O „Gwałcie” Chmielewskiej słów kilka

„Gwałt” to kolejna książka Joanny Chmielewskiej, którą mam i przeczytałam tylko dlatego, że otrzymałam ją w prezencie. Nie powiem, pozycja ma pewne zalety, szczególnie jeśli czyta ją ktoś, kto nie zna zbyt dobrze twórczości Chmielewskiej, ale dla prawdziwych fanów to zdecydowanie „nie to”.

Jak pisałam już kiedyś przy okazji recenzji Porwania moim zdaniem Chmielewskiej coraz bardziej nie wychodzą książki z serii przygód Joanny, ostatnią niezłą pozycją była bodaj „Złota mucha”, napisana już dobrych 15 lat temu.  Wydaje mi się, że Chmielewska nie odnajduje się w czasach małpiej poczty i komórek, do czego oczywiście ma prawo, ale nieustanne czytanie o tym staje się powoli nużące. Być może autorka także zdaje sobie z tego sprawę i dlatego tym razem wróciła do czasów swojej młodości, które doskonale zna i lubi i rozumie, czyli do okresu PRL-u.

Zwykle książki z tego okresu czytam z prawdziwą przyjemnością, bez względu na autora. Uwielbiam te smaczki –  sklepy dla wybranych, rozmowy w kolejkach, polowanie na tenisówki i kupowanie różowych lub pistacjowych, bo nie ma żadnych innych. Czasów kiedy produkty Hortexu były rarytasem, a Orbis otwierał przed ludźmi inny świat. Niestety w „Gwałcie” żadnych smaczków nie było, może poza „rozpasaniem” dygnitarzy partyjnych, ale to się przejawia w książkach Chmielewskiej tak często, że dawno zrobiło się nudne. Ile razy można czytać o tajemniczych elitach partyjnych, które mataczą i kręcą i popełniają przestępstwa finansowo-obyczajowe ?

Ale może od początku… Ogólnie pomysł nawet dobry, realizacja … no cóż, średnia.  Zamysł, aby głównym wątkiem uczynić absurdalną sprawę sądową o gwałt, który gwałtem wcale nie był a poszkodowana wytoczyła ją, gdyż była zła o to, że jej ukochany, któremu udowadniała, że jest dziewicą do ślubu metodą  tracenia tegoż dziewictwa w piwnicy jest nawet interesujący, a przynajmniej niecodzienny, ale sama książka nie jest przesadnie ciekawa. No dobrze, w ogóle nie jest ciekawa. Do tego stopnia, że czytałam ją wyłącznie w tramwaju, dla zabicia czasu, bez żalu rzucając ja do torby na ostatnim przystanku, zupełnie bez chęci dowiedzenia się „co było dalej”.

Bohaterowie

Nawet biorąc poprawkę na to, że postaci Chmielewskiej są zwykle oryginałami i ich postępowanie jest co najmniej nietypowe to zdecydowanie zabrakło mi jednej, dwóch postaci, które przykuły by moją uwagę do akcji powieści. Główna bohaterka Stefcia (być może miało to być nawiązanie do Trędowatej) jest po prostu nie do zniesienia. „Niedogwałcona dziewica” o dowcipie i polocie wołającym o pomstę do nieba, której początkowe niemalże hrabiowskie aspiracje sprowadzają się do zdobycia miejscowego lowelasa z kryminalną przeszłością, którego chce sprowadzić na dobrą drogę (czyżby z kolei inspiracja Potopem?) nie spełnia wymagań, jakie stawiam przed główną bohaterką powieści.  Jakiejkolwiek. Wspominałam już, że była denerwująca ? Była. Bardzo! Aczkolwiek nie wiem czy gorszy nie jest czasem jej wybranek, który uparcie wozi kochanki na igraszki na łonie przyrody taksówką (?!), zamiast przeznaczyć te pieniądze na podrzędny, ale jednak motel. W powieści jest jeszcze rodzaj powiatowej heroiny, zazdrosna siostra i tak dalej. Sztampowo, nawet bardzo. Znacznie ciekawsze są postaci poboczne, np. sędzia czy zakochany w prowadzącym sprawę prokuratorze Kajtusiu kościotrup i jej mąż.

Fabuła

Początek jest nawet niezły. Nie ma feerii niby śmiesznych tekstów, akcja zawiązała się poprawnie,  umiejętnie wzbudzone jest zainteresowanie rozprawą, ale ta niestety nie spełnia oczekiwań. I spełnić ich nie może, bo przez ile stron można się przedzierać przez rozważania o tym ile kto wypił kieliszków, kto nalewał alkohol i co właściwie się stało owego wieczora. No, sama symulacja gwałtu i kilka jeszcze scenek jest smakowitych i dla nich chociażby warto do tej książki zajrzeć. Szkoda, że jest ich tak mało, ale wydaje się, że w „Gwałcie” akcja celowo ograniczona jest na rzecz dialogów, co może być próbą powrotu do sprawdzonego w wielu innych książkach dowcipu słownego, tylko właśnie tego dowcipu zabrakło. Nie było zabawnych skrótów myślowych ani lapsusów tak charakterystycznych dla książek Chmielewskiej, no może poza kilkoma, ale jednak nie tego kalibru co chociażby w powieści „Wszyscy jesteśmy podejrzani”.

Miłośnicy książek p. Joanny pewnie tę pozycję kupią, ale w podróż zabiorą raczej „Upiorny Legat” albo „Lesia”, bo „Gwałt” nie zachwyca, nie wciąga i nie chce się go polecić innym.

Reklamy

4 Responses to O „Gwałcie” Chmielewskiej słów kilka

  1. zberek pisze:

    Ja tak kupuję każdą po kolei książkę Chmielewskiej, za każdym razem z nadzieją, ale czas już chyba ją porzucić. Na szczęście możemy po raz setny wrócić do Lesia i zawsze będzie śmieszył tak samo 🙂

    • luiza pisze:

      Niestety, mam to samo, a ponadto od jakiegoś dłuższego czasu towarzyszy mi odczucie, że czas zaprzestać kupowanie nudnych książek. A szkoda

  2. Joanna pisze:

    Tak… Kupowanie Chmielewskiej zaczyna przypominac chodzenie do kina na polskie komedie… A szkoda!

  3. […] nie trzymają klimatu innych książek z Alicją, a niedogwałcona dziewoja z “Gwałtu” niewymownie mnie irytuje. I niech mi głowa odpadnie i się poturla, jeśli nie spędzę […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: