Bez tożsamości

Uczestniczyłam ostatnio w dyskusji na forum o zmianie nazwiska po wyjściu za mąż. Łączyć, zostawić swoje, przyjąć własne ? Wbrew pozorom to wcale nie taki łatwy wybór. W końcu przez średnio dwadzieścia – trzydzieści lat identyfikowaliśmy się z danym imieniem i nazwiskiem w milionach sytuacji – u lekarza, w pracy, w szkole. Czekaliśmy na ogłoszenie wyników matur, szukaliśmy z zapartym tchem swojego nazwiska na liście przyjętych na studia, do pracy… A tu nagle zmiana.

Ślub powoduje, m.in. konieczność podjęcia decyzji jakim nazwiskiem będziemy się od tej pory posługiwać. Zawsze są argumenty za i przeciw każdej opcji: nazwiska nie brzmią dobrze razem, nazwisko męża jest ładniejsze/brzydsze/trudniejsze do wymowy, mąż się ucieszy jeśli weźmiesz jego, dwuczłonowe będzie sprawiało problemy w urzędach, i tak dalej, i tym podobne…

Ja tak naprawdę nie miałam nigdy w tej kwestii dylematu i żadne opinie, naciski i aluzje nie miały do mnie przystępu. Zawsze wiedziałam, że będę miała nazwisko podwójne i koniec. Nie, żebym uważała, że wszystkie osoby, które wybierają nazwisko męża nie mają osobowości czy poczucia niezależności, gdyż są jak wiadomo różne sytuacje i okoliczności, w tym momencie mówię o sobie. Ja bym się czuła nieswojo, nie jak ja. Przyjęcie wyłącznie nazwiska męża było dla mnie czymś w stylu wybrania na forum internetowym nicka „żonka mężusia” ;-). Najpierw jestem sobą, potem dopiero żoną.

W ogóle mam wrażenie, że jest spora liczba osób, które lubują się w  identyfikowaniu się poprzez inne osoby, czego efektem są potem nicki „ciocia Bartusia”, „najlepsza kumpela Pameli” albo „mamusia swojego pączusia”. Czy to znaczy, że bycie kumpelą czy ciocią jest ważniejsze od tego, że jesteś po prostu Anną M. albo Rudą albo Małą w kapeluszu.  Lepszą, gorszą, ale zawsze. Zawsze się zastanawiam czy osoba, która się określa wyłącznie poprzez związek z innymi ma jakieś problemy z własną tożsamością, jakieś kompleksy. Chyba w końcu najpierw jest się przede wszystkim sobą, człowiekiem o określonych poglądach, upodobaniach a dopiero potem kumpelą, ciocią, żoną, matką, itepede. No chyba, że osobą pełnowartościową dana osoba stała się we własnym mniemaniu dopiero po złapaniu męża albo urodzeniu dziecka, ale wówczas  należy jej jedynie współczuć. Współczuć gorąco i wierzyć, że znajdzie w sobie coś wartościowego, za co będzie się cenić. W końcu jak śpiewał Rysiek Riedel „Zawsze warto być człowiekiem…”

Reklamy

3 Responses to Bez tożsamości

  1. Martinez pisze:

    Bardzo zdrowe podejście do tematu. „Mamusia swojego pączusia” hahahaha! Dobre!! 🙂

  2. Kaczka pisze:

    I owszem, najpierw jestem soba, potem czyjas zona, corka, babka, ciotka i jakie ma znaczenie z czyim nazwiskiem?
    Przeciez to chyba nie od nazwiska zalezy moje poczucie budowanej przez lata tozsamosci?

  3. Noemi.i pisze:

    Oczywiście, najpierw jestem sobą. I ma rację Kaczka – nie od nazwiska to zależy. Niech każdy nazywa się, jak mu wygodniej. Ja nie widzę „wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia”, czyli nie zakładam słuszności dla wszystkich wersji przedkładanej przez Joannę. Tożsamość to tożsamość. Niech każda (upraszczam, bo mężczyźni rzadziutko jednak zmieniają nazwiska przy okazji ślubu) czyni, jak jej jej własne poczucie tożsamości podpowiada: czy woli nazwisko od ojca, czy od męża. Najciekawsze, moim zdaniem, byłoby dla kobiet przyjęcie nazwiska od matki, bo to stanowiłoby jakąś ciągłość (przeskakiwanie z jednego patriarchatu w drugi lub tkwienie w tym samym patriarchacie ciągłością żadną nie jest) – ale nie ma czegoś takiego jak nazwisko matki – ona je ma od męża albo od ojca. No i kanał. Wieki na to pracowały, zmiany będą trwały kolejne wieki. Na razie do wyboru mamy: zatrzymać odojcowskie, przyjąć odmężowskie, skleić odojcowskie z odmężowskim.
    Jak dla mnie: żaden wybór nie jest idealny, więc niech każda wybiera to, z którym się utożsamia, niech się nie poddaje przymusowi tradycji ani w jedną, ani w drugą stronę.
    No i weźmy na koniec pod uwagę, że coś może nam się tak po prostu podobać 🙂 Niektórym podoba się nazwisko od taty, innym – od męża, jeszcze innym imponuje, że mogą się podpisać z dywizem. I dobrze! Niech będzie wolność!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: