Idę dalej…

Lipiec 12, 2010

Nie ma jadu nad jad węża i nie ma gniewu nad gniew kobiety.

(Syr 25, 13.15n)

Kiedyś, ładnych już kilka lat temu, najmądrzejszy ksiądz jakiego znałam powiedział, że łatwiej jest wybaczyć komuś krzywdę nam wyrządzoną niż osobie, którą to my skrzywdziliśmy. Paradoks, prawda ? A jednak… Gdy się nad tym lepiej zastanowić … Mówi się, że czas leczy rany i faktycznie z czasem łatwiej jest zapomnieć, że ktoś nas zawiódł, pominął, wyrządził krzywdę. Znaczenie trudniej jest nam zapomnieć, że to przez nas ktoś był nieszczęśliwy, że to my kogoś zawiedliśmy. Gryzie, tkwi gdzieś w pamięci i nie pozwala o sobie zapomnieć. To sprawia, że czujemy się źle a tego przecież nikt nie lubi. I w tym momencie do głosu dochodzą tzw. mechanizmy obronne osobowości. Te same, które tak łatwo pozwalają się nam wytłumaczyć z ulegania nałogom, z tego, że jeszcze tylko godzinka komputera, ostatni papieros, ostatni kieliszek, że znowu nie posprzątaliśmy mimo próśb rodziców, że będąc na diecie nie odmówiliśmy sobie czekolady i chipsów, bo taką straszną mieliśmy ochotę. Tak samo mechanizm obronny działa na nasze wyrzuty sumienia, dokonując tzw. przeniesienia – złość, którą czujemy na siebie jest przenoszona na osobę, którą zrobiliśmy krzywdę. W końcu to jej wina: gdyby się lepiej ubrała nie usłyszałaby, że wygląda jak szara mysz, gdyby nie była taka nudna to zaprosilibyśmy ją na karaoke i w ogóle. No i jeszcze kwestia przyznania się do winy. Oj, nie lubi tego ani nasza podświadomość ani świadomość. Przyznać się do winy ? Czuć się niekomfortowo, uznać, że to ja jestem winowajcą/czynią i może jeszcze przepraszać ? Co to to nie. W ten oto sposób tworzy się błędne koło, z którego trudno jest wyjść większości osób, bez względu na ich charakter. Tak po ludzku – głupio, dziwnie, nieprzyjemnie… Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

%d blogerów lubi to: