PLAY – Mistrz Świata w Testowaniu Cierpliwości Klienta

bg_img2Tak… Będę marudzić, narzekać i pomstować. Ostrzegam z góry, żeby nie było. Ale procedura przedłużenia umowy w Play tak mnie zirytowała, że… Nie wiem jakim sposobem nikogo nawet porządnie nie objechałam z góry na dół. Zdaje się, że na przeszkodzie stanęło idiotyczne dobre wychowanie.

Przechodząc jednakże do rzeczy. Posiadam w Play dwa numery – na kartę i na abonament. Zbliżał mi się koniec umowy, zatem postanowiłam nie czekać, aż Play zatruje mi życie, bo o poziomie ich konsultantów mam od dawna jak najgorsze zdanie, ale samodzielnie znaleźć interesującą mnie ofertę. Telefon mnie nie interesował, kolejny smartfon nam w rodzinie niepotrzebny, ale zainteresowała mnie jedna z pozycji dostępnych zamiast telefonu, która miała być prezentem dla męża na zbliżające się urodziny. A ponieważ nie miałam zamiaru płacić za telefon do obsługi klienta (bo to taki przywilej, że a abonament się nie wlicza, o nie), zostawiłam na stronie prośbę o kontakt z numerem telefonu. Nikt nie zadzwonił. Zaczęły się natomiast telefony na drugi numer – w końcu zbliżał się czas końca umowy. Wybrałam się zatem do salonu, uznając, że po prostu załatwię wszystko na miejscu. O święta naiwności! Na obsłużenie czekałam ponad pół godziny, a w efekcie okazało się, że i tak nic z tego – wybranego urządzenia nie ma. Było jedno, ale już nie ma. Jedno?! Ja rozumiem, że pewnie telefonów sprowadzają więcej, ale mimo wszystko, skoro mają w ofercie tablety, macbooki i inne kamerki, to powinny, do czorta, być dostępne. Kiedy będzie? – Nie wiadomo. Zarezerwować – nie można. A co można? Zadzwonić i spytać, czy będzie.

Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie…

Zadzwoniłam, czemu nie. Nie tylko do salonu Play w Arkadii, ale także w Złotych Tarasach, Blue City… Do żadnego z nich nie udało mi się dodzwonić przez 3 kolejne dni. Wkurzona zadzwoniłam na infolinię, aby dowiedzieć się, gdzie w Warszawie można, do jasnej ciasnej Anielki, ostać wybrany przez siebie produkt. Ale się nie dowiedziałam… Pani nie posiada takich informacji. A co posiada? Możliwość zamówienia dla mnie aneksu i wysłania urządzenia kurierem. A nie, jednak nie. Wybrana przeze mnie oferta będzie dostępna dopiero za  tygodnie. O nie, tego urządzenia też nie ma, mogę dostać w wersji mini. (No chyba jakbym chciała wersję mini, to bym ją zamówiła, czyż nie?!). Zdenerwowałam się. Przede wszystkim na tę idiotkę, ale nie tylko.

Uzewnętrzniłam się i wylałam swoje pretensje na stronie Play, pytając ich dlaczego nie można niczego załatwić w salonie, dlaczego otrzymuję sprzeczne informacje odnośnie możliwości zmiany taryfy na wybraną i czy to naprawdę mnie ma zależeć na podpisaniu umowy. No przecież taki klient to czysty skarb – wie, że chce, nawet wie czego i w dodatku jak najszybciej. Nie trzeba na niego nasyłać działu utrzymania klienta. Czy tylko dlatego, że nie chcę sztandarowego Galaxy S cośtam albo innej Nokii Lumii, to mam jakieś niestworzone wymagania? No chyba nie.

„Wychodząc na przeciw oczekiwaniom Klientów Oferty są na bieżąco zmieniane…”

Reakcja na moje uzewnętrznianie się była tyleż natychmiastowa, co głupia. Debilna, idiotyczna… Sama nie wiem, jak ją jeszcze określić, a inaczej się nie da. Bo na pewno nie powinno się pisać wkurzonemu klientowi, który wylewa z siebie pretensje, że przez infolinię się nie da, w salonie tak samo „Najlepiej było by gdybyś sprawdziła w Salonach jeżeli nie jest ono dostępne w magazynie głównym.”. Styl i treść wołające o pomstę do nieba. Wytknęłam to, jeszcze w miarę uprzejmie, przypominając, że w salonach już byłam, w Warszawie jest ich sporo, a na pewno nie będę urządzać pielgrzymki. W odpowiedzi poinstruowano mnie, abym „pozostawiła prośbę o kontakt na stronie Play”. Ręce mi opadły. Gdybym miała macki, zapewne opadłyby mi także. Swoją wypowiedź na FB, podobnie jak tutaj, zaczęłam bowiem od narzekań na to, że nikt do mnie nie zadzwonił.

Uparłam się i postanowiłam podręczyć pana rzecznika Gruszkę. Opisałam, jak się sprawy mają, na co mi odpisano co następuje:

„Wychodząc na przeciw oczekiwaniom Klientów Oferty są na bieżąco zmieniane, stąd może być to zamieszanie. W sprawach telefonu to spróbuj zawrzeć aneks za pośrednictwem e-shop a będzie to wygodniejsze dla Ciebie i przysporzy mniej nerwów.”

Aż mnie zęby rozbolały. Oczywiście, standardowa nieumiejętność stosowania imiesłowów plus standardowa marketingowa gadka-szmatka. A niezadowolonego klienta nie traktuje się w ten sposób, bo szmatka zmienia się w płachtę na byka. E-shop – na pewno. Skoro nawet pracownicy salonów i infolinii plątali się w zeznaniach, to skąd ja mam mieć pewność, czy uda mi się zamówić odpowiedni abonament, że nie wspomnę o urządzeniu, którego nie udało mi się zdybać przez tydzień. Gdybym wypełniła wszystkie rubryczki, numerki itp., a potem okazało się, że na darmo, to szlag jasny by mnie trafił i to pomimo niskiego ciśnienia.

Nie ta cena, nie ta formuła…

Sprawa zapewne okazałaby się nie do rozwiązania, bo trochę się już zniechęciłam i zaczęłam oglądać oferty innych sieci, które także mają w swojej ofercie nie tylko telefony, gdyby nie to, że konieczność zmusiła mnie do wizyty w Jankach. Tam wpadłam przypadkiem na salon Playa, gdzie nie dość, że mieli pełny asortyment interesujących mnie produktów, więc mogłam wybierać i przebierać w zestawach, z tym owym i jeszcze tamtym, to jeszcze sympatyczna panienka jasno i konkretnie wyjaśniła, dlaczego wcześniej wybrana przeze mnie oferta była niedostępna. Otóż g… prawda, wcale nie była niedostępna. Po prostu nie mogłam podpisać nowej umowy, ponieważ do końca obecnej miałam więcej niż dwa miesiące. Można? Można. Co prawda okazało się, że nie do końca jest tak różowo. „Nie, to urządzenie jednak jest droższe.  Ale niedużo, 270 złotych, nie skąd, nie brutto, brutto to będzie 330… A formuła L, a nie M? No chyba że weźmie pani wyższy abonament, jedyne 90 złotych miesięcznie, a 110 brutto. No tak, faktycznie przez 2 lata, wychodzi 720 złotych więcej… No tak, to bardziej opłaca się dopłacić… Tak, rozumiem, że pani się nie spodziewała…” Grrr i wrr…

And the winner is…

Niniejszym przyznaję Play order ze zgniłego kartofla i tytuł Mistrza Świata w Testowaniu Cierpliwości Klienta. Gdyby nie to, że chciałam zrobić mężowi przyjemność, to słowo daję, że uciekłabym z Playa w podskokach i z przytupami.  Czuję podziw pomieszany ze zgrozą, że w ogóle chciało mi się tę niezwykle skomplikowaną, jak się okazało, procedurę przedłużenia umowy doprowadzić do końca. Sama sobie się dziwię, że wystarczyło mi cierpliwości, bo cała ta szopka trwała przeszło 2 tygodnie, a w rezultacie jestem taka zmęczona, jakbym własnoręcznie wykopała Kanał Sueski albo chociaż Augustowski. Jedyne co mnie pociesza to fakt, że co najmniej 22 miesiące nie muszę zmieniać umowy. I jedyny Play, z jakim będę miała do czynienia to Playstation, ewentualnie Durex Play 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: