Klisze i kwasy, czyli jak nie prowadzić profilu na Facebooku

Facebook.  A może Facebóg. To obecnie najpopularniejszy portal społecznościowy, który skupia już 8,3 miliona Polaków.Portal, który – nie oszukujmy się – każdy, nawet w pracy ma włączony gdzieś w tle i co jakiś czas zerka – co nowego, kto wrzucił fotki, jaka ma być pogoda i tak dalej. Nic więc dziwnego, że większość firm wykorzystuje ten boom i właśnie na Facebooku założyło profile firmowe, próbując za wszelką cenę stworzyć wokół swojej marki krąg fanów. Szkoda tylko, że niewiele firm wie jak to robić.

Większość firm powierzyła prowadzenie swoich profili na Facebooku specjalistom do spraw marketingu (przynajmniej z nazwy lub tytułu, bo znających się na prowadzeniu profilu tyle co przysłowiowa świnia na gwiazdach) lub agencjom PR. Efekt? Atak klonów, mniej więcej taki:

Widać to chociażby w takie dni jak dzisiaj. Włączam Facebooka, a tam na każdym profilu, od sklepów internetowych po biura podróży życzenia z okazji Dnia Matki. Żeby chociaż życzenia. Gorzej jeśli jest to prymitywne namawianie do kupowania prezentów ze swojej oferty. Aczkolwiek i tak najbardziej ciała dało Heyah (czemu mam ich profil w obserwowanych?!), które wystąpiło ni mniej ni więcej tylko z żenującą propozycją: „Oznacz swoją mamę w komentarzu & napisz za co ją kochasz ♥„. O! żesz! kurczę! ja piórkuję! Może jeszcze niech przybije piątkę? Osobiście  dziwię się, że nikt jeszcze nie wystąpił z inicjatywą pt. „Kto kocha swoją mamę daje lajka”. No, kto by nie kliknął, że kocha?!

Głupota ludzka mnie boli i dlatego postanowiłam pokazać tak zwanym marketingowcom, że to, co doskonale wygląda w teorii, np. w strategii marketingowej w praktyce jest przykładem żenady, porażki i strzału w stopę!

1. Wysilcie się na oryginalność lub znajdźcie jakiś pomysł na siebie

Wiadomo – są elementy stałe, których trudno uniknąć takie jak przywitanie się, życzenia udanego weekendu itp, ale na niektórych profilach w zasadzie nie ma niczego więcej, poza reklamą swoich produktów. Większość w ogóle wygląda jak robiona przez kalkę albo wywoływana z tej samej odbitki. Nie róbcie u siebie kliszy z innego profilu! Zawsze chyba da się znaleźć jakąś niszę albo pomysł na odróżnienie od setek innych fan page’ów, lepszy gorszy, ale inny.  Sklep internetowy Sanoe.pl na przykład codziennie zamieszcza informacje o imieninach, portal turystyczny nextur przy newsach o koncercie czy innym wydarzeniu dorzuca propozycje wycieczek po okolicy, Grecos pokazuje co jest ciekawego w Grecji i rozbudza chęć do pojechania tam… Można ? Można!

2. Nie więcej niż 1-2 informacja dziennie!

Jeśli na swojej tablicy widzę 10 informacji z rzędu to ręka automatycznie wędruje do przycisku „Nie lubię”. Tymże to sposobem z moich obserwowanych zniknęły chociażby Kreacje na topie, które potrafiły dodawać po 20 wpisów dziennie, począwszy od linków do stylizacji poprzez pytania o ulubiony antyperspirant (please!), aż po niekończące się prośby by głosować na stylizacje tej i owej i jeszcze tamtej blogerki w jakimś konkursie. A także  sklep internetowy Czas na buty, który ofertę ma niezłą, ale irytował mnie niepomiernie wrzucaniem wszystkich (sic!) stylizacji z ich butami, jakie się pojawiały na blogach szafiarek. Pomijając już 15 z rzędu zdjęć, przez które nie mogłam się przebić do interesujących mnie informacji, to przecież każdy wie, że 90% tych stylizacji jest sponsorowanych. Co więcej sklepy i blogerzy nie mają nawet na tyle klasy by się publicznie nie kłócić o pieniądze, jak to ostatnio pokazała Fashionelka i Schaffaschoes. Tak więc – miejcie umiar!

3. Precz z żenującym wymuszaniem aktywności…

Minęło już pewnie ze 2 lata, a ja wciąż pamiętam „akcję ciepełko”, jaką swego czasu prowadził Travelplanet, zachęcając użytkowników, by zapraszali swoich  znajomych do polubienia jego fan page’a, bo „razem cieplej”. Aaaaa! ŻE-NA-DA! Nie naśladujcie ich.

4.  … i lajków!

Rozumiem, że osoby odpowiedzialne za profile firmowe na Facebooku są rozliczane z rezultatów, ale wpisy typu „za 2385092 5 lajków zrobimy konkurs” skłaniają mnie do natychmiastowego znielubienia strony. Podobnie jak „kto lubi kawę ręka do góry”, „nie lubimy poniedziałków, kto jest z nami?” i tak dalej w tym duchu i stylu! Nigdy nie klikam. Mam wrażenie, że Sanoe, które wcześniej chwaliłam za pomysł na siebie lubi takie sztuczki, podobnie Empik, a już na pewno wszystkie blogerki modowe.

5. Nie kłóćcie się z użytkownikami...

To, co można zaobserwować na profilach ZTM, Orange lub Play, bywa czasem wołaniem o pomstę do nieba. Nikt nie lubi krytyki, ale jak się nawali to trzeba to znieść z pokorą lub załatwić sprawę taktownie i dyskretnie. To czy ktoś dostał bana za przekleństwa w najmniejszym stopniu mnie nie interesuje. Kwasy są gorsze od klisz!

6. … i nie pozwalajcie im prowadzić swoich stron

Przekleństwem niektórych profilów są tzw. „wszechwiedzący” z nadwyżkami wolnego czasu. Przykładowo, ile razy chcę o coś zapytać na fan page’u Polskiego Busa dławię te niewczesne chęci, bo wiem, że zamiast pracowników odpowie mi jeden z kilku „dyżurnych” fanów i jeszcze obtańcuje za to, że nie czytam wnikliwie profilu, bo jakbym przewinęła x postów wstecz to znalazłabym dokładnie takie samo pytanie. Tymże to sposobem Polski Bus również został wyrzucony z lubianych.

7. Fan Page to nie kopia strony

Jeśli macie zamiar zamieszczać na swoim profilu wszystko to, co na stronie to nie zakładajcie go w ogóle! Podobnie, o czym już wspominałam, nie reklamujcie nachalnie swoich produktów i nie zachęcajcie po 5 razy dziennie do ich kupna. To nie działa! A jeśli już musicie to robić to nie wrzucajcie pustego linku! Zachęćcie jakoś by w niego kliknąć.

8. Urozmaicajcie Fan Page

Zdjęcia, video, linki, dowcipy, śmieszne obrazki… Nie bądźcie monotonni.  Aplikacje, zakładki, które udostępnia Facebook też nie są tylko po to by były – korzystajcie z nich. Wyróżniajcie wpisy, dajcie ładne zdjęcie jako cover, najlepiej oryginalny obrazek, dotyczący firmy! Uzupełnijcie informacje!

9. Niech Fan Page żyje!

W Facebooku chodzi o interakcję, szybkość reakcji i odpowiedzi. Jeśli macie zamiar zamieszczać tylko to, co was interesuje i ignorować to, co piszą użytkownicy to lepiej załóżcie bloga firmowego.

26.05.2012, 11:51

________________________

Edit. 26.05.2012, 13:00

Ktoś widać zasugerował się moim blogiem i postanowił spróbować sztuczki „kto kocha mamę daje lajka”.

Reklamy

One Response to Klisze i kwasy, czyli jak nie prowadzić profilu na Facebooku

  1. Ciekawy blog, często aktualizowany pisze:

    Ciekawy blog, często aktualizowany…

    […]Klisze i kwasy, czyli jak nie prowadzić profilu na Facebooku « Between Blank Pages[…]…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: