„Krwawa zemsta” Joanny Chmielewskiej – recenzja

Chmielewska_krwawazemstaSięgając po „Krwawą zemstę” Joanny Chmielewskiej, miałam nad wyraz mieszane uczucia. Książki Chmielewskiej mają stałe miejsce w zakątku duszy, odpowiedzialnym za ulubioną literaturę. Niestety, ostatnie powieści damy polskiego kryminału były, co tu dużo mówić, nieudane, rozczarowywały i nie śmieszyły, a czytając je miałam wrażenie, że czytam nie powieści Chmielewskiej, ale jej nieudolnej naśladowczyni. Zaczęłam lekturę z nikłą nadzieją i ogromną obawą, zastanawiając się, czy uda mi się znaleźć „dawną” Chmielewską. I…

I przede wszystkim przeprowadziłam solenny literacki rachunek sumienia. Musiałam przypomnieć sama sobie, że owszem nasiąkła powieściami Chmielewskiej skorupka Jasia (w tym wypadku Asi), ale od czasu, gdy je pochłaniałam hurtem minęło dobre 15 lat. W międzyczasie ukończyłam studia humanistyczne, wyszłam za mąż, zmieniłam kilka razy pracę i miejsce zamieszkania… Siłą rzeczy zatem nie mogę podchodzić do niezłych, ale nie wybitnych powieści kryminalnych tak samo, jak do wierszy mojego ukochanego Barańczaka albo powieści Miłosza. Wyzbywszy się przesadnych oczekiwań mogłam już z czystym sumieniem przystąpić do lektury, która zapewniła mi kilka godzin niezłej rozrywki.

Co, gdzie, kto, z kim i dlaczego?

Akcja powieści rozgrywa się głównie w biurze projektowym, przypuszczalnie w czasach mniej więcej współczesnych. Początkowo nie byłam tego całkowicie pewna, gdyż ani razu nie było narzekań na „małpią pocztę”, ani nawet stosunku pani Chmielewskiej do gejów. Ale skoro wyjątkowo nie brużdżą żadni dygnitarze, a główni bohaterowie używają do pracy przeważnie komputera i przemieszczają się samolotami… Cała intryga zaczyna się od brutalnego morderstwa na niewłaściwej osobie, które zdaje się nie mieć nic wspólnego z dalszymi wydarzeniami, na które składają się z dwa główne wątki – problemy małżeńskie Majki i Dominika (tak, znowu Dominik, ale przynajmniej nie Bożydar) oraz poczynania pseudoszajki złoczyńców. Problemy zaś zaczynają się, gdy tzw. Kręcidupcia, nowa pomoc techniczna w biurze, w którym pracuje Dominik, dochodzi do wniosku, że musi wyjść za mąż, ale koniecznie bogato, z mieszkaniem, pozycją i w ogóle. Po wytypowaniu na ofiarę Dominika rozpoczyna zabiegi uwodzicielskie, polegające nie tylko na kręceniu pośladkami, ale też uraczeniu delikwenta nieziemskim seksem i… odmówieniu dalszych rozkoszy, dopóki facet się nie rozwiedzie i nie ożeni z nią. Metoda okazała się skuteczna, Dominik dostał małpiego rozumu, więc Majka wspierana przez przyjaciółki, rodzinę i inne ofiary Kręcidupci próbuje jakoś przetrwać, licząc na to, że kurtyzana się przejedzie na charakterze męża.

Charakterku niewąskim zresztą. Przyznam, że nawet ja, przyzwyczajona do dziwacznych postaci Chmielewskiej, miałam poważne trudności z wyobrażeniem sobie takiego indywiduum. Kobiety, która by wyszła za mąż za kogoś takiego, także. Jak tu bowiem przejść do porządku dziennego nad mężczyzną, który w domu nie kiwnie palcem, o ile nie jest zmuszany i nie są to zadania łatwe do wykonania; odmawia zarabiania pieniędzy, ale zarazem narzeka na to, że jego żona całymi dniami pracuje, a w dodatku wszystkie swoje błędy i wypaczenia wymazuje z pamięci tak skutecznie, że sam zaczyna wierzyć w to, że ich nigdy nie było?! W dodatku to duże dziecko zakochuje się w kobiecie o inteligencji owcy, która nie potrafi gotować, ale za to ma wymagania, obejmujące m.in. dostarczanie znienawidzonych pieniędzy. A wisienką na torcie jest Majka, znana także jakomatka-polka, skrzyżowana z matką Teresą z Kalkuty i Rafaelem albo innym Donatellem. Czyli kobieta, która idealnie wychowała dzieci, ma idealnie zorganizowaną kuchnię, nie wymaga od męża niczego, nawet robienia zakupów, a w chwilach wolnych projektuje wspaniałe dekoracje. Wszystko oczywiście bez słowa skargi. I oczywiście grająca w brydża, ale odkąd sama opanowałam tę wspaniałą umiejętność nie mam pretensji. I czuję ogromną ulgę na myśl, że mój mąż nie czyta Chmielewskiej, bo jeszcze wyobraziłby sobie, że coś takiego faktycznie istnieje we wszechświecie.

Warto, czy nie warto – oto jest pytanie

Mimo drobnych zastrzeżeń do charakterów postaci, zbyt podobnych do stad mężów i różnych Elżuni, książka mi się podobała. Przypuszczalnie dlatego, że po raz pierwszy od dawna w książce coś się jednak działo. Trup był tylko jeden, ale za to ile mniej i bardziej udanych oryginalnych prób uszkodzenia ciała! W dodatku posiadówki przy alkoholu i zakąskach zajęły max 10%, a nie 3/4, jak to było w „Porwaniu”. Był także humor, może nie taki, jak w „Lesiu” albo „Wszyscy jesteśmy podejrzani”, ale też niezły. Może trochę za wiele wiatraków, a za mało chmielecczyzmów, ale… Udało się jej za to wyciąć swoje prywatne przekonania i prawie nie było żadnych negatywnych wyrażeń o gejach, „małpiej poczcie”, ekranizacjach książek i tym podobnych. Było za to kilka stałych elementów i powtórzeń, o które nawet trudno tak do końca mieć pretensje, gdyż każdy, kto para się słowem pisanym, zdaje sobie sprawę, jak trudno uniknąć pewnej maniery. Sama wiem, że w moich tekstach roi się od aczkolwieków, których staram się unikać przynajmniej na blogu. Mimo wszystko bardzo bym się ucieszyła, gdyby na świecie pojawili się mężczyźni o imieniu innym niż Dominik, a jedyną łatwą do przygotowania i odgrzania potrawą w tym kraju przestały być pierogi. Które zresztą uwielbiam na równi z moimi biodrami i których muszę sobie odmawiać, bo dżinsy się na mnie obrażają. W ogóle mogliby mniej jadać w tych książkach, wówczas może czytaniu nie towarzyszyłoby nieustanne burczenie w brzuchu. Znacznie bliższy pod tym względem jest mi „Klin” i bohaterka, która ma zapas herbaty na tydzień, a jeść nie musi.

W każdym razie – było nieźle. A ja zaraz po śniadaniu, zabieram się za czytanie jeszcze raz. Niestety, e-booki sprawiają, że czasem się gubi „smaczki”. Przynajmniej ja tak mam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: