W ustach kamienie zamiast słów…

Październik 28, 2010

Mamy sterty kamieni zamiast serc
Kamienie zamiast słów zamiast oczu

Pojęcie język nienawiści lub mowa nienawiści, a nawet socjotechnika nienawiści (cokolwiek miałoby to wedle JK znaczyć) stało się ostatnio bardzo modne i nośne. Co drugi polityk wzywa do zaniechania języka nienawiści, wyeliminowanie mowy nienawiści z dialogu politycznego. Bardzo mocne słowa, za którymi jak zwykle nie idą żadne czyny. Poza zwiększeniem agresji i dalszym obrzucaniem się błotem.

Ostatnio w mediach słychać bezustannie nieartykułowany bełkot. Ciągle tylko przerzucanie się mocnymi słowami, uderzanie nimi niczym kamieniami i eskalowanie sytuacji, w której ani media ani politycy nie potrafią już używać słów neutralnych, informować, zdawać relację. Nawet najkrótszy komunikat jest tak silnie nacechowany oceną i pokazany przez własny światopogląd, że świadomy użytkownik języka polskiego wzdryga się słysząc te brednie. Pisane podobno przez zawodowców, specjalistów od marketingu politycznego przemówienia, gdyby znalazły się w zeszycie licealisty wróciłyby całe pokreślone na czerwono z marginesami, rojącymi się od notatek: błąd stylistyczny, powtórzenie, hiperbolizacja, fikcja literacka, błąd znaczeniowy, niepotrzebne zapożyczenie, i tak dalej.  Nadużywanie przymiotników w stopniu wyższym i najwyższym oraz bardzo silnie nacechowanych znaczeniowo słów staje się powoli regułą.

Tak jak kilka lat temu od polityków i dziennikarzy ciągle słyszało się niepoprawne „na dzień dzisiejszy”, tak obecnie nie da się obejrzeć  wywiadu, w którym przesada nie wiałaby z każdego zdania. Nie kupuję już gazet, bo z każdej strony wręcz płonie nienawiść.  W Polsce nie ma już nieszczęśliwych wypadków, smutnych zdarzeń, nieszczęść, kłopotów, problemów. Nie. Teraz jest wyłącznie  sensacja! Tragedia, a że i to słowo już się zdewaluowało to tragedia jest bolesna, straszna, okropna… Nie ma już wypadków samochodowych ani lotniczych, nie ma już napadów, rabunków i ich ofiar i sprawców. Są polegli, męczennicy, którzy zginęli z rąk szaleńców. Demonów! Pchniętych do nieludzkiego czynu, albo barbarzyńskiego. O. Haniebnego, też nieźle. Być może nawet neonazistowskiego, w końcu jak głosi prawo Godwina „reductio ad hitlerum” jeśli dwie strony będą dostatecznie długo ze sobą dyskutowały, w końcu jedna z nich porówna drugą do Hitlera. Tylko niegdyś dobrą zasadą było, że ten kto pierwszy użył danego argumentu przegrywał dyskusję. Obecnie politykom, popieranym przez Kościół, wolno bez żadnych konsekwencji rzucać słowami eugenik, porównaniem nie wiadomo czemu winnego zapłodnienia in vitro do hitlerowskich metod doboru genów, czy zgoła do aborcji albo morderstwa. A to, że jednym z propagatorów eugeniki był katolicki święty Thomas Moore, że jest ona starsza niż Hitler, to można pominąć, niczemu nie służy. Jest jedynie prawdą. W końcu trzeba się poświecić w imię wyższego celu, dla wspólnego dobra. Nie ważne, że nieszczęśliwych ludzi, całe życie marzących o dziecku, nazwie się mordercami, liczy się tylko utrzymanie określonej wizji świata.

Zresztą, czemu nie.  W końcu chodzi o przykucie uwagi, zaszokowanie. Treść ma porażać, przyciągać, odstraszać. Polityka, religia, czy media weszły do popkultury. Nie ma miejsca dla bezbarwnych, ludzkich, uczciwych, wykonujących swoje obowiązki. Trzeba się pokazać, zaistnieć, krzyczeć głośniej niż inni. Ciskać słowami niczym kamieniami. Nie szkodzi, że uderzą w najsłabszych, ceną jest minuta w wieczornych programach publicystycznych. Programach, które w dawnych czasach istotnie prezentowały „fakty” czy „wiadomości”, a teraz powinny się co najwyżej nazywać „populizm” lub w najlepszym razie „opinie”.  Programach, które kiedyś faktycznie były dyskusją, a teraz polegają na takim dobraniu rozmówców, aby zrobić jak największy show. Im bardziej będą się nawzajem obrzucać mięsem, tym lepiej. Publiczka to kupi i będzie się domagać więcej. Jak dawniej – chleba i igrzysk!



%d blogerów lubi to: