Nagi żar czy ponury żart?

nagi-zar-287x205Właśnie skończyłam lekturę najnowszej książki Richarda Castle’a „Nagi żar”. Powieść jest kontynuacją przygód detektyw Nikki Heat i pisarza Jamesona Rooka opisanych w „Fali upału”, a tak naprawdę kompilacją przygód, zagadek i wątków z popularnego serialu kryminalnego oraz kilku oryginalnych pomysłów. Niekiedy z takiej mieszanki wychodzi przepyszna sałatka, innym razem raczej niestrawna chińszczyzna. Jak było tym razem?

Tylko dla fanów

Otóż, całość wyszła średnio. Bardzo średnio. Nie wiem, jakim sposobem ta powieść stała się bijącym rekordy popularności bestsellerem, ale podejrzewam, że wina leży w tłumaczeniu. Książka usiana jest bowiem licznymi kalkami językowymi, zdaniami o niczym i generalnie betonami. Moim zdaniem „Nagi żar” to pozycja wyłącznie dla zakamieniałych fanów serialu, najlepiej takich, którzy nie znają zbyt dobrze języka polskiego. Sama jestem zaskoczona, że udało mi się przeczytać całość. Styl naprawdę woła o pomstę do nieba i w bardzo nieznacznym stopniu przypomina ten z serialu. A naprawdę trudno przejść do porządku dziennego nad zdaniami, z których wynika, że Jameson Rook powinien obrabowywać z krawatów członków klubu. Albo nad anglicyzmami „Wszystko cokolwiek mogę dla pani zrobić, pani detektyw” zamiast „Polecam się”, „Do usług” albo czegoś podobnego. Cytowałam z pamięci, ale każdy, kto zna język angielski, wie, o co chodzi.  Osoby, które nie znają serialu, będą miały także problem ze zrozumieniem części wątków, gdyż całość wygląda jakby wycięto jakiś fragment z każdego odcinka drugiej serii i sklecono to w całość. Z tego dialog, z innego epizod… całość nie wyszła do końca spójna, w dodatku było kilka dłużyzn, które sprawiły, że książka straciła na tempie akcji.

Co za dużo…

Akcja w ogóle była dość hm… nieciekawa. Żadnego zaskoczenia, zagadka banalnie łatwa, postaci papierowe i sztuczne. Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że ponieważ oglądałam serial nie mogła mnie zaskoczyć obecność Rooka na miejscu zbrodni, kradzież zwłok, uwięzienie kluczowych postaci, ale… jakoś to wszystko mi się nie kleiło.  Chyba jest tego jednak za dużo jak na jedną książkę – zabójstwo, samobójstwo, pościg, trzykrotne uwięzienie i tortury(sic!)… I pomimo tego nadmiaru przyznam, że się nudziłam. Za mało natomiast jest bohaterów. Ochoa i Rayley nie przypominają swoich serialowych odpowiedników, nie ma Alexis ani Marthy… Jest za to nie wiedzieć czemu jakaś policjantka, która nie ma poczucia humoru. Cokolwiek dziwne jest też to, że bardzo dziwnie potraktowano wątek romansu miedzy Heat i Rookiem – zaczęty, a potem ni stąd ni z owąd porzucony.

Ponieważ czytałam „Falę upału”, nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele, także po stylu i tłumaczeniu, a mimo to jestem zawiedziona. Generalnie „Nagi żar” może być gratką dla fanów serialu, ale na pewno nie dla miłośników kryminałów.  Gdybym miała ją oceniać, dałabym jej jakieś 5 na 10, a jeśli dodać do tego fatalny język – maksymalnie 3,5. Trochę szkoda, że książka, która na świecie jest bestsellerem, u nas nie ma większych szans na odniesienie sukcesu, bo  12 posterunek pożałował na tłumacza i korektę.  Wystarczyłoby trochę szlifu, a najlepiej redakcji zrobionej przez prawdziwego fana serialu.

Advertisements

One Response to Nagi żar czy ponury żart?

  1. Anonim pisze:

    To mi przypomina ekranizację „Wiedźmina”. Też ktoś pomyślał, że chałupniczymi metodami da się zrobić świetny film, bo materiał wyjściowy jest doskonały. A wyszło paskudnie. A mógł być międzynarodowy sukces. Polska – czy ktoś to jeszcze ogarnia?! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: