Ja i mój rozum czujemy się wykluczeni

144629-Choc-w-miastach-stoja-specjalne-smietniki-na-psie-odchody-wytyczone-sa-terenyJa naprawdę się staram i ograniczam prasówkę wyłącznie do kilkunastu minut z samego rana, kiedy to parująca kawa aż prosi się o gazetkę. Tym razem gazetka zaszkodziła mi bardziej, niż gdybym piła do lektury czysty denaturat. W czasie lektury jakże rzewnego i wzruszającego listu niewiasty rozpaczającej jak to ona i jej pies są haniebnie dyskryminowani ja i mój rozum poczuliśmy się wykluczeni. Nie mieści mi się bowiem w głowie, jak przeciętnie inteligentna osoba mogła napisać podobne brednie!

Rzeczona niewiasta (swoją drogą – już wiem, dlaczego jak ognia unikam wyłącznie damskiego towarzystwa, na dłuższą metę jest niestrawne)  twierdzi, że „ Widoczna jest u nas szeroka taktyka, mająca na celu zniechęcenie do życia z psem w mieście, a ostatecznie wyeliminowania psów z miasta i, jak się okazuje, także z terenów podmiejskich. Nie wspomnę o równie wielkiej dyskryminacji, z którą mamy do czynienia na polskich plażach. Tam również dominuje polityka zwalczania ludzi i ich psów. Nie wspomnę wreszcie o jakże humanitarnym zaleceniu dla ludzi, którym towarzyszy pies, umieszczanym zwykle na tablicach tuż przy wejściu do bloku: pupil musi być na smyczy i w kagańcu„. Ależ oczywiście, że dokładnie tak! Psy nie wszędzie są mile widziane, a tam, gdzie wolno je wprowadzać, muszą być w kagańcach i na smyczy. Dlaczego? Ponieważ miasta nie były pomyślane jako przestrzeń, w której żyją dziesiątki tysięcy psów, siłą rzeczy nie ma mowy o tym, aby w każde miejsce zabierać śliniące się, obłażące i sikające wszędzie szczekające stworzenia!  Naturalnym środowiskiem psa była wieś i podwórko, nie ulice, a już na pewno nie parki, restauracje i baseny. A już na sto procent miasto to nie miejsce dla goldenów, husky czy owczarków, które potrzebują miejsca, żeby się wybiegać.

Posiadacze i miłośnicy psów mogą się oburzać do woli, ale na negatywną opinię ich „Przyjaciół” zapracowali właściciele dziesiątek, jeśli nie tysięcy, psów, których kupy pokrywają każdy centymetr kwadratowy trawników. Dowcipy o „psiebiśniegach” nie wzięły się z sufitu. Mam odruchy wymiotne na widok fekaliów na chodnikach, bo doskonale wiem, z czym to się wiąże – bród, smród, a co gorsza pasożyty. Które najczęściej łapią dzieci, bo jedna z drugą właścicielka brudnego terriera nie dba, czy psinka załatwia się do piaskownicy czy na trawnik. I które wszyscy zanosimy do domów na obuwiu. Nie wspomnę już o obsikanych, oblizanych drzwiach, poręczach, schodach…  Byłam już w znacznej większości stolic europejskich i nigdzie, ale naprawdę nigdzie nie widziałam chyba więcej niż 2-3 psy na ulicy. A już na pewno nigdzie nie widziałam, żeby właściciele nie zbierali kup po swoich psach.

Owszem, jestem w stanie zaakceptować psa w mieście, ale w jakichś ludzkich warunkach, a tymczasem ci sami właściciele, którzy tak ubolewają nad dyskryminacją, jakoś nie palą się, aby kwestię psów załatwić porządnie. Sami swoich „Przyjaciół” skazują na długie godziny zamknięcia, a potem biedne zwierzaki wyją na balkonie, a potem dziwią się, że sąsiedzi nie pałają do nich sympatią. No ciekaaaawe dlaczego. Zaczynam się zastanawiam, czy posiadacze psów nie są także motocyklistami, którzy warczą silnikami o drugiej nad ranem, nie dając przyzwoitym ludziom spać, a potem są taaaacy zdziwieni, że nikt im nie ustępuje drogi w kroki. Doprawdy. Ale wracając do psów… Owszem, zapewne byłyby torebki, kosze, miejsca, gdzie można chadzać z psami, ale… kto za to zapłaci? Nie oszukujemy się – podatek za posiadanie psa to nędzne grosze, których i tak nikt nie płaci. Jak się chce bywać z psem tu i ówdzie, to proszę uprzejmie – chip, DNA i podatek pokrywający koszty sprzątania psich fekaliów. Wówczas  gdy „Przyjaciel” nabrudzi w parku, będzie można pociągnąć właściciela do odpowiedzialności. Obecnie tego nie ma, więc ja się nie dziwię, że zarządzający parkami nie mają się zamiaru babrać w psich odchodach. Niby z jakiej racji? Bo pani się marzy „spontaniczność”?!

To są czynniki obiektywne, ale są też subiektywne. Żali się dalej niewiasta „Odbierane jest mi prawo do normalnego egzystowania w czasie wolnym, prawo do spontaniczności, do wyboru miejsca przebywania w letni dzień. Odbierane jest mi prawo swobodnego korzystania z terenów zielonych. Odbierane jest mi prawo do wyboru istoty, z którą ten czas spędzę. Bo mój pies jest wykluczony. Odbierane jest mu prawo do ruchu, poczucia wolności, nieskrępowanej radości„. Pani się upomina o prawa dla psa, a co z prawem ludzi. Przede wszystkim takie, że wszystko wolno, ale o ile nie narusza to wolności innych osób. Czy owa niewiasta pomyślała w ogóle, że istnieją dziesiątki tysięcy osób, które nie chcą jadać, spacerować i opalać się w obecności psów? Być może Reksio czy inny Burek jest „łagodny jak baranek”, ale to jak dziecko do lat 3 – siła bezwładna i nieobliczalna. Nie mogę mieć gwarancji, że nie postanowi akurat się załatwić mi obok głowy albo obsypać dokładnie piaskiem, bo zacznie szukać „skarbu”. Albo nie zacznie zmywać z siebie efektów tarzania się w rybich flakach leżących na brzegu morza.  Nie chcę psów w komunikacji miejskiej. Nie chcę mierzyć spodni całych w psiej sierści,  a już na pewno nie mam zamiaru jadać posiłków w restauracji w obecności psów. Równie dobrze mogłabym konsumować posiłek w towarzystwie karaluchów – jest to po prostu niehigieniczne. Dlaczego owa pani nie bierze pod uwagę tego, że ktoś może być na psią sierść zwyczajnie uczulony i nie chcieć spędzać wolnego czasu na kichaniu i wycieraniu nosa? Może chcę spać dłużej niż do 6.30 rano, kiedy to pierwszy sąsiad wychodzi z wyjątkowo hałaśliwym kundelkiem. I nie chcę spędzać czasu po przyjściu z pracy na słuchaniu zawodzenia psa pozostawionego na cały dzień bez opieki.

Posiadanie psa, tak jak posiadanie dzieci albo jadowitych węży czy zgoła nietoperzy, wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Ciekawa jestem, czy owa „pani Magda” byłaby taka wyrozumiała, gdyby jej sąsiad wyprowadzał uroczą małą tarantulkę i pozwalał jej biegać swobodnie po trawniku, bo przecież „ona nie gryzie”. Naprawdę nie rozumiem jej roszczeniowości i postawy „bo mnie się należy”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: