Nie wstydzę się Jezusa

Odkąd Robert Lewandowski stał się naszym piłkarskim Bońkiem XXI wieku, wszystko, co powie lub zrobi, urasta do jakieś niebotycznej rangi. Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy artykuł,  według którego do akcji „Nie wstydzę się Jezusa” dołączył właśnie Robert. Zapewne miała to być zachęta do tego, aby go naśladować. Fantastycznie, ale… Żaden znany mi, normalny, umiarkowany katolik nie wstydzi się Jezusa. Wielu z nich za to wstydzi się, że jest katolikami, wstydzi się za księży i innych katolików.

Nigdy nie byłam jakąś przesadnie wierzącą katoliczką i najbliżej mi do agnostyków, ewentualnie wyznawców Latającego Potwora Spaghetti. Idea boga zawsze była dla mnie mocno abstrakcyjna, co nie zmienia faktu, że nie mam zamiaru bynajmniej negować istnienia Jezusa. Liczne źródła historyczne potwierdzają jego istnienie, może nie boga, ale na pewno mądrego, dobrego człowieka. Takiego, który w 2013 roku w Polsce złapałby się za głowę, gdyby zobaczył, co wyprawiało się i wyprawia w jego imię. I osobiście nie zdziwiłabym się, gdyby nie rzucił kilkoma podręcznymi piorunami w „pasterzy” swoich owieczek, którzy robią wiele różnych rzeczy, ale dotrzymywanie przykazania miłości nie mieści się nawet w pierwszej setce.

Papież ma ważniejsze zadania niż walka z pedofilią

Osobiście wstydzę się za księży, którzy wygadują takie głupoty jak biskup Pieronek, który stwierdził, że „- Czepianie się różnych spraw, które propaganda antykościelna wysuwa w ciągu ostatnich lat przeciwko chrześcijaństwu, w chwili kiedy papież podejmuje bardzo ważną decyzję dla Kościoła i świata, jest nadużyciem. Papież zmagał się z o wiele większymi tematami niż pedofilia. Dbał o to, żeby ludzie żyli zgodnie z przykazaniami bożymi. To jest o wiele ważniejsze zadanie niż ukrócenie sprawy pedofilskiej, która była na świecie, jest i będzie.”Tak, czepiam się i będę się czepiać, gdyż Kościół Katolicki zdołał pod łamanie szóstego przykazania podciągnąć współżycie przedślubne i generalnie nie uświęcone węzłem małżeńskim, bez względu na to, czy dane osoby pozostają w innym związku czy nie. Dlaczego zatem nie uznaje za łamanie przykazań pedofilii, która jest nie tylko „grzechem”, ale i łamaniem prawa? Dalej, w tej samej wypowiedzi dodał „Świata nie zmienimy”. Ciekawe, ale swoje wtrącanie się w każdy aspekt życia człowieka z prawem na czele, usprawiedliwiają właśnie „ewangelizacją”, głoszeniem „dobrej nowiny”, nawracaniem i tym podobnymi bredniami. Gdy jednak chodzi o walkę z własnymi słabościami, nagle okazuje się, że świata nie da się zmienić. Bardzo wygodne. Gorliwi katolicy pewnie znajdą jakąś wymówkę, mnie jest zwyczajnie i po ludzku wstyd, że przedstawiciel Kościoła może powiedzieć coś podobnego. Chociaż może powinnam się cieszyć, że nikt jeszcze nie powtórzył za biskupem z Meksyku. „Aborcja jest czymś znacznie bardziej poważnym niż molestowanie seksualne dzieci przez księdza” – orzekł arcybiskup Fabio Martínez Castilla, a mnie dziwi, że dobra bozia nie sięgnęła po podręczny piorun i nie grzmotnęła raz a dobrze. Z drugiej strony – im mniej dzieci, tym mniej potencjalnych ofiar, więc być może pan arcybiskup wypowiada się w swoim interesie.

Kościół bogaty tradycją i wiarą

Nie będę już nawet pisać, co myślę o całej tej głupkowatej katopropagandzie, na temat rzekomego lobby homoseksualnego, które to czy owo. Ciekawe kiedy Kościół dla odmiany wypowie się o ubóstwie albo tolerancji. Chociaż nie, akurat o ubóstwie biskup Michalik się ostatnio wypowiedział i uznał, że „W Polsce Kościół nie gromadzi bogactw.  Kościół w Polsce jest bogaty tradycją, ufnością do Matki Bożej i wiarą. Bogactwem Kościoła są świeccy ludzie zbierający podpisy w obronie życia poczętego czy promujący inicjatywy parlamentarne na rzecz polskiej rodziny. Bogactwem Kościoła jest lud, prosty, pogardzany często przez potentatów ideologii antykościelnych.” Ślicznie, prawda? W  teorii przynajmniej. A widział ktoś kościół, który nie kapie złotem? Ja nie. Z drugiej strony – może oni wierzą w sztabki złota? Kiedyś był złoty cielec, teraz może być złoty lichtarz.

Nie wstydzę się za proboszcza?

Wstydzę się także, gdy czytam, że Hello Kitty i Harry Potter to wymysły szatana.  Ale już szczytem szczytów była lektura jakiejś zapomnianej „Rzeczpospolitej”, w której znalazłam ni mniej ni więcej, tylko artykuł, według którego od września wierni z warszawskich parafii będą duchowo adoptować posłów. Zdaje się, że ów happening ma być protestem przeciwko likwidacji kaplicy w sejmie, ale głowy nie dam, gdyż już przy pierwszym zdaniu oplułam monitor i uznałam, że dalsza lektura stanowczo może mi zaszkodzić.

Tak czy owak – ja się nie wstydzę Jezusa. To, że nie przemawia do mnie dogmat o jego boskości, to inna sprawa. Ciekawi mnie natomiast, ile osób przystąpiłoby do akcji: „Nie wstydzę się za swojego księdza/ proboszcza/ biskupa”. Ja nie znam takich zbyt wielu.

Reklamy

17 Responses to Nie wstydzę się Jezusa

  1. ana pisze:

    Po części mam chęć przytaknąć pewnym wątkom tego wpisu, ale jest tu tyle wytartych stwierdzeń, ogólników i odniesień, które nie mają ze sobą nic wspólnego… szkoda, zapowiadał się wartościowy sąd. Ja tak strasznie nie lubię generalizowania! A tym są stwierdzenia typu „a widział ktoś…?” Ja widziałam. Porównajmy może, w ilu kościołach byłaś tak kapiących złotem. Bo ja np. w swoim dwudziestoparoletnim życiu zwiedziłam parę kościołów i cerkwi, w innych miejscach kultu na razie nie dane było mi być. Z kościołów, które odwiedzałam regularnie, tylko dwa były „bogatsze” i były to sanktuaria, gdzie wierni zostawiają (zbyt) wiele kasy. Za to cerkwie były bogatsze, choćby ikony są – moim zdaniem – zdobniejsze. A ktoś się czepia prawosławnych albo ich świątyń? Nie zauważyłam. Za to w moim przekonaniu kapał, ale pięknem mój akademicki kosciół: czysty, biały, skromny, jednonawowy, z jednym drewnianym krzyżem za ołtarzem ozdobionym kilkoma szarfami i kwiatami. Złota brak. Tak jak w mojej rodzinnej parafii. Więc masz już pierwszy przykład, że są skromne kościoły. Więcej ich w Polsce niż tych kapiących złotem. Trzeba się tylko wyrwać ze szpon stereotypów i generalizowania 🙂

    Druga sprawa: pedofilia. Nie mam zamiaru bronić tu nikogo, bo kogokolwiek krzywdzącego dzieci odizolowałabym od społeczeństwa (i to jest najlżejsza forma kary, jaka przychodzi mi do głowy, bo to, co należałoby im zrobić, nie nadaje się do publicznego wypowiadania), ale nie rozumiem, jak społeczeństwo może być ograniczone, że czasami mam wrażenie, że pedofilami są tylko i wyłącznie księża. A rodzice? A opiekunowie w domach dziecka, opiekuńczych, ośrodkach wychowawczych, rodzinach zastępczych itp. itd.? Oni krzywdzą dzieci częściej i ciszej, a o tym się praktycznie nie mówi – tylko przy większych sprawach. A wystarczy przejrzeć prasę i zobaczyć, kiedy była ostatnia afera pedofilska z księdzem, a kiedy pisano o dzieciach krzywdzonych przez rodziców. A ile z tych dzieci milczy do później starości i nikt nie wie o tym, co przeżyły w domu rodzinnym… Czy naprawdę nie warto spojrzeć globalnie na problem?

    A miedzy „wstydzić się kogoś” a „wstydzić się za” jest spora różnica, nie tylko gramatyczna, więc może nie porównujmy rzeczy nieporównywalnych. Bo wstydzić się można i powinno tylko za siebie 😉

  2. Joanna pisze:

    Nie będę tu rozwodzić się nad twoją umiejętnością czytania ze zrozumieniem, ale… Wyszłam od tego, że wstydzę się, że jestem katoliczką i wstydzę się za księży. Wstydzę się kogo?czego? bycia katoliczką.

    Dalej – nie wiem, czy zauważyłaś, ale ja w ogóle nie odnoszę się do problemu pedofilii jako takiej, Wyłącznie do problemu lekceważenia tego zjawiska, zamiatania go pod dywan, niekarania księży. Piszesz „kiedy była ostatnia afera pedofilska?”, sugerując, że dawno. Przyznam szczerze, że nie wiem, ale… to wcale nie było sednem mojej wypowiedzi. Sednem mojej wypowiedzi było to, co się robi z tym problemem. A poza tym – jestem niemal pewna, że o każdym przypadku pedofilii, które ma miejsce dzisiaj i tak się albo nie dowiemy, albo dowiemy się po latach. A poza tym – myślisz, że to ma znaczenie, kiedy się to zdarzyło? Pomyśl sobie o swoim dziecku, bratanicy, siostrzeńcu, kimkolwiek – pobłażałabyś jego krzywdzicielowi tylko dlatego, że „to było dawno”. Że nie tylko on, bo „inni nie są lepsi”. Księża z definicji uważają się za lepszych, uważają, że mają prawo wymagać, nawracać, piętnować, muszą się więc liczyć z surowszą oceną.

    Mnie naprawdę nie chodzi o pojedyncze przypadki, mnie chodzi o skalę zjawiska. Ile lat minęło od wykrycia pierwszej takiej sprawy? I co się od tego czasu zmieniło? Jedyną zauważalną zmianą jest to, że albo się problem bagatelizuje, bo „ksiądz też człowiek”, albo się mówi, że coś się zrobi. Kiedyś. Będzie się zwracać uwagę i bla bla.Siłą rzeczy, my, którym nie jest obojętne to, co się wyprawia w imię religii, musimy wciąż pisać to samo. „Wytarte zwroty?” Być może, ale jeśli musisz o czymś pisać po raz setny, tysięczny – to powszednieje. Powszednieje, ale problem nie znika. Miłość też jest wytartym zwrotem, ale czy przez to staje się mniej miłością?

    • ana pisze:

      Moją umiejętnością czytania ze zrozumiem czy swoją pisania ze zrozumieniem? Odniosłam się do Twojego „wstydzę się za”, a nie „wstydzę się kogo? czego?”. Jeśli zaś wstydzisz się bycia katoliczką, to dlaczego wciąż nią jesteś?

      Moich kilku zdań o pedofilii też chyba do końca nie zrozumiałaś. Wyraźnie napisałam, może zacytuję: „Nie mam zamiaru bronić tu nikogo, bo kogokolwiek krzywdzącego dzieci odizolowałabym od społeczeństwa (i to jest najlżejsza forma kary, jaka przychodzi mi do głowy, bo to, co należałoby im zrobić, nie nadaje się do publicznego wypowiadania)”. Nikomu więc bym nie pobłażała, nawet gdyby, jak sugerujesz, a ja tego kompletnie nie miałam na myśli, coś było dawno. Czy nawet niedawno. Ale masz rację: o wielu takich sprawach nie wiemy. To jednak nie znaczy, że takie sprawy dotyczą tylko księży i tylko w tym środowisku jest problem „lekceważenia tego zjawiska, zamiatania go pod dywan, niekarania”, bo jest on wszędzie, gdzie takie złe rzeczy się dzieją. To, co robią księża, wg Ciebie „z definicji”, robią też „opiekunowie w domach dziecka, opiekuńczych, ośrodkach wychowawczych, rodzinach zastępczych”, a nawet najporządniejsi wg otoczenia i własnego mniemania rodzice pod słońcem. Dlaczego więc ich się tak nie piętnuje, jak księży? Oni też mają prawo wymagać, ale oni to nie muszą się liczyć z surowszą oceną? O takie naświetlenie problemu mi chodziło. O to, że dzieci pokrzywdzonych przez świeckich jest prawdopodobnie więcej, skala, o której piszesz, też jest w związku z tym większa, a przeświadczenie społeczeństwa wynikające z obrazu medialnego jest zupełnie inne. Nie o to, że problemu nie ma czy że należy go bagatelizować. Heloł. Z tym też się niewiele dziej i niewiele zmienia. U księży raczej nie znajduje się dzieci przetrzymywanych i gwałconych w piwnicach, zabitych w beczkach czy zamrażarkach. Jeśli więc mówimy o skali, o tym właśnie mówmy. O to mi chodziło, pytając „kiedy ostatnio była…?”. Czy dzieci krzywdzone przez księży są bardziej skrzywdzone niż te, które skrzywdzili rodzice? Nie bądźmy więc tak zaślepieni religią, bo to modne i wygodne czepiać się księży i religii. Ale skoro musisz o tym pisać, tym wycierać słowa i to upowszechniać – masz do tego pełne prawo. Ale upowszechnij też problemy o większej skali, tak dla obiektywizmu i równowagi. Tak, by problem nie spowszechniał, a przynajmniej minimalnie malał. Choć słowa zmaleć mu nie pomogą. Lepiej pójść, zobaczyć i pomóc choć jednemu dziecku.

  3. Joanna pisze:

    Dlaczego piszę o dzieciach krzywdzonych przez księży, a nie przez rodziców? Z bardzo prostego powodu – po pierwsze takie akurat miałam natchnienie wywołane przeczytanym artykułem, więc siłą rzeczy nie odnosiłam się do ogółu problemu, ale do tego, że zanim księża zaczną namawiać ludzi, by nie wstydzili się Jezusa, niech zrobią coś, aby się nie wstydzili za swoich przewodników duchowych.

    Po drugie – rodzicem w zasadzie może zostać każdy. Partnerem, konkubentem czy po prostu przygodnym kochankiem kobiety posiadającej dziecko. Nie trzeba do tego żadnych kwalifikacji. Natomiast księża przechodzą seminarium, siłą rzeczy powinni mieć wyższe kwalifikacje. Także wyższe standardy moralne. Nie przeczę, że powinni je mieć także wychowawcy w domach dziecka, nauczyciele itp. Ale… nie oszukujmy się – nauczyciele to w większości osoby, którym nie udało się gdzie indziej i ja osobiście nigdy nie postrzegałam ich jako autorytety. Jakiekolwiek. Nie zmienia to krzywdy dziecka, ale zmienia szkodliwość społeczną czynu. Księża, którzy kreują się na strażników sumień, nie powinni sami łamać przykazań. Proste. I powinni być o wiele surowiej karani. Na pewno nie „odizolowaniem”, chyba że w kamieniołomie.

  4. ana pisze:

    Nie odniosłaś się do ogółu, ale w całym tekście pięknie generalizujesz. Bo czy autor akcji „Nie wstydzę się Jezusa” jest pedofilem? A jeśli nie jest, to dlaczego na jego podstawie oceniasz innych? Skoro zatem nie chcesz się odnosić do ogółu, nie generalizuj też w tej sprawie, bo ocenianie całej społeczności w oparciu o mimo wszystko niewielki (zdecydowanie więcej jest innych patologii w instytucji zwanej polskim Kościołem katolickim) – za to mocno rozdmuchany medialnie – jej fragment to zwyczajna moda i bezmyślność. Pisanie zaś o takim problemie tylko przez jeden pryzmat, to świadome ograniczanie wagi problemu. Usprawiedliwianie kogokolwiek w takim problemie to już głupota.
    Bo jeżeli uważasz, że wykonywany zawód zmienia szkodliwość społeczną krzywdy wyrządzonej dziecku… jaką szkodliwość społeczną, gdy mówimy o jednostce? Całe szczęście, że nie jesteś sędzią, a polonistką (choć nie wiem, czy tak lepiej wypadasz). Naprawdę uważasz, że wykształcenie lub głupota w przygodnej znajomości i zostanie rodzicem usprawiedliwiają jakiekolwiek krzywdzenie dzieci? Jak tak Cię czytam, mam wrażenie, że usprawiedliwiłabyś każdego pedofila, który nie jest księdza, byle tylko szala z księdzem pedofilem przeważyła, mimo że na obu siedzą pedofile, którzy dziecku zrobili identyczną krzywdę. A ja (i chyba każdy rozsądny zdrowy człowiek) naprawdę nie widzę różnicy. Każda krzywda jest jednakowa, jednakowo boli takie dziecko, bo czy nauczyciel, rodzic czy ksiądz – każdy dla dziecka jest takim samym autorytetem. Tak, autorytet to naprawdę wielkie słowo, ale spójrz na to z perspektywy kilkuletniego dziecka, a nie swojego wieku i lat doświadczenia.

    Seminarium to nic innego, jak studia, które przygotowują do ZAWODU, nie do ŻYCIA. Ile o życiu dowiedziałaś się na polonistyce? To teraz domyśl się, ile o życiu dowiedzieli się ci, którzy nauki pobierali w seminarium.

    Swoimi słowami sama dajesz świadectwo stereotypowej pozycji księży, która wynika nie z ich mniemania o sobie, a tego, jak my o nich myślimy (i stąd mniemanie NIEKTÓRYCH, niestety, często tych medialnych, o sobie). Pozycja polskiego Kościoła nie wzięła się znikąd, ludzie sami przez lata budowali tę twierdzę. Ale nawet to nie usprawiedliwia tego wszystkiego, co dzieje się polskim duchowieństwie. Tak jak to, że ktoś z przypadku został rodzicem czy czy nie udało mu się gdzie indziej (np. gdzie? Co można robić np. po pedagogice, jeśli nie zostać wychowawcą?), nie usprawiedliwia jego czynów w żaden sposób. Ksiądz, rodzic i nauczyciel powinni mieć TAKIE SAME standardy moralne. A skoro uważasz inaczej i wmawiasz to innym, nie dziw się, że niektórzy w to wierzą i na więcej sobie pozwalają, myśląc, że będą bezkarni.

    PS: „Na pewno nie “odizolowaniem”, chyba że w kamieniołomie.” – wydawało mi się, że nawias przy mojej kwestii o izolacji dość wyraźnie wyjaśnił tę kwestię, ale widzę, że niby polonistka, a wciąż czytać między wierszami ni umi 🙂

  5. Joanna pisze:

    Nie usprawiedliwiam bynajmniej konkubentów-pedofili, ani też żadnego innego zawodu. Mam jednak taką fantazję, że od osób, które same siebie kreują na przywódców moralnych i strażników sumień itepede wymagam więcej niż od statystycznego Kowalskiego. Czy to twoim zdaniem przesadne wymaganie? I wcale nie uważam, że ksiądz i nauczyciel powinni miec takie same standardy moralne. W imię czego? Jestem sobie nauczycielem matematyki i ucze dzieci dodawać. Standardy moralne są tu potrzebne jedynie takie, jakie zwykłemu przyzwoitemu człowiekowi. A ksiądz, który będzie słuchał spowiedzi i wygłaszał kazania, powinien mieć te standardy dalece wyższe. DALECE! Oczywiście, nie zaszkodzi, jeśli nauczyciel ma wysokie standardy moralne, ale nie jest to warunek sine qua non. A w przypadku księdza POWINIEN być, bo w innym przypadku powinien natychmiast zmienić zawód. Albowiem jeśli ktoś nie nadaje się do kontaktów z ludźmi, to niech wybierze inny zawód, ale nie będzie księdzem. To trochę tak jakby seryjny morderca został chirurgiem tylko po to, aby móc bezkarnie zabijać ludzi. W majestacie prawa, na stole operacyjnym. Zawsze można bezradnie rozłożyć ręce i powiedzieć: „Zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy”. Wybacz, ale jeśli ktoś wystarczająco wcześnie rozpozna swoje skłonności, to sutanna jest dla niego takim kitlem operacyjnym, pod którym może ukryć wszystkie swoje występki. W końcu – ilu księżom coś zrobiono za pedofilię? I mam tu na myśli realne kary, a nie przeniesienie do innej parafii. Dlatego, owszem, nie mam i nie będę miała ani grama zrozumienia dla żadnego pedofila, a dla księdza w szczególności.

    Piszesz „Seminarium to nic innego, jak studia, które przygotowują do ZAWODU, nie do ŻYCIA.” Ciekawe… Bardzo ciekawe, bo gdy przychodzi do dyskusji o antykoncepcji, współżyciu i aborcji i pada argument, że księża nie powinni się wypowiadać, bo to ich nie dotyczy, natychmiast pada kontrargument, że nie trzeba mieć dżumy, by znać na nią lekarstwo. A jesli przez 6 lat uczysz się, jak pouczać innych, to mimo wszystko powinno się mieć jakieś pojęcie o tym, czego nie należy robić. To naprawdę nic trudnego, wystarczy stosować się do własnych frazesów i pogadanek.

    • ana pisze:

      „Mam jednak taką fantazję, że od osób, które same siebie kreują na przywódców moralnych i strażników sumień itepede” – przeczytałaś, co napisałam wyżej? Te osoby kreują się na takie, a nie inne, bo mają SPOŁECZNE PRZYZWOLENIE na to. Sama tym jednym zdaniem sama dajesz im takie przyzwolenie. Na podobnych przywódców kreują się naukowcy. Profesorowie. Filozofowie. Przywódcy religijni (inni). Politycy. Nie zauważasz podobieństwa? Oczywiście, nie jest to przesadne wymaganie, by wymagać od nich więcej, ale już kompletnie nie rozumiem, jak standardy moralne mogą być wyższe bądź niższe. One są lub ich nie ma. Ich się nie da ważyć ani mierzyć.

      Co z tego, że ksiądz słucha spowiedzi? Taką ma pracę. To jak egzaminator na egzaminie. Obaj mają władzę: jeden rozgrzeszania, drugi zaliczania egzaminów. W obu przypadkach zasady są jasne, ale czy zawsze decyzje tych z władzą są jasne? Tak więc moim zdaniem i ksiądz, i nauczyciel powinni być zwykłymi przyzwoitymi ludźmi. Jeśli takimi będą, nie będą łamać żadnych standardów moralnych. Ani niższych, ani wyższych (jakby w ogóle moralność dało się ważyć bądź mierzyć… A może Ty potrafisz? Więc mi to wytłumacz, bo ja nie rozumiem, jak równi sobie ludzie mogą być różnie oceniani w jednakowym systemie standardów moralnych).
      „Wybacz, ale jeśli ktoś wystarczająco wcześnie rozpozna swoje skłonności, to sutanna jest dla niego takim kitlem operacyjnym, pod którym może ukryć wszystkie swoje występki” – dokładnie tak samo jest w przypadku rodziców, wychowawców, nauczycieli itp. itd. Dziecko można przecież oddać, a nie je krzywdzić pod płaszczykiem: „bo to moje/ja urodziłam/ja wychowałem, to mogę zamknąć w piwnicy i nikt się nie dowie”. W końcu – ilu rodzicom coś zrobiono za pedofilię? I też mam tu na myśli realne kary, ale nie dwa lata w zawiasach. A ilu jest takich rodziców jak sławna matka Madzi? I co jej zrobiono? Ona nadal śmieje się nam w twarz. Dlatego, owszem, nie mam i nie będę miała ani grama zrozumienia dla żadnego pedofila czy mordercy, ale w przeciwieństwie do Ciebie, o ile w ogóle byłabym w stanie oceniać, dla kogo bardziej. to chyba rodzica, który krzywdzi osobę, która ufa mu najbardziej na świecie. Dziecko kocha rodzica bezgraniczną i najczystszą miłością i ufa mi, jak nikomu innemu. Ksiądz jest dla niego kimś zupełnie obcym.

      „Bardzo ciekawe, bo gdy przychodzi do dyskusji o antykoncepcji, współżyciu i aborcji i pada argument, że księża nie powinni się wypowiadać, bo to ich nie dotyczy, natychmiast pada kontrargument, że nie trzeba mieć dżumy, by znać na nią lekarstwo” – jeśli się opierasz na takich frazesach… To co powiesz o niektórych wypowiedziach poseł Grodzkiej? Też o wielu sprawach mówić nie powinna, bo jej nie dotyczą, a zobacz tylko, co się dzieje, gdy ktoś na to zwróci uwagę. Księża natomiast mówią to, co każe dogmat. Nie mogą inaczej, bo w tym tkwi istota dogmatu. Oni bronią swoich zasad moralnych, tych wypływających z religii (co ciekawe, mówisz o wyższych standardach moralnych, a gdy mowa o właśnie o moralności, takiej np. aborcji, ganisz księży za ich zdanie w tej sprawie. Gdzie tu konsekwencja?). Starają się tłumaczyć współczesność w świetle uniwersalnych norm swojej religii. Nie polityki – religii. Na szczęście wolność słowa pozwala się wypowiadać każdemu. Ty masz takie zdanie, ksiądz inne, polityk inne. Fajnie, gdy każde może być słyszane, źle – gdy się nawzajem zwalczają tylko dlatego, że są inne. tacy np. muzułmanie pewnie do tej sprawy podeszliby inaczej, dużo radykalniej. Ale jesteśmy w Polsce, gdzie mimo wszystko Kościół ma zbyt duży wpływ na politykę – ale to już temat na zupełnie inną rozmowę. Na pewno nie tę.

      „A jesli przez 6 lat uczysz się, jak pouczać innych” – ale oni nie uczą się pouczać! Oni uczą się uczyć i tłumaczyć to, co jest zapisane w Biblii. To nie frazesy i pogadanki. Skąd takie Twoje przekonanie? Ano z mediów i z niewiedzy. I zauważ też, że duchowieństwo to aktualnie dochodowa profesja. Księży z prawdziwego zdarzenia jest coraz mniej. Ja miałam to szczęście spotkać paru z tzw. powołania. Ale i biznesmenów, i tych o szemranych standardach moralnych też. Świat nigdy nie był taki czarno-biały, jakim go rysujesz. I nigdy nie będzie. Generalizowanie i sprowadzanie wszystkiego do jednego mianownika tylko pogłębia i tak głęboką szarość.

  6. Joanna pisze:

    Wolałabym, abyś – wzorem setek katoli – nie implikowała mi skąd czerpię swoje opinie i przekonania, bo – z całym szacunkiem – nie masz o tym pojęcia. To po pierwsze.

    Po drugie – ja nie legitymizuję nadmiernego wpływu KRK na zycie społeczne. Wyraźnie napisałam, że sami się kreują na przywódców, podobnie jak politycy. A bez względu na to, jak długo pan Gowin będzie opowiadał o krzyku mrożonych zarodków, nie stanie się dla mnie żadnym autorytetem moralnym.

    Po trzecie – owszem, mogą być standardy moralne zróżnicowane w zależności od pozycji, to chyba jasne. Wymagasz takich samych od hydraulika i księdza, naprawdę? To chyba jesteś bardziej antyklerykalna niż ja, bo nie masz już żadnych złudzeń co do poziomu, jaki reprezentują sobą księża.

    Po czwarte – wydaje się, że jesteś gotowa usprawiedliwić każdego księdza-pedofila, tylko dlatego, że nie są jedynymi pedofilami na świecie. Tak jak już napisałam – rodzicem może zostać każdy, wystarczy chwila nieuwagi, także osoby totalnie bez predyspozycji. Ksiądz czy się 6 lat, więc ma czas na wycofanie się ze swojej pomyłki i gdyby posiadał jakiekolwiek standardy moralne, to by się z tego wycofał. Z bycia rodzicem się nie bardzo da, aborcja jak wiadomo jest u nas zakazana.

    • ana pisze:

      Po pierwsze, nie jestem katolem. Masz rację, nie wiem, skąd czerpiesz swoje opinie i przekonania, masz do nich pełne prawo, ale też nie implikuj swojego zdania innym jako jedyne i słuszne. Dlatego ludzie się różnią, by dyskutować i wymieniać się poglądami. Mam więc takie samo prawo jak Ty, by wyrazić własne zdanie. Nawet, jeśli diametralnie różni się od Twojego.

      Po drugie, kompletnie nie przyjmujesz do wiadomości faktu, że świat nie jest czarno-biały, a to, że ktoś się kreuje na kogoś, kim niekoniecznie jest, nie zawsze wynika z samego faktu jego istnienia czy wyboru takiej, a nie innej drogi. Naprawdę nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, a tylko tak, jak Ci wygodnie? Pewnie, że to mniemanie jest za wysokie, ale wynika ono ze społecznego przyzwolenia. Jak działania polityków legitymizowane wynikami wyborów. I nie wszyscy mają tak wysokie mniemanie o sobie – współczuję Ci, że nie spotkałaś w swoim życiu normalnego księdza. Mogę Ci podpowiedzieć, gdzie takich szukać – mi się udało mieć styczność z księżmi z powołania, a nie z zawodu czy biznesu.

      Nie jestem też antyklerykalna, ale wciąż nie wiem, jak możesz moralność mierzyć. Wg jakiej skali? Dla mnie zło wyrządzone dziecku (i komukolwiek) jest zawsze złem. Ani mniejszym, ani większym. Po prostu złem. Potrafisz zważyć, ile waży molestowanie dziecka w domu dziecka przez wyszkolonego i ponoć wyczulonego na krzywdę wychowawcę, a ile waży molestowanie przez księdza wyszkolonego w tłumaczeniu Ewangelii? Ja ciągle proszę tylko, żebyś mi wytłumaczyła swoją skalę, podała jednostkę, jaką mierzysz pedofilię, bo do tej pory piszesz tylko ogólnikiem „wyższe – niższe”. Czy dlatego, że jestem wyższa od większości moich koleżanek, mam się czuć od nich lepsza? Na pewno na polonistyce uczyli Cię, ile znaczą słowa „każdy”, „wszyscy”, „zawsze”. Uczyli?

      Po raz kolejny napiszę, że nikogo nie usprawiedliwiam i tym bardziej nie będę usprawiedliwiać krzywdzenia kogokolwiek, tylko staram się być bezstronna, obiektywna i nie oceniać po tym, czy ktoś nosi koloratkę, mundur czy bikini.
      Natomiast Twoje słowa o rodzicielstwie, braku nieuwagi itp. świadczą tylko o Twojej niedojrzałości. Dorosły człowiek nie tylko powinien być świadom konsekwencji swoich czynów, ale i powinien je ponosić. Także chwili nieuwagi, jak to nazywasz. Ale i nawet tu nie trzeba od razu być rodzicem – trzeba za to trochę odwagi („no bo co sąsiedzi powiedzą?!”). Może dla dziecka nie jest to lepsze rozwiązanie, przynajmniej nie zawsze jest, bo w domach dziecka też dzieje się wiele zła, ale dziecko bez żadnych konsekwencji można zostawić w szpitalu albo oddać do adopcji. Są okna życia. Aborcja to też nie jest taki fajny i przyjemny zabieg. Natomiast wcale nie jest zakazana, a tylko ograniczona prawnie, by ludzie nie zmienili się w bezmyślne i wygodne zwierzęta – radzę się zapoznać ze stosowną ustawą.

  7. Joanna pisze:

    Widzisz moja droga. Na zajęciach z psychologii, uczyli mnie, że częścią procesu akceptacji zła jakie nam wyrządzono jest odzyskanie poczucia bezpieczeństwa, którego częścią jest m.in. na ukaranie winnego.Nauczyciel, konkubent nie jest siętą krową w małym miasteczku, nie ochroni go zmowa milczenia „no bo jak to tak”. Nauczyciela czy rodzica przyłapanego na molestowaniu może nie zawsze, ale jednak, bezpardonowo wsadza się do więzienie, księdza – przenosi do innej parafii. Gdzie będzie mógł dalej oddawać się swojemu „hobby”. Dlatego dziecko molestowane przez nauczyciela ma większą szansę na odzyskanie spokoju, pozbieranie się. Krzywda jest krzywdą, nie przeczę, ale to, co się z tą krzywdą robi, to zupełnie inna sprawa.

    PS. Radzę ci przejechać się do małych miasteczek i zobaczyć, jak wygląda kwestia „okien życia” i innych podobnych wymysłów. I wtedy porozmawiamy o aborcji i jej zasadności.

  8. ana pisze:

    Ty naprawdę masz tak ograniczony pogląd na tę sprawę, czy sobie żartujesz z takiego tematu? Nauczyciela czy rodzica też chroni zmowa milczenia i im mniejsza miejscowość, tym większa. W jakim Ty świecie żyjesz? I czy na pewno w Polsce? Rodzica taka zmowa „chroni” nawet do śmierci dziecka, bo samo dziecko milczy, a drugi rodzic udaje, że nie widzi, że nic się nie dzieje. Gdy to robi ksiądz czy nauczyciel, dziecko ma przynajmniej obrońcę w postaci rodzica!

    Dziecko nie przenosi też rodzica do innej parafii, żeby mógł się tam oddawać swojemu „hobby”, bo ma np. inne dziecko z tą czy inną żoną/konkubiną. Dziecko ucieka i dalej cierpi, bo wątpię, by po takich przejściach łatwiej było mu się pozbierać niż po molestowaniu przez księdza. Jakiej Ty się psychologii uczyłaś? Naprawdę uważasz, że dziecko molestowane przez rodzica przeżywa mniejszą traumę niż molestowane przez księdza? Ja uważam wprost przeciwnie. Powtórzę po raz kolejny: nawet jeśli krzywda jest tego samego kalibru, bardziej boli ta zadana przez osobę najbliższą, tą, która ma cię chronić, której ufasz. Naprawdę myślisz, że skrzywdzone dziecko obchodzi, że „no bo jak to tak”? Że ludzie są tacy głupi, że będą bronić złego księdza? Za dużo telewizji się naoglądałaś.

    Skończmy więc ten temat, bo widzę, że dyskusja nie ma sensu. Ty widzisz temat bardzo tendencyjnie i nie chcesz zauważyć innych jego aspektów, używając do tego argumentów niemal z powietrza.

    PS: Znam środowisko małych miasteczek, znam też mentalność dużego miasta. To chyba Tobie przyda się kilka wycieczek. Bo gdy w pierwszym komentarzu zapytałam, w ilu takich miejscach, o jakich z całą stanowczością piszesz, że są dokładnie takie, a nie inne, byłaś, odpowiedzi nie doczekałam się do dziś. Więc może najpierw pochwal się konkretami, potem wysyłaj na zwiedzanie innych 😉

  9. Joanna pisze:

    Jeśli koniecznie cię to bardzo interesuje, to sama się wychowałam w małym miasteczku – 8-tysięcznym, nie muszę nigdzie jeździć.

    Rodzic broni dziecka? Guano prawda, bardzo duże guano. Myślisz, że wszystkie te dzieci milczą po 20 lat, bo co? W wielu przypadkach milczą dlatego, że matki, tak samo jak swojego konkubenta czy innego wujka, bronią księdza. Nie wypada oskarżać proboszczunia, dobrodzieja.

    A co do tendencyjności – jak już wspomniałam dawno, dawno temu, poświęciłam swój wpis temu, dlaczego wielu wiernych wstydzi się za swoich księży. Tę tezę potwierdziłam konkretnymi przykładami. To jest blog, nie praca naukowa. A moj wpis poświęcony był bardzo konkretnemu zagadnieniu,którym bynajmniej nie była pedofilia w ogólności. To ty się uczepiłaś jak rzep psiego ogona tezy, że nieprawda, a jak prawda to nie tylko księża, że bla bla. Nie wiem w imię czego, w porzadku – masz do tego prawo, ale nijak ma się to do treści przewodniej mojego wpisu. Zajęłam się określonym tematem. Gdybym napisała, że żal mi głodnych dzieci sąsiadów, to czepiałabyś się, że przecież w Afryce jest ich więcej? Jeśli napiszę, że denerwują mnie sąsiedzi, którzy nie sprzątają po psach, to zarzucisz mi, że są zatruwane rzeki.

    A co do zamiatania pod dywan itd. – dziecko może nie, ale sąsiedzi potrafią: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/64-latek-zgwalcil-dziecko-dawac-go-sasiedzi-o-krok-od-linczu,335876.html

    • ana pisze:

      Miałam zakończyć temat, ale… ale widocznie zapomniałaś, jak to jest w małym mieście. I pewnie od czasu, gdy byłaś tam ostatni raz na tyle długo, by naprawdę wejść w mentalność zmieniającej się społeczności? Prowincja sprzed 5 lat to teraz już nie ta sama prowincja.

      Jeśli rodzic nie broni dziecka, to co to za rodzic? Głupi i nieodpowiedzialny – na pewno. I choć dalej nie rozumiesz mojej argumentacji, to… właśnie ją potwierdziłaś 🙂 Tak, właśnie: w każdym przypadku jest TAK SAMO: tak, jak w wielu przypadkach dzieci milczą, bo matki bronią księdza, bo nie wypada oskarżać proboszczunia (tylko proboszczowie to pedofile?), dobrodzieja, tak samo dzieci milczą, bo matki bronią męża/konkubenta/brata/kuzyna/szwagra, bo nie wypada oskarżać członka rodziny, dobrodzieja utrzymującego rodzinę. Tak: ksiądz czy nie ksiądz, nasze społeczeństwo w każdym takim przypadku reaguje podobnie. Tylko media wybierają do relacjonowania te najbardziej kontrowersyjne przypadki i to ich ofiary mają albo większą traumę po nagłośnieniu sprawy, albo łatwiej się z nie otrząsają, bo nagłośnioną sprawę łatwiej zamknąć tak, jak Cię uczyli (uczą teorii, praktyka często jest diametralnie różna – naprawdę, nawet ja, taka głupia, miałam trochę zajęć z psychologii, ale miałam też do czynienia z praktykami) na zajęciach z psychologii, że częścią procesu akceptacji zła, jakie nam wyrządzono, jest odzyskanie poczucia bezpieczeństwa, którego częścią jest m.in. ukaranie winnego.

      Co do Twojego wpisu – ja tu nie widzę konkretów, tylko mnóstwo ogólników. O konkrety zapytałam, konkrety dotyczące treści przewodniej wpisu, odpowiedzi nie dostałam. Za to Ty się czepiłaś jak rzep psiego ogona tematu pedofilii i usilnie starasz się mnie przekonać, że księżom to nie można wybaczyć, a rodzicom można. Że pedofilia rodzica to grzech lekki, a księdza – śmiertelny. Że nauczyciela zawsze ukarzą, księdza nigdy. Na jakiej podstawie tak sądzisz? Roli społecznej? Wykonywanego zawodu? Przyzwolenia społecznego? Znasz osobiście takie przypadki? Pytałam, nie odpowiedziałaś, kluczysz wokół ogólników oklepanych i powszednich, jak chleb. Ja uważam, że obie pedofilie są tak samo ciężkim przestępstwem i ciągnę temat tylko po to, by się dowiedzieć, co Tobą powoduje, że twierdzisz inaczej. Ja chcę, byś spojrzała na sprawę od strony krzywdzonego dziecka, a nie mediów. A Ty swoje, że krzywdę można zmierzyć. Po raz kolejny zapytam, w jaki sposób. Odpowiedzi na pewno nie doczekam, a jeśli doczekam, to ad personam. A ja tylko uważam, że krzywd nie mierzy się sutanną. A ostatnie zdania trzeciego akapitu Twoje – to dopiero się nazywa tendencyjność.

      Co do wrzuconego przez Ciebie linku – o tym cały czas piszę. Dlaczego 64-latek nie oburza Cię na tyle, by poświęcić mu notkę? Dlaczego nie piszesz, że 15 lat to dla niego za mało? Że bez względu na wiek, za takie czyny powinien być skazany na kamieniołom? Pewnie usprawiedliwisz go właśnie wiekiem i tym, że nie jest księdzem, to można go potraktować łagodniej? Bo to niska (a przynajmniej niższa niż u księdza, no przecież!) społeczna szkodliwość czynu…

      • Joanna pisze:

        Zdaje się, że też prowadzisz bloga lub prowadziłaś, bo widzę, że go nie aktualizujesz. I jakoś nie zauważyłam, abyś poruszała każdy temat, który pojawi się w prasie.

        A co do zmian na prowincji – hu, hu, chyba masz nadmierne oczekiwania albo bujną wyobraźnię. Gdy widzę, jakie cyrki wyczynia ksiądz, który nie chce ochrzcić dziecka z mojej rodziny, bo jest nieślubne, to wcale nie mam poczucia, że coś się zmieniło.

      • ana pisze:

        To, czy prowadzę bloga i czy go aktualizuję, niewiele ma tu do rzeczy (nie mamy innych argumentów niż ad personam?). Moja sugestia była odpowiedzią na Twój link.

        Co do zmian na prowincji – nie muszę jej sobie wyobrażać, bo tu pracuję, a więc i z konieczności mieszkam. Na co dzień, a nie od święta. I sama widzę, a nie wiem od rodziny/znajomych z prowincji, jak jest. Oczywiście, wiele osób ma mentalność zgoła średniowieczną, ale coraz więcej dobija do wieku przynajmniej XX, jeśli nie XXI. Osób starszych ode mnie, bo moje pokolenie jest jednak bardziej zaznajomione ze światem zewnętrznym prowincji. Śmieszy mnie za to Twoja mentalność, bo wg Twojego komentarza prowincja = Kościół. A przynajmniej ksiądz. Jeśli tak wiele wiesz o Kościele, to powinnaś wiedzieć też, że KK ma dogmaty, a te z zasady są niezmienne. Nie zmieni się więc nauka Kościoła, ale mogą zmieniać się ludzie go tworzący. I pisząc o zmianach nie miałam na myśli księży, a ich „owieczki”. One już nie dają się tak bezwiednie prowadzić na rzeź. Jak Ty ewidentnie twierdzisz.
        Natomiast jeśli cyrkiem nazywasz to, że ksiądz nie chce udzielić sakramentu, który powinien być niejako konsekwencją innego sakramentu, to znaczy, że kompletnie nie rozumiesz religii. Nie Kościoła, wiary i księży, a religii. Bo dlaczego ksiądz ma pozwolić na jakiś sakrament, skoro proszący o ten sakrament odmówili przyjęcia innego sakramentu? To tak, jakbyś liczyła na to, że pracodawca da Ci premię, gdy Ty odmówiłaś wykonania dodatkowej pracy. W wielkich miastach też księżom zdarza się odmówić chrztu – i to może częściej niż na prowincji. I halo jest tam jakieś takie mniejsze. Czyżby owo wielkie halo oznaczało wielce prowincjonalną mentalność? Nie patrz więc na księdza, a spójrz na owieczki. I tam szukaj zmian, ale nie tam, gdzie ich wręcz nie ma prawa być. Bo zatrzymujesz się ze swoimi poglądami w średniowieczu, gdy otoczenie jest już dawno w nowożytności

      • Joanna pisze:

        Moja droga, obawiam się, że zupełnie nie czytasz tego, co się do ciebie pisze. Skoro moją odpowiedź, że nie mam obowiązku zajmowania się tym, co się tobie podoba, zwłaszcza, że sama tego nie czynisz, uznajesz za atak personalny to… brak mi słów. Podobnie, jak na namiętną apologię pryncypiów kościoła, która jest całkowicie chybiona. O ile dobrze pamiętam o chrzest dziecka proszą rodzice i deklarują wychowanie go w wierze, w czym mają pomóc chrzestni. Nigdzie nie ma tu wzmianki o tym, że małżeństwo jest warunkiem sine qua non. Na tej zasadzie Kościół powinien apriori odmawiać chrztu wszystkim samotnym matkom, bo ich brak sakramentu także nie rokuje. A to troszkę kłóci się z „urodź i wychowaj, dziecko, nawet z gwałtu, jest niewinne”. Czyżby dziecko z gwałtu było niewinne, a dziecko poczęte z miłości winne? Może w takim razie tacy rodzice powinni na wszelki wypadek deklarować, że matka została zgwałcona, bo wówczas chrzest by się jej należał.

        Przy okazji – polecam lekturę artykułu http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/stop-pedofilii
        Zwłaszcza akapit „A wszystko to jakby Kościół nie miał za sobą smutnego doświadczenia skandali pedofilskich w Stanach Zjednoczonych i 145-stronicowego raportu Episkopatu USA, z którego wynika, że w latach 1950-2002 ze 110 tys. żyjących w USA kapłanów 4392 miało kontakty seksualne z ponad 10 tys. dzieci. Odszkodowania dla ofiar molestowania seksualnego kosztowały dotąd Kościół w USA ponad 600 mln dol.” 40% pedofilów, 10 tys. skrzywdzonych dzieci… Ale nie ma im co współczuć, przecież to nie rodzice uczynili im krzywdę, prawda?

      • ana pisze:

        Moja droga, obawiam się, że zupełnie nie czytasz tego, co się do Ciebie pisze, bo kompletnie nie odnosisz się do tego, co napisałam, a utwierdzasz w swoim własnym jedynie słusznym zdaniu. Czytasz tak, jak Tobie wygodnie. Atakiem personalnym na pewno nie nazwałam tego, że nie zajmujesz się na blogu tym, co się mnie podoba. Przeczytaj ze zrozumieniem to, co napisałam, i wtedy mi odpowiadaj, zwłaszcza o takach personalnych. Bo na razie chyba nie wiesz, o czym piszesz.

        Masz rację, małżeństwo nie jest warunkiem otrzymania chrztu, ale żyjemy w kraju konserwatywnym, więc ja się tylko dziwię, że Ty się dziwisz, że jest tak, a nie inaczej. Z drugiej strony, jeżeli chce się brać udział w życiu Kościoła, to wytłumacz mi, dlaczego wybiórczo? Dlaczego prosić o jeden sakrament, a drugi uważać za zbędny? Czy religie nie działają w myśl zasady „wszystko albo nic”? To nie jest kwestia chrzest się należy czy nie (i może powstrzymam się od komentarza nt. tego, co napisałaś wyżej o gwałcie), a tego, na ile chcemy należeć do danej społeczności i jej reguł.

        Co zaś do ostatniego akapitu – czy ja gdziekolwiek zanegowałam krzywdę uczynioną dzieciom przez księży pedofili? Nie. Nawet przyznałam Ci rację, że jest jedna z najgorszych odmian tego zjawiska. Ale naprawdę zaczynam mieć wrażenie, że chcesz mi udowodnić, że innych pedofili nie ma na świecie. A ja chcę Ci tylko uświadomić, że nawet nie próbujesz pokazać statystyki, przytoczyć naukowych badań i chyba kompletnie nie obchodzi Cię krzywda dzieci, a zależy Ci na dokopaniu Kościołowi i to katolickiemu (dlaczego nie prawosławnemu, buddystom czy muzułmanom? Proste: Kościół katolicki dominuje w kraju, w którym żyjemy). Gdybyś poszukała głębiej, dotarłabyś do raportu amerykańskiego (ten problem jest chyba największy w USA) przygotowanego dla tamtejszego Departamentu Edukacji. I nie szukaj go w mediach, bo w mediach zawsze będzie nacechowany subiektywnie. A już na pewno nie szukaj go w mediach lewicowych (naprawdę uważasz, że Przegląd jest OBIEKTYWNYM źródłem informacji? Żadne czasopismo nie jest obiektywne. Żadne medium – obejrzyj raz wszystkie dzienniki wieczorne i porównaj sobie wydźwięk tych samych informacji oraz ich hierarchię). A gdybyś tylko poczytała niszowe tytuły, zauważyłabyś, że to media rozdmuchują problem, bo jest to najłatwiejszy sposób na zdobycie oglądalności/słuchalności/czytelnictwa – słowem: zarobienia na siebie. Media nie zważają, że trzeba się wziąć za KAŻDY aspekt problemu, nie tylko kościelny, ale biorą pod lupę tylko to, co da popularność. A tego nie da krzywda, jaka codziennie dzieje się w domu dziecka – to temat jednorazowy, pożyje dzień, dwa. A pedofilia wśród księży jest już tak mocno emocjonalnie nacechowana, że będzie żyć wiecznie. Dlaczego słyszmy tylko o zarzutach pedofilii, a gdy kogoś oczyści się z tych zarzutów, świat się tego nie dowiaduje? To jest właśnie siła mediów, którą jesteś, widzę, mocno przekarmiona. Ludzi, tak jak Ciebie, nie obchodzi, czy księży pedofilów jest mniej czy więcej. Ludzi nie obchodzi, że robią dzieciom to samo, co nauczyciele w szkołach, opiekunowie w domach dziecka czy sąsiedzi. Bo w końcu w Polsce nawet najcieńsze ściany w blokach są dźwiękoszczelne ściany, prawda?
        No, ale wg Ciebie nie ma co współczuć dzieciom skrzywdzonym przez rodziców czy nauczycieli, bo przecież to nie księża uczynili im krzywdę, prawda?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: