Kilka moich odkryć literackich

Dawno nie pisałam o książkach, co dziwne, biorąc pod uwagę, że jesienią udało mi się w końcu zapisać do biblioteki, koleżanki zarzuciły mnie stertą polecanych bestsellerów, w tak zwanym międzyczasie były święta i w rodzinie pojawiło się kilka nowości, a przy okazji udało mi się jeszcze książkę wygrać. Czas zatem dokonać literackiego rachunku sumienia, hurtem. Uwaga, będą spojlery!

Christopher Moore „Baranek”, „Wyspa wypacykowanej kapłanki miłości– odkrycie poczynione dzięki koleżance. Przyznam, że nie do końca udaje mi się wrzucić pana Moore do jakiejś szufladki, gdyż każda powieść, po którą sięgnęłam była inna. „Baranek” to lekko obrazoburcza opowieść o nieznanych losach Jezusa, nowa ewangelia napisana przez Biffa, przyjaciela Jezusa z dzieciństwa. Gorliwi katolicy będą oburzeni, ateiści zawiedzeni, cała reszta z przyjemnością przeczyta tę lekką historię o mesjaszu, który nie wie jak być mesjaszem, który opłaca przyjacielowi prostytutki by z opowiadań dowiedzieć się o co chodzi z tym całym seksem i który czerpie swą wiedzę i mądrość z 3 największych religii świata, m.in. z buddyzmu.  Jak wyglądało pisanie kazania na górze i jakie jest rozwiązanie tajemnicy zmartwychwstania  i całunu turyńskiego nie zdradzę. Przeczytajcie sami.  „Wyspa wypacykowanej kapłanki miłości – zupełnie z innej bajki. Rozgrywająca się współcześnie historia pilota o tendencjach do wpadania w tarapaty, która rozpoczyna się w momencie, gdy główny bohater Tucker Case rozbija samolot w czasie seksu za sterami. Dalej jest już tylko ciekawiej, czego dowieść może sam spis postaci – ludożerca, samozwańcza kapłanka miłości rozdająca Cosmopolitan mieszkańcom niewielkiej wyspy na Pacyfiku, gadający nietoperz, transwestyta i kilku ninja.  Tym, którym udało mi się namieszać w głowie dodam, że „Błazen”, za którego obecnie się wzięłam jest utrzymany w konwencji dramatu szekspirowskiego.

Maureen Lindley„Klejnot Wschodu. Pamiętnik”  – oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o losach chińskiej księżniczki, od 8 r.ż. wychowanej w Japonii, która zostaje żoną mongolskiego księcia, a następnie ucieka i zostaje japońskim szpiegiem, żyjąc na krawędzi w niebezpiecznym Szanghaju. Nie jest to arcydzieło ani w swoim gatunku ani ze względu na wartości literackie. Ciekawa na pewno jest wyraźnie  zarysowana odrębność kulturowa Chin i Japonii, próba pokazana buntu kobiety przeciwko losowi, wyznaczonemu jej przez płeć i urodzenie. Ze smakiem pokazano budzący się erotyzm i zmiany z irytującej dziewczynki w równie nieznośną kobietą. Wadą jest wyraźny dualizm książki, część drugą – szpiegowską czyta się ciężko i mozolnie, styl jest nierówny. Tym niemniej – można poczytać.

Antoni Gołubiew „Bolesław Chrobry”  – całe życie chlubiłam się tym, że powieści historyczne są moimi ulubionymi, opisy obyczajów są jak dla mnie fascynujące a język staropolski brzmi lepiej niż preludium Chopina. No cóż, nie doszłam dalej niż do połowy 1 tomu, przede wszystkim dlatego, że nie udało mi się wyodrębnić żadnego wątku, w który miałabym się wciągnąć. Opis najazdu garstki Wikingów na trzy chałupy na krzyż na 50 stronach ? To chyba nie dla mnie. Z drugiej strony – powieść powstawała przeszło 15 lat i to widać.

Elisabeth Hyde „Córka aborcjonistki – powieść stylizowana na kryminał, trochę w stylu Umberto Eco, gdzie zagadka kryminalna jest wstępem do rozważań na temat natury ludzkiej. Krótkie streszczenie: 2 tygodnie przed Bożym Narodzeniem właścicielka kliniki aborcyjnej i znana na cały kraj aktywistka na rzecz prawa kobiet do aborcji zostaje zamordowana we własnym domu. Kto ? Dlaczego ? Jaką rolę odegrał mąż ofiary a jaką lokalny kaznodzieja, organizujący protesty pod kliniką i zatruwający życie jej pracownikom? Lektura poruszająca i prowokująca, pokazująca w jaki sposób młoda kobieta została „lekarką od aborcji”. Mnie szczególnie urzekło podejście Diany do obowiązków lekarza i przysięgi Hipokratesa, a także odbiór rzeczywistości przez jej córkę.

Jeremy Clarkson „W czym problem” – leży i czeka na zmiłowanie. Pierwszy tom jego felietonów „Świat według Clarksona” przeczytałam z przyjemnością, drugi też mi się podobał, trzeci przeczytałam tylko dlatego, że w kibelku leżał a nic innego nie miałam do czytania. Obecny – zaczęłam i po przeczytaniu pierwszego felietonu zrozumiałam, że znowu będzie o bzdurnych przepisach, BHP, inkubatorach i polowaniu na lisy i … dałam sobie spokój, aby pan JC nie doprowadził do szału mnie. Chociaż może go zgarnę do torebki,  do tramwaju powinien się nadać.

Beata Pawlikowska „Blondynka w Australii – zdjęcia są ładne. Opisy zbyt płytkie, czyta się nieźle, ale nie ma tu niczego odkrywczego. Jak dla mnie za mało informacji o zwyczajach, ciekawostek etnograficznych. Nie napisała niczego, czego nie wiedziałabym już wcześniej. Pod tym względem wolę Cejrowskiego, chociaż trzeba przyznać, że jest wkurwiający.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: