Ale zawsze możemy pozostać przyjaciółmi …

„Miły przyjacielu, ogromnie uradował mnie Twój niespodziewany list, otrzymany niecałe trzy lata po naszym ostatnim spotkaniu. Radość moja była tym większa, że o Twoim nagłym i gwałtownym zgonie krążyły różne plotki. Dobrze, że zdecydowałeś się zdementować je, pisząc do mnie, dobrze też, że czynisz to tak rychło. […]Jestem wszak Twą miłą przyjaciółką. Zbyt zależy mi na Twej cennej przyjaźni, bym mogła Cię zawieść, drogi przyjacielu. Jeśli w ciągu najbliższych kilku lat zapragnąłbyś napisać do mnie, nie wahaj się ani chwili. Listom Twoim jestem niezmiennie rada.”

A. Sapkowski, Krew Elfów

Kiedy rozstajesz się z kimś, do kogo czułeś coś więcej niż sympatię często padają naiwne, wręcz okrutne słowa „Ale zawsze będziemy przyjaciółmi” , „możemy przecież pozostawać w kontakcie”. Rzadko kiedy coś takiego się udaje, zwykle jest zbyt wiele żalu, poczucia krzywdy. Nie można się pozbyć tkwiącego gdzieś z tyłu głowy wspomnienia, że coś nie wyszło i nie zawsze do końca wiadomo kto zawinił tu bardziej.

Tym bardziej ceni się, gdy mimo wszystko udaje się taką niteczkę przyjaźni zachować. Może nawet nie przyjaźni, ale ślad kontaktu z osobą, która przecież była ci bliska, z którą dzieliłeś się swoimi myślami, nadziejami, z którą snułeś plany na przyszłość… I tym bardziej boli, gdy okazuje się, że tak naprawdę to ów kontakt, owa przyjaźń jest czysto iluzoryczna i sprowadza się do zdawkowej wymiany maili lub wiadomości typu „Co u ciebie?”, „Gdzie się wybierasz na wakacje?”, „szef znowu mnie obsobaczył” i tak dalej i tym podobne. Żałosny small talk, z którego nic nie wynika, ale poza ramy, którego nie potrafisz wyjść, gdyż zdajesz sobie doskonale sprawę  z wyraźnej granicy, która została postawiona. Z granicy, która nie pozwala ci pytać o najskrytsze myśli i odległe marzenia. I zastanawiasz się czasem po co ci to wszystko, czy nie lepiej przeciąć tę poskręcaną, wytartą, powiązaną niedbale nić, wiążącą cię z przeszłością, wydarzeniem, osobą… I dobrze wiesz, że przecinać jej nie chcesz, ale utrzymać jej nie będzie łatwo. Kontakty powoli stają się coraz bardziej sporadyczne, coraz płytsze, ale wciąż łudzisz się, że gdyby przyszło co do czego to możesz na tę osobę liczyć, że wesprze cię dobrym słowem, ucieszy się z sukcesu. W końcu jest twoim „przyjacielem”.

Niestety wszystko ma swój kres, także i nadzieja. Pewnego dnia zasmucony czymś a może uradowany niewielkim sukcesem, iskierką nadziei w ciemnym tunelu, jakim było ostatnio twoje życie chcesz się podzielić swoim smutkiem/szczęściem, piszesz mail i nie możesz się doczekać ani krótkiego „Przykro mi” ani  „Gratuluję” ani „Mam to gdzieś”. Przykro… Smutno… Źle… Czekasz, ale nadzieja słabnie i w końcu odchodzi, bo wiesz, że bez względu na wszystko  nawet jeśli ktoś odpisze ci teraz to będzie to o wiele tygodni za późno i nie będzie już nic znaczyć. Uświadomiwszy to sobie przez kilka gorzkich dni masz ochotę coś zrobić, ale zdajesz sobie sprawę, że tak naprawdę niczego to nie zmieni. Gdyby chociaż odpisał, nie ważne, iż minęło przeszło 2 miesiące mógłbyś chociaż napisać list, będący w znacznej mierze kopią słynnego listu Yennefer do Geralta. Ale nie odpisał a ty wiesz, że tym samym ta krucha i wątła nić pękła i tym razem nikt jej już nie zwiąże… Nie ma po co. Nie warto.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: