Bezbożnica

Wrzesień 27, 2010


Asia siedzi na twardej ławce pod szkolną salą. Zerka na zegarek, jeszcze długich 35 minut zanim jej klasa skończy religię. Co tu robić? Do biblioteki już nie pójdzie. Słyszała szepty „Przyszła ta bezbożnica.” Nie wie co to znaczy. Spytała mamę, ale ona zamiast odpowiedzieć popłakała się, więc na pewno nic miłego.  Wyciąga z tornistra podręcznik do języka polskiego, powtórzy jeszcze raz dzisiejszą czytankę. Wystarczy, że na przerwach dzieci się z niej śmieją, przynajmniej na lekcji nie da powodu, aby się z niej nabijały. Jeszcze im pokaże! Jednak uśmiech szybko znika z jej buzi, w oczach pojawiają się łzy. Z taką radością szła do pierwszej klasy, a teraz ?  Nie płacze, nie chce smucić mamy, ale boi się, że znowu będą jej dokuczali. Dlaczego nikt jej nie lubi i wszyscy mówią, że jest inna, co ja im zrobiłam ?

Alicja zapatrzyła się w zalane deszczem ulice. Nie słyszy natarczywego terkotu telefonu, rozmów koleżanek z pracy. Gorączkowo myśli co robić. Gdy kilka lat temu decydowali się na ślub cywilny i uznali, że nie ochrzczą córeczki, nie była przygotowana na to, że jej dziecko będzie tak cierpiało. Nie chcieli przystać na kompromis jakim było dla nich uczęszczanie na nauki przedmałżeńskie, do poradni rodzinnej i spowiedź. Spowiedź ? Z tego, że się kochają? Nonsens. Nie słuchała rodziny, ich nieustannego „co ludzie powiedzą”, uparła się i postawiła na swoim. A teraz jej córeczka cierpi z powodu zaślepienia ludzi.  Asia nic nie mówi, ale każdego dnia z coraz smutniejszą miną wyrusza do szkoły. „Bezbożnica?!”. Gdzie mogła to usłyszeć? Co robić ? W mieście jest tylko ta jedna podstawówka, a w niej wyłącznie lekcje religii. O wprowadzeniu etyki dyrektorka nie chciała nawet słyszeć, mówiąc, że nie ma pieniędzy na fanaberie. Ani ona ani mąż nie dadzą rady codziennie zawozić dziecka do L., w końcu to przeszło 20 km. Nie mogą przecież z dnia na dzień rzucić pracy i wyjechać. Może Edyta jednak miała rację, decydując się na ochrzczenie Maćka tuż przed pójściem do zerówki. Z niego nikt się nie wyśmiewa, ma kolegów… Nie, to w ogóle niemożliwe, żeby w XXI wieku, w Polsce, państwie członkowskim Unii Europejskiej działy się takie rzeczy. Przecież za rok do szkoły idzie Paulinka, ma przechodzić przez to samo ? Tak się nie da żyć. Nie można walczyć z przesądami i uprzedzeniami,. W końcu katolicy nie mają monopolu na prawdę i moralność.  Przypomniała się jej rozmowa z mamą sprzed kilku lat. Ona wiedziała, próbowała mnie ostrzec. Mówiła, że nie ma się co porywać z motyką na słońce, że na uprzedzenia nie ma argumentów, że ludzie będą nas wytykali palcami. Nie wierzyłam. W końcu to mała mieścina, z wszystkimi znam się od urodzenia. Byłam na ślubach koleżanek, chrzcinach ich dzieci, cieszyłam się, że będziemy wspólnie chodzić na wywiadówki naszych dzieci, wysyłać je na wycieczki. Żeby tak dalece się zmienić pod wpływem Kościoła. Tego  samego Kościoła, który miał głosić miłość i wybaczenie…

Jacek wracał do domu i aż kipiał ze złości. Przypominając sobie uzasadnienie oddalenia jego podania o awans miał ochotę na zmianę śmiać się i płakać. „Wątpliwa postawa moralna”. Dobre sobie! Lepszą ma pewnie Kamiński, co z tego, że żonę tłucze i przepija co drugą wypłatę,  ale co niedziela jest w kościele. I co z tego, że na mszy wieczorowej, bo do tej pory udaje mu się już wytrzeźwieć. Z Aśką też niedobrze, mała nie chce chodzić do szkoły, nie mówi wprost, że dzieci jej dokuczają, ale wyobrażam sobie, jak jest traktowana. Skąd siedmioletnie dziecko może wiedzieć, że dzieci powtarzają tylko to, co słyszą w domu. Wczoraj było jeszcze gorzej. Pół nocy Ala płakała w poduszkę przez tą bezbożnicę.  A mówił, a tłumaczył, że się będą z dzieciaka śmiali, że za rok komunia, wszystkie dzieci będą miały prezenty, imprezy a Asia nic.  Nie udało się, Ala uparła się, że teraz już jest inaczej, że w końcu żyjemy w innych czasach. Myśli, że telewizor i komputer od razu zmienią wieki uprzedzań sączonych w młode umysły od dziecka.  We Francji, Wielkiej Brytanii, nawet we Włoszech czemu nie.  Ale tutaj ? Tutaj masz robić to co inni: chodzić do kościoła, popierać konserwatystów i się nie wychylać.  To ostatnie szczególnie, a oni przecież są „inni”. Czekając w strugach deszczu na tramwaj, który jak zwykle się spóźniał,  palił papierosa za papierosem. Dawno już rzucił palenie, ale musiał się jakoś uspokoić. Nie, tak dalej być nie może. Wyjeżdża do brata w Anglii. Tam nie będzie wyrzutkiem „wątpliwym moralnie”, tylko dlatego, że nie udaje świętszego od papieża. A jego dziecko nie będzie prześladowane za to, że nie chodzi na religię.

Alicja, Jacek, Asia i Paulinka nie istnieją. Ich historia to historia pewnych znajomych, ale także historia każdej polskiej rodziny, która zdecydowała się na jawne przeciwstawienie się reżimowi Kościoła Katolickiego w Polsce. Ile rodzin w obawie przed takim właśnie wykluczeniem co roku decyduje się na ulegnięcie presji społecznej i wzięcie ślubu kościelnego, ochrzczenie dziecka, posłanie go na religię ? Nie ma żadnych badań, które mogłyby pokazać skalę tego zjawiska. Nie wiadomo ile osób ma pełną świadomość, że postępuje według dyktatu Kościoła i otoczenia, ze strachu przed opinią publiczną i wykluczeniem ze środowiska. Problem wykluczenia społecznego w Polsce ze względu na wyznawaną religię jest nierozwiązywalny.  Konstytucyjny zapis o rozdziale państwa i religii jest martwy, czego dowodem jest finansowanie kościoła katolickiego z budżetu. W polskim kodeksie karnym istnieją absurdy takie jak pozew z powodu obrazy uczuć religijnych, przy czym pod obrazę można zaliczyć wszystko w zależności od potrzeby. Oficjalnie zaś zjawisko nie istnieje, media milczą, politycy boją się utraty elektoratu. Głosów sprzeciwu brak.  W końcu nic się nie dzieje.

Artykuł opublikowany dla superja.pl


Świat się pomylił ?!

Wrzesień 1, 2010

Ostatnio mam wrażenie, że chyba zasnęłam snem zimowym i obudziłam się po 100 latach w zupełnie innej rzeczywistości, cokolwiek dziwnej, żeby nie powiedzieć surrealistycznej.

Zaczynam rozumieć moją nauczycielkę historii, która miała żywiołowy wstręt do nauczania historii późniejszej niż II wojna światowa i czasy PRL-u przerabiała z nami bez przekonania.Jak tu bowiem żyć w czasach, kiedy logika, zdrowy rozsądek i nabyta wiedza stoją w sprzeczności z tym, co się wokół słyszy, czyta i widzi. Zmarli w katastrofie lotniczej okazują się na zmianę męczennikami, którzy zginęli na posterunku w czasie pełnienia służby publicznej. Że co ? Że jak? Myli się gremium polonistów i językoznawców, słowniki najlepiej wyrzucić do kosza, bo tylko Jarosław ogłasza nam jedyną, słuszną prawdę. W końcu jak nie są męczennikami jak są ?! Przecież są ofiarami spisku rządu Tuska i Rosji, zawiązanego celem nie wiadomo czego, ale na pewno zabicia polskiej elity i męża stanu. No, bo jak wiadomo, nawet pośledni polityk, zginąwszy, staje się mężem stanu, ojcem narodu i bohaterem. Bohaterem, którego należy gromko przepraszać, a pierwsza powinna wystąpić ze łzami w oczętach „ta małpa w czerwonym” i pan „spiep*** dziadu”, gdyż ośmielili się zdenerwować jego prezydencję.

Od kiedy to wzorem do naśladowania, dla najbardziej zaślepionego w swej prawicowej konserwatywności jest Gierek i jakim cudem porozumienia sierpniowe podpisywał Lech, ale nie Wałęsa, tylko Kaczyński. Świat się pomylił ? Skąd, już 2 lata temu przewidziano, że trzeba będzie napisać na nowo historię:

Tylko historię podobno piszą zwycięzcy, a w czym zwyciężył Jarosław Kaczyński, poza sondażem na polityka, którego Polacy obdarzają najmniejszym zaufaniem? Chyba jeszcze konkurs na polityka, któremu niemal wszyscy się boją sprzeciwić, w obawie, że i im postawi w ogródku krzyż.

Najbardziej zaś zdumiała mnie wypowiedź Rady Episkopatu, czy jak to się tam zowie, która stwierdziła, że krzyż to nie ich problem i komentarz do sytuacji, że (cytuję z pamięci) „Kościół nie ma kompetencji w tej sprawie i że nie może być TOTUMFACKIM, nie może wskazywać, gdzie kto ma postawić MEBLE , gdzie postawić SZAFĘ”. Szafa mnie niespecjalnie dziwi, bo od dawna wiadomo, że KRK interesuje raczej inny mebel, pod który i w który nieustannie zagląda, sprawdzając czy aby odpowiednią techniką i odpowiednią ilość dzieci płodzimy. Bardziej zaskakuje mnie, że użyli słowa meble, a więc i łóżko. Czy to znaczy, że już nie grozi nam prowadzenie lekcji wychowania seksualnego przez zakonnice a żeby wziąć ślub nie trzeba będzie wysłuchać (najlepiej płatnie, ale jeszcze nie wszędzie to zaprowadzono) pogadanki o szkodliwości antykoncepcji i o tym, jak wspaniałe jest wzajemne cieszenie się naszą płodnością, poprzez wspólne obserwowanie śluzu?!

Idę na spacer, sprawdzę, czy zamiast księcia Józefa nie stoi przypadkiem obelisk, a po drodze kupię gazetę, upewnić się czy Kopernik nie była Kaczyńskim i nie odebrała ostatnio  literackiej nagrody Nobla, za prekursorstwo w dziedzinie lingwistyki stosowanej.


%d blogerów lubi to: