„Promocje” świąteczne

Idą święta, a wraz z nimi promocje. Skrzynka na listy i skrzynka mailowa aż pękają w szwach od zalewu reklam, którymi sklepy, banki i biura podroży, próbują złapać na lep naiwnych klientów i wcisnąć im wszystko – od garnków po ubezpieczenie zdrowotne. A wszystko to pod płaszczykiem świątecznych promocji, zniżek i wyprzedaży, na których skorzystać ma wyłącznie sprzedawca.

Przesyłka do odbioru

Od dłuższego czasu większość prezentów świątecznych kupuję przez Internet. Komfort robienia zakupów w domku, przy filiżance kawy , bez dyszących ci w kark i potrącających cię ludzi jest nie do przecenienia. Potwierdzenia zamówienia, informacje o wysyłce, potwierdzenia płatności i tym podobne zaśmiecają  mi skrzynkę już od połowy listopada. Wśród nich zaplątała się wiadomość „Przesyłka do odbioru”, która nieomal przyprawiła mnie o zawał, gdyż przestraszyłam się, że nie daj Allachu umówiłam się na odbiór osobisty książek w Białymstoku albo kosmetyków na Śląsku. Szczęśliwie była to tylko kolejna reklamówka, która zachęcała mnie do nabycia zupełnie mi niepotrzebnej kolekcji kart ze zwierzątkami (chyba), „kusząc” tym, że jest całkowicie darmowa i rekomendując jako idealny prezent. Wystarczy jedynie opłacić koszty przesyłki i voila. Owszem, zamówione karty zapewne otrzymamy, ale zarazem zwiążemy się z firmą/wydawnictwem/czymkolwiek umową, która zobowiązuje nas do kupowania kolejnych części kolekcji – komplecik jedynie 20 złociszy. Zawieranie umowy w ten sposób jest co najmniej nieetyczne. Przede wszystkim dlatego, że wiele osób nawet nie zobaczy, iż zakłada sobie  pętlę na szyję, widząc jedynie rzucający się w oczy komunikat „Podaj swoje dane nim będzie za późno”. Poza tym nigdzie nie ma warunków  umowy, regulaminu, informacji na temat sposobu odstąpienia od umowy i tym podobnych informacji. Można się do nich dokopać, przechodząc na stronę www, podaną w stopce, ale czy nie powinny znajdować się bezpośrednio na landing page’u? Nie wiem. Czy jest to  całkowicie legalne? W kraju, w którym działa firma Presco i e-sądy nic mnie już nie zdziwi. W każdym razie serdecznie namawiam, abyście widząc podobne maile, uważnie czytali mały druczek i zadali sobie trud przeczytania umowy, abyście się nie zdziwili widząc kolejne przesyłki i wezwania do zapłaty.

A może darmowy tablet?

Getin Bank został tyle razy obsmarowany przez pana Macieja Samcika, że obchodzę go z daleka. Ale jako iż od dłuższego czasu szukam nowego ROR-u, a na liście życzeń mam czytnik postanowiłam sprawdzić, czy przy okazji zmiany banku nie mogę wyciągnąć czegoś dla siebie. W tym wypadku  200 zł na zakupy na merlin.pl. W sumie mogłabym, ale oznaczałoby to związanie się z bankiem na pełne dwa lata, a za każdy miesiąc, w którym nie wywiążę się z dosyć restrykcyjnych obowiązków (płatność kartą debetową minimum 400 zł na miesiąc i minimum 1000 zł miesięcznych wpływów), bank ma prawo skasować mnie na minimum 9,99 zł miesięcznie.  Ile więcej nie wiem, gdyż do regulaminu nie dołączono tabeli opłat i prowizji, więc nie mogę sprawdzić, czy nie muszę dopłacać za wydanie owej karty, token, czy coś podobnego. Oznacza to ni mniej ni więcej, że jeśli nie zdecyduję się na związanie z Getin Bankiem na dobre i na złe, wymarzony czytnik po prostu kupię sobie na raty i za otrzymane 200 „w prezencie” 200 złotych oddam bankowi 240.  Nie są to więc nawet raty 0%. Wydaje mi się, że będzie to jakieś 19% w skali roku. Chętnie bym się upewniła, gdyż  moja znajomość matematyki jest średniawa, ale wszystkie kalkulatory pożyczkowe, jakie znalazłam w Internecie, odsyłają wyłącznie do landing page’ów, zachęcających do podania swoich danych osobowych, które posłużą do przygotowania oferty.  I – oczywiście  -„świątecznej promocji”.

Oferty owiane tajemnicą

Najbardziej poronionym pomysłem są promocje i oferty, z którymi nie można się zapoznać. Część firm najwidoczniej uznała, że jej promocje i oferty są tak kiepskie, że nie wolno klientowi pozwolić na dokładniejsze zapoznanie się z nimi lub (niech nas Opatrzność broni) przemyślenie ich. Niech klient lepiej zostawi namiary, a my do niego zadzwonimy. Wówczas będzie można trochę pokręcić, nie odpowiedzieć na pytanie, zagadać klienta itd. Tymże to sposobem nie wiem, co też chciał mi zaoferować Play i Orange. Po pierwsze – mam po dziurki w nosie ciągłego telefonicznego nagabywania, po drugie – nie będę wyrażać zgody na spam od kilkunastu partnerów obu firm.

Ciekawa jestem doprawdy, kto wpadł na ten durny pomysł, gdyż zakłóca on całkowicie proces, jakim człowiek kieruje się przy kupowaniu.  Czyli musi coś zobaczyć (w tym wypadku smartfon lub tablet), zapragnąć tego i kupić! Tutaj pomiędzy „zapragnąć” a „kupić” całkowicie niepotrzebnie wciska się wykonanie dodatkowych akcji, czyli  podania danych, odebrania telefonu i dopiero (może) kupienia. Zanim ktoś z infolinii do mnie zadzwoni mogę przecież przeczytać 10 podobnych maili, mogę gdzieś zostawić telefon, mogę być akurat na spotkaniu, a po drodze z pracy wpaść do centrum handlowego i zamiast smartfona kupić kolczyki.

…i zagadkowe

Jak się okazuje wszyscy handlowcy i specjaliści ds. marketingu uznali, że święta to czas, kiedy można sprzedać wszystko. W związku z czym ilość otrzymywanego spamu na minutę bieżącą przyrasta w tempie zastraszającym. Okazuje się, że w prezencie mogę kupić nie tylko rękawiczki, koszulę, tablet czy perfumy, ale także wiele rzeczy, o których nie pomyślałabym. A do wyboru mamy m.in. „to, co najcenniejsze”, czyli abonament w Medicoverze. Mogę także skusić się na zakup niewielkiej nieruchomości od Home Broker, w sam raz pod choinkę, szczególnie, że ich oferty są szykowane „tylko dla mnie”, abym to ja „mogła się nimi cieszyć”. Ofertami?! Ponadto karmę dla psa (bo przez resztę roku zapewne go głodzę. A, racja, nie mam psa), abonament w dowolnej telewizji cyfrowej, a nawet bazy danych. Skąd u licha pomysł, że mogłabym akurat przed świętami myśleć o uzupełnianiu baz danych to już naprawdę zagadka.

Ciekawych propozycji miałabym zapewne więcej, ale gmail doskonale radzi sobie ze spamem, więc na pewno będę miała zmarnowane święta, a cała rodzina pogniewa się, iż nikomu nie kupiłam butów roboczych z przodonoskami w Juli, krajalnicy i fotokalendarza. Gdyby tak jeszcze chcieli obrazić się spamerzy…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: