Może jednak warto nie poddawać się

PrzechwytywanieOd wielu lat zdumiewa mnie fenomen postanowień noworocznych, wakacyjnych, urodzinowych i wszelkich innych. Chyba każdy z nas – świadomie lub nie – ma co jakiś czas poczucie, że marnotrawi czas. Myśli, że powinien mocniej, więcej, dłużej, lepiej. Uczyć się języków, spędzać czas na siłowni a nie przed telewizorem, jadać zdrowiej…  Najczęściej podobne przeświadczenie pojawia się w jakimś mniej lub bardziej przełomowym momencie – gdy zbliża się nowy rok, kolejne urodziny, wakacje, następny rok akademicki. Ze smutkiem uświadamiamy sobie wówczas, że minął kolejny rok, wielkimi krokami nadchodzą wakacje, a my znowu nie uczyliśmy się więcej, a oponka na brzuchu zamiast zniknąć, jeszcze urosła. Efektem tych ponurych konstatacji jest zwykle mocne i ambitne postanowienie poprawy, na realizację którego brakuje zwykle czasu, energii, samozaparcia… Nie udało się dwa dni temu, wczoraj, dzisiaj pewnie też się nie uda, trudno. Koniec. Finito. Może jednak warto nie poddawać się? W końcu każdy najmniejszy nawet krok uczyniony w dobrym kierunku oznacza się, że powoli i z mozołem, ale jednak idziemy w dobrym kierunku.

Padłeś? Powstań!

postanowienia-noworoczne-tydzień-późniejOczywiście z okazji nowego roku, urodzin, wyjazdu zagranicznego narobiłam mnóstwo ambitnych postanowień – podszlifuję język, popracuję nad kondycją…   I gdyby patrzeć jedynie na rezultaty, to poniosłam sromotną porażkę, gdyż nie udało mi się zrealizować w pełni żadnego z celów. Niektóre z nich z czasem całkowicie zarzuciłam, inne poszły trochę lepiej, jeszcze innym musiałam zmienić termin realizacji… Najchętniej spuściłabym nad większością bardzo szczelną i nieprzeniknioną zasłonę milczenia. Dlaczego jednak tego nie robię i rozpamiętuję swoje porażki? Niekoniecznie dlatego, że jestem w nastroju masochistycznym i mam ochotę biczować się poczuciem winy i delektować własną ułomnością.  Po raz pierwszy bowiem wzięłam sobie do serca cytat z mojego ukochanego Wiedźmina: „Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać.”Dzięki czemu przestałam tak bardzo przejmować się drobnymi niepowodzeniami i zaczęłam się skupiać na większych i mniejszych sukcesach, a także na tym, aby jedna mała porażka nie przekreśliła całego planu. To trochę tak jak z odchudzaniem się. Można ustalić sobie bardzo ambitny plan – 1000 kalorii, bez ziemniaków, bez pieczywa, bez słodyczy, bez alkoholu i się go trzymać. Ale jeśli jednego dnia skusimy się na ciastko, a nawet na kawałek tortu lub kebaba, nie oznacza to wcale przekreślenia całej diety, gdyż od 200 nadprogramowych kalorii jeszcze nikt nie umarł. Jeśli jednego dnia nie udało się nam zrealizować planu, należy w miarę możliwości naprawić to dnia następnego. Nadrobić w pełni nie zawsze się da, a perspektywa 3 godzin na siłowni może zniechęcić nawet najwytrwalszych. Lepiej odrabiać wpadkę stopniowo i pouczyć się te 15 minut więcej albo zmniejszyć porcję obiadową o jednego ziemniaka. Wiele osób, w tym ja, ma nastawienie „wszystko albo nic”. Jeśli wiem, że nie mam czasu na godzinę włoskiego, nie uczę się wcale. Błąd. Lepiej chociaż zajrzeć do książki i zrobić jedno małe ćwiczenie, niż całkowicie sobie odpuścić. Z doświadczenia wiem, że jeden zarzucony trening skutkuje kolejnym, następnym i w efekcie mija tydzień, a potem następny a rower stoi odłogiem.

Morgen ist heute schon gestern

Moim zdaniem kluczem do powodzenia naprawdę może być pozytywne nastawienie. Zawsze jest jeszcze magiczne „jutro”. Wystarczy odrobina wiary.  I nie mam tu na myśli korporacyjnych, hurraoptymistycznych, motywacyjnych gadek do lustra: „Jestem zarąbisty i jutro dostanę Nobla”. Chodzi raczej o to, aby nie zniechęcać się drobnymi porażkami, ale cieszyć nawet z małych sukcesów. W końcu zawsze lepiej poznać nawet 5 słówek zamiast 10, schudnąć o połowę mniej niż się zamierzało, ale przynajmniej nie tyć i zrobić maseczkę raz na tydzień niż raz na miesiąc. Mały krok w przód jest lepszy niż taki sam w tył, a sięgając znowu do mądrości z Wiedźmina: „Mieć pół miliona i nie mieć pół miliona, to jest w sumie cały milion.”

Zatem – alleluja i do przodu!

Ja wiem – nie będzie łatwo poczuć, że się żyje
Może jednak warto nie poddawać się

Masz siłę, masz wiarę – raz jeszcze pozbieraj się
Nie żyjesz za karę, nie…
Masz wiarę, masz siłę – choć siebie czasami dość
Twe serce znów bije, choć…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: