O epigonach i pustosłowiu

Gdy prorocy z dawnych lat obrastają w tłuszcz coraz rzadziej sięgamy nawet po ich natchnione manifesty, wołania. Przynajmniej tak jest w moim wypadku i płyty i książki tych artystów, którzy przedłożyli brzęk mieszka i blask szklanego ekranu ponad dźwięki gitary akustycznej i skrobanie stalówki, leżą i porastają kurzem. Trudno jakoś uwierzyć wezwaniu do zabierania bogatym i dawania biednym płynącemu z ust rapera ze złotym łańcuchem na szyi lub opowieściom o cierpieniu i głębokich przeżyciach wewnętrznych gwiazdki, która dostaje za bycie jurorem w szmatławym programiku dla beztalenci równowartość rocznej pensji Kowalskiego.

Jakiś dziwny dryf po youtube sprawił, że odświeżyłam kilka piosenek Agnieszki Chylińskiej. I co tu dużo mówić. Nie brzmią, nie mają tego ładunku emocjonalnego co prawdziwie wielkie hity. Z każdym rokiem robią się coraz mniej aktualne, słowa oklepane i fałszywe. Tak jak nietrudno poznać utwór epigona romantyzmu lub sentymentalizmu, w którym niby wszystko jest poprawnie, łzawo i tkliwie, ale brakuje wnętrza, tak nietrudno poznać podrzędnych piosenkokletów. Politykierów, ministerków, urzędniczków i karierowiczków. Dziennikarzynów, celebrytków i prezenterków. Może dlatego tak ceni się dawne, proste słowa.

Wszędzie pustosłowie. Słowa rzucane na wiatr. Słowa, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. Słowa, które się przeinacza, które się tłumaczy innymi równie nic nieznaczącymi jak poprzednie. Słowa, które nie chcą już wyrażać smutków i nieszczęść, gdyż ciągle muszą mówić o tragediach, dramatach, katastrofach i żałobach. Czasami się zastanawiam czy nie da się już mówić i pisać bez używania przymiotników w stopniu najwyższym, bez hiperbol i przesadzania. Czy nie ma już rzeczy dobrych, solidnych, słabych, czy średnich ? Czy wszystko musi być wspaniałe, zoptymalizowane, heroiczne czy (miej litość Wielki Literacie!!) „mega” ?

W natłoku tych wszystkich „niewyobrażalnych tragedii” i „wstrząsających wydarzeń” coraz trudniej wypowiedzieć proste słowa. Łatwiej nam napisać epistołę o bolącym zębie, spóźniającym się autobusie, czy zepsutej parasolce niż o tym, że jest nam zwyczajnie, po ludzku dobrze lub źle, ciężko na duszy, lekko i przyjemnie. Zwłaszcza w obliczu widocznej pogoni „publiczki” za sensacją, za żerem, za podnietą. Czy po lekturze różnych pudelków pełnych romansów, skandali, afer i sensacji ktoś będzie miał ochotę zatrzymać się na dłużej nad lekturą wpisu o chłopaku na monocyklu czy bieszczadzkim aniele? Kogo obejdzie samotność małej dziewczynki w wielkim mieście ? Nielicznych, których z każdym rokiem będzie ubywać. Ale może to i lepiej, gdyż tylko pisząc dla siebie można się zdobyć na proste słowa.

Każdy myśli to co myśli
Myśli sobie moja głowa
Może w końcu mi się uda
Wypowiedzieć proste słowa…

Reklamy

2 Responses to O epigonach i pustosłowiu

  1. Martinez pisze:

    …lubię mówić z Tobą…
    I tak czekam, kiedy jakąś książkę napiszesz, bowiem erudytka z Ciebie klasy Sapkowskiego moim zdaniem. Pomysłu tylko Ci trzeba, jak sądzę!
    Już ustawiam się w kolejce po dzieło, bo lubię czytać Ciebie 🙂

  2. W wiecie lepców ka ¼dy wyobra ¼a sobie swoj w asn rzeczywisto , ale nigdy nie ujrzy prawdy, dopóki Bóg nie o wieci jego serca.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: