawet na 2 tygodnie to bez all inclusive, co w takim Egipcie zupełnie nie ma sensu. Żeby wyjechać w ogóle i nie zmarnować urlopu, zdecydowaliśmy się na ofertę nieznanego mi zupełnie biura podróży Delta Travel z Krakowa, co było pomyłką, porażką i żenadą po całości. W tym roku sytuacja na rynku jest podobna, ceny nie zachęcają do wyjazdów zagranicznych i przewiduję, że zamiast pchać się do gorszego komfortu w jakiejś Turcji wiele osób zdecyduje się na wypasione spa w Polsce albo wyjazd  własnym transportem nad Balaton, jakieś termy na Słowacji itp. Pogoda w kraju dopisuje i doprawdy nie ma powodu, by karmić pasibrzuchy z biur podróży swoją krwawicą. Szczególnie, że te nas oszukują, aż wióry lecą.

Lekcja sroga i droga plus zaklinanie rzeczywistości

Co tu dużo ukrywać – nie trzeba być specjalistą ds. turystyki, by zgadnąć, co w trawie piszczy. Duże biura podróży nie mają żadnego interesu w obniżaniu cen, gdyż liczą, że klient przedłoży bezpieczeństwo nad cenę i wybierze wycieczkę może droższą, ale za to pewniejszą. Wydaje mi się także, że obecne nieobniżanie cen ma na celu wychowanie sobie klienta i nauczenie go pewnych nawyków – „kup teraz, bo później będzie drożej”, „nie będzie tanich lastów, więc nie ma na co czekać”. Sroga i droga to lekcja. Do pewnego stopnia jest to całkiem logiczne założenie, ale też może ono skutkować poważnym zmniejszeniem popytu na wycieczki. Z bardzo prostej przyczyny – jest cała masa osób, które nie są w stanie zaplanować wyjazdu w styczniu, nie mogą go kupić w promocji first minuholiday-Coconut-an-umbrella-sand-sea-vacation-glasses-black-thong-blue-sky-download-wallpaperste, a zatem nie chcąc przepłacać, wybiorą wyjazd na własną rękę. Niekoniecznie za granicę. A za rok w ogóle nie zajrzą na stronę BP, bo po co? Przecież mogą mieć wyjazd tańszy i dopasowany do własnych potrzeb.

Biura podróży muszą zdawać sobie z tego sprawę, zatem do pewnego stopnia zaklinają rzeczywistość, głosząc gdzie popadnie, jak to wspaniale kupić urlop w listopadzie, bo taniej i pewniej. Taniej – polemizowałabym. Pewniej – chyba dla biur podróży, które mają pewne założenia i starają się najpóźniej do kwietnia sprzedać jak najwięcej wycieczek. Im więcej, tym lepiej. Rzekoma promocja niewiele ich kosztuje, mogą dać większą zniżkę, byle nie mieć pustych miejsc. A swoje i tak zarobią, można być tego absolutnie pewnym.

Niech żyje prywatna inicjatywa

Licząc zatem na to, że da się klientów nauczyć dyscypliny, gdzie się da i komu się da opowiadane są bajki o zmianie zachowań konsumentów, zmianach na rynku i wygłaszane prognozy, wedle których za rok już w ogóle nie ma co liczyć na żadne zniżki w ostatniej chwili, bo biura lepiej prognozują, jaki będzie popyt i większość oferty sprzedają zimą. Pracowałam w biurze podróży i powiem tyle: troli loli, sraus mengaus pospolitus duptus. Innymi słowy – bujda na resorach. Owszem, bywało, że wyjazdy zimowe i letnie wyprzedawały się znakomicie, błyskawicznie i we wrześniu trudno było znaleźć coś na Sylwestra, ale to jeden-dwa terminy. A poza tym – pula była tak ogromna, że sprzedaż naprawdę wszystkiego byłaby ewenementem na skalę światową. Nie da się, po prostu się nie da. Wierzę, że osiągniecie jakiegoś wyniku równa się rentowności przedsiębiorstwa, ale to tyle. Nie ma tak, że zabraknie wycieczek. Mogą one nie spełniać określonych wymagań klientów odnośnie gwiazdek czy odległości od morza, ale na pewno jest ich w bazie mnóstwo i jeszcze więcej. Pan prezes TUI może zatem wmawiać ludziom do woli, że spodziewa wzrostu kupujących wyjazdy first minute nie tylko o 20%, ale nawet o 100%. Nikt, kto pracował w branży, w to nie uwierzy. Nikt, kto potrafi myśleć logicznie, także. Nie każdy może zaplanować z takim wyprzedzeniem urlop – to raz, nie każdy chce – to dwa, nie każdy lubi – to trzy, nie każdy może sobie na to pozwolić – to cztery. A poza tym – no luuudzie, przecież Polacy to naród największych cwaniaków na świecie, którzy jak zechcą, to nie ma na nich mocnych. Nie polskie to niemieckie albo angielskie biuro, nie biuro to wyjazd na własną rękę. Nie hotel to jeden z kampingów Vacans Olei… Możliwości jest masa.

A zatem – na pohybel last minute, niech żyje „prywatna inicjatywa”!

Reklamy

One Response to Biura podróży mają obfite żniwa?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: