Dopłać, by zyskać, przynajmniej w teorii ;)

Spamu reklamowego banków, wysyłanego za pośrednictwem Wirtualnej Polski, której konta pocztowego, używam do rejestrowania się na szmatławych portalach, zwykle nie czytam w ogóle. Jednakże odkąd zmagam się z reklamacją w swoim banku i poważnie rozważam  przeniesienie się wraz z kontem i lokatami gdzie indziej w przypadku nie uznania moich racji (nad bankiem jeszcze się poznęcam, bo od maja nie mogę się doczekać satysfakcjonującego załatwienia reklamacji), zaczęłam uważniej przeglądać oferty ROR-ów i lokat. Przy okazji rzuciłam okiem na ofertę kredytu hipotecznego, oferowanego przez Open Finance, rzekomych „doradców finansowych”, którzy zasłynęli w mojej świadomości jako firma wyjątkowo sprytnie i bezwzględnie wyciągająca złotówki z kieszeni klientów, obiecując im gruszki na wierzbie. Kredytu hipotecznego bynajmniej brać nie zamierzam, ale nie mogłam się oprzeć pokusie sprawdzenia w jakiż to sposób zamierzają zrealizować obietnicę: „Powiększ swoją zdolność kredytową! U nas dostaniesz więcej!”

Po otworzeniu maila zobaczyłam piękną, kolorową grafikę, o taką, ale gdybym się chociaż przez chwilę łudziła (a nie łudziłam!), że dowiem się

jakież to są metody zwiększania zdolności kredytowej to nie udałoby mi się, gdyż grafika jedynie przenosiła nas do formularza, w którym mogłam wpisać swoje dane kontaktowe. Z mojego doświadczenia jako tajemniczego klienta wynika, że zaprosiliby mnie do oddziału, gdzie podpisałabym upoważnienie do reprezentowania mnie, a bank zwróciłby się do zaprzyjaźnionego banku by coś mi zaproponować lub dostałabym „gotowca”, czyli ofertę kredytu, który bankowi wyjątkowo „nie idzie”. W tym wypadku chodzi (moim zdaniem) o drugą wersję, gdyż pod śliczną graficzką wyłuszczono dla co bardziej upierdliwych i dociekliwych jednostek o co chodzi.

A chodzi o to byśmy dopłacili do średnio atrakcyjnego kredytu, przejechali się na wzięciu kredytu na 1005 wartości nieruchomości i jeszcze odeszli przekonani, że zrobiliśmy interes życia. Pomysłowe, ale tylko na pozór, gdyż wystarczy odrobina logicznego myślenia, nawet bez wiedzy o kredytach hipotecznych. Rzeczona oferta wygląda bowiem tak (zaznaczenia moje):

Pomijam chwilowo fakt, że kredyt jest przeznaczony dla osób, spełniających wyśrubowane wymagania programu „Rodzina na swoim” i przechodzę do tego, co mnie najbardziej zaintrygowało w tej ofercie. I nie była to nawet liczba wymaganych ubezpieczeń, które należy wykupić, by otrzymać średnio promocyjne oprocentowanie kredytu, wynoszące 5,42% (plus marża plus ubezpieczenia), ani nawet fakt, że do czasu ustanowienia hipoteki dopłacamy do interesu 2% wartości kredytu rocznie, ale na dwa malutkie drobiazgi: konieczność połączenia produktu z ofertą inwestycyjną oraz LTV. Zacznijmy od LTV (współczynnik między wartością kredytu a wartością nieruchomości, na chłopski rozum – LTV 100% oznacza, że bierzemy kredyt równy wartości nieruchomości, 90% niższy, 110% wyższy). Promocyjne oprocentowanie otrzymamy biorąc kredyt na 100% wartości nieruchomości, ale… dopóki nie spłacimy minimum 20% wartości nieruchomości, to do marży będzie naliczało się nam 0,25%. Zapewne można tzw. wkład własny wnieść po otrzymaniu kredytu, ale jak znam życie jest to obwarowane dodatkowymi opłatami. Sprawdziłabym jak dużymi, ale nigdzie nie ma tabeli opłat i prowizji. W mBanku za podobną sztuczkę, wykonaną w pierwszych trzech latach posiadania kredytu, należy wnieść opłatę w wysokości 2% nadpłaconej kwoty, w innych bankach podobnie. Drugi sposób wyciągania pieniędzy jest jeszcze ciekawszy. Otóż, aby zasłużyć na miłość Open Finance i niższe oprocentowanie, należy wraz z nim inwestować. I to niemało gdyż 100 zł za każde 100 tys. kredytu i tak co miesiąc. Zakładając, że weźmiemy kredyt na 300 tys. musimy co miesiąc dawać OF skromne trzy stówki, których możemy nigdy nie odzyskać, gdyż wiadomo jak wygląda inwestowanie w fundusze. Mogę się mylić, ale  podliczywszy wszystkie marże, ubezpieczenia, dodatkowe punkty procentowe wychodzi nam kredyt oprocentowany na grubo ponad 11 procent, oczywiście plus nasze 3 stówki. Czyli do miesięcznej raty, niech będzie, że 1500 peelenów miesięcznie, dopłacamy 300 zł, czyli 1/5 naszej raty. Okazja!

Moim skromnym zdaniem nie warto się prosić OF o łaskę (i dopłacać do niej !)i lepiej wziąć 7-8% gdzie indziej. A szukając promocyjnego kredytu nie warto wierzyć reklamom, zwłaszcza reklamom Open Finance, które od dawna są mocno bałamutne i mam nadzieję, że nikt się na nie nie nabiera.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: