To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia! (J. Carrol)

Kwiecień 13, 2010

Łatwo jest błędnie odczytać milczenie.

(Silence is a text easy to misread.)

Attanasio

Rzadko niezmiernie zdarza mi się reagować na tym blogu na bieżące wydarzenia, szczególnie polityczne.  Szczególnie dwa razy z rzędu. Niestosownym natomiast wydaje mi się wykorzystywanie milczenia jako przejawu dobrego wychowania do niegodnych celów a zatem dość poprawności politycznej.  In bocca al lupo!

Zdawałoby się, że takiego momentu jak ogólnoludzkie nieszczęście i dramat, które przy wydatnej pomocy mediów, zjednoczyło Polaków w żałobie nie da się zepsuć. Ci, którzy nie potrafili powiedzieć niczego pozytywnego o zmarłym prezydencie zamilkli. Zamilkł niepoprawny poseł Palikot, nie wyrwał się z niestosowną uwagą chyba nikt ze sceny politycznej.   Przeciwnicy prezydenta spośród zwykłych ludzi, obywateli a tych było niemało także w najgorszym razie zamilkli, szanując ból ludzki, nawet jeżeli się z polityką prowadzoną przez niego nie zgadzali i nie uważali go za człowieka zasługującego na jakiś specjalny szacunek.  De moritus nil  i tak dalej…   Nie udało się wyprowadzić ludzi z równowagi  ogłoszeniem tygodniowej żałoby, nie udało się trwającym od 3 dni oblężeniem telewizji i internetu jednym tematem, wystarczyła natomiast jedna paradoksalna decyzja. Decyzja o pogrzebie pary prezydenckiej na Wawelu.

Decyzja szokująca, zaskakująca, nieuzasadniona. Tym bardziej boli i oburza w tym wszystkim  fakt, że zachowanie po prostu ludzkie i dojrzałe zostało uznane za milczącą zgodę do machlojek politycznych, gdyż za taką my internauci (a przynajmniej duża grupa) uważamy decyzję o pochowaniu zmarlego prezydenta i jego żony na Wawelu, o czym mogą świadczyć chociażby takie samorzutne zrzeszenia jak NIE dla pochowania Kaczyńskich na Wawelu.

Przykre, że jeszcze raz dała o sobie znać megalomania i brak umiejętności jakiejkolwiek oceny rzeczywistości. Na jakiej bowiem podstawie ci, którzy podjęli decyzję o pogrzebie pary prezydenckiej na Wawelu uznali, że decyzja ta jest zgodna z wolą społeczeństwa i co więcej będzie ich łączyła ? Nie widzę żadnej. Pojawią się na pewno głosy, że nie czas teraz w żałobie na takie protesty, że należy okazać szacunek zmarłemu. Szacunek, owszem, ale nie dla świętokradztwa i profanacji a tylko takie słowa jestem w stanie znaleźć dla decyzji o pochowaniu obok marszałka Piłsudskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy każdy prezydent od tej pory będzie chowany wśród wieszczów, wśród królów i wielkich wodzów ? Czy gdyby wśród ofiar tej katastrofy był także Wojciech Jaruzelski to także należałoby mu się miejsce obok generała Sikorskiego ? Może należałoby tam jeszcze przenieść szczątki Gierka i Gomułki ?

Jeżeli ta decyzja pozostanie w mocy to ja osobiście nigdy na Wawelu się już nie pojawię. Nawet nie dla zasady, ale dlatego, że  musiałabym chyba spalić się ze wstydu, gdybym, np. własnemu dziecku musiała powiedzieć: „Widzisz , tu na Wawelu są pochowani najwięksi królowie i wodzowie Polski… I Lech Kaczyński.” Cóż bowiem mogłabym powiedzieć na pytanie: „A co on zrobił dla Polski?” Że to ofiara katastrofy i polityki własnej partii ?!”.

Cóż… Nakręcali tę atmosferę, nosili ten dzban i … pękła skorupa i woda wyciekła…  Dzięki tym paradoksalnym decyzjom będziemy jedynym narodem, który w mniej niż 100 godzin potrafił doprowadzić dwa razy do całkowitej zmiany poglądów.  Jedynym, w którym naród protestuje przeciwko miejscu pochówku prezydenta. Dziwi mnie doprawdy, że rodzina zmarłego prezydenta (no, poza bratem) pozwoliła na to, żeby pogrzeb tak bliskiej osoby zamienić w polityczny spektakl. Czy doprawdy chcieli w momencie żałoby czytać gorzkie słowa prawdy, że Lech Kaczyński może i próbował być patriotą, ale nie był wielkiego formatu człowiekiem, politykiem i prezydentem i nie zasłużył niczym na pochówek na Wawelu?! Niczego innego nie można się przecież było spodziewać. Czytając uzasadnienie tej decyzji: „W ten sposób rodzina chciałaby go zapisać wśród wybitnych bohaterów, zaliczając go do grona najbardziej zasłużonych ludzi – ogłosił kardynał Stanisław Dziwisz.” nie wiem czy śmiać się czy płakać. To od teraz do grona bohaterów się ludzi zapisuje ?

Ambicja, polityka, pycha. Znowu to pod ich dyktando są podejmowane decyzje i przypominamy sobie, dlaczego poprzedni rząd został tak szybko rozwiązany. To doprawdy niesłychane –  nawet najbardziej pesymistyczne scenariusze zakładały, że mit zjednoczonego narodu, politycznego zawieszenia broni pryśnie dopiero w czasie kampanii.  Wystarczyło zaś mniej niż 4 dni…

Nie wierzę szczerze mówiąc, że miejsce pochówku zostanie zmienione. Wiadomo dlaczego. Mam tylko nadzieję, że ten wyraźny i głośny protest Polaków odwiedzie tych, którzy podjęli tę niezrozumiałą i kontrowersyjną decyzję, od dalszych podobnych kroków: nadawania honorowych obywatelstw, budowania pomników czy zmian nazw ulic. Polacy może nie są aktywni politycznie i łatwo nimi manipulować za pomocą mediów, ale nawet „publiczka” nie łyknie żaby tak oczywistej propagandy.

To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia! A już na pewno nie pozwolę się cenzurować ani kneblować!


Dla wytrawnych uszu cisza nieraz głośniejsza jest od krzyku – media po śmierci prezydenta…

Kwiecień 11, 2010

Mówcy powinni mieć na uwadze nie tylko to, by wyczerpać temat, ale także by nie wyczerpać słuchaczy.

Winston Churchill

Są takie dni kiedy zasypiasz się i budzisz w innej rzeczywistości. Kiedy w piątek wieczorem wróciłam do Polski po tygodniowym pobycie za granicą poczytałam sobie wiadomości i zasnęłam w błogim przekonaniu, że znowu jestem w starym dobrym kraju,, w którym nic się nie zmienia. I kiedy w sobotni poranek kiedy na Blipie zaczęły się pokazywać wpisy osób mówiące o wypadku, katastrofie i w ogóle hekatombie nie dziwią mnie komentarze, które  padły:  że pierwszy kwietnia już był, że złego diabli nie biorą, co by się miało stać prezydentowi i nie daj Opatrzności kolejnej katastrofy, bo już będzie z miesiąc żałoby narodowej. Może głupie i nieprzemyślane, ale pierwsze szczere reakcje ludzi. Wielu, ja także potem zamilkło, bo co się da powiedzieć w takiej sytuacji, co nie zabrzmiałoby jak frazes?! Chyba niewiele.

Media jak się okazuje potrafią powiedzieć bardzo dużo. Z tych szczątków przecież informacji, jakie posiadamy, stacje telewizyjne potrafiły zrobić program ciągnący się aż do północy a być może dłużej, ale tego już nie wiem z autopsji. Rozumiem – tragedia narodowa, obowiązkiem mediów jest informacja, ale wypadek polskiego samolotu pod Smoleńskiem i śmierć pary prezydenckiej została zamieniona w moim odczuciu w ponury spektakl. To zapraszanie gości, znajomych, ekspertów… Pytania o reakcje, co będzie, co mogło być, jak mogło być i dlaczego nie było… Przepraszam, czy oni się spodziewali, że ktoś powie, że tańczył z radości ? Śmierć człowieka a zwłaszcza taka katastrofa powoduje smutek i żal czysto ludzki. Nie powiem, żeby Lech Kaczyński był moim prezydentem, nie głosowałam na niego i nigdy bym nie głosowała, nie mogłam go słuchać i sama już nie wiem co było gorsze forma czy treść, ale był ojcem, bratem dziadkiem, są ludzie którzy w przeciwieństwie do mnie czują żałobę i ich uczucia należy uszanować.

Tymczasem media a TVN i TVN24 szczególnie mieliły i mieliły te informacje wywołując u mnie z każdą godziną coraz głębszy niesmak. W pamieci utkwiła mi szczególnie scena jak prowadzący TVN24 nieznanego mi nazwiska kilkakrotnie przerywał wypowiedź znajomej bodaj Aleksandry Natali-Świat, która opowiadała o tym jakie miały wspólne plany na następne dni – i po co ? – po to, żeby pokazać jak Tusk wychodzi z Sejmu! Prostactwo, tylko tak mogę to nazwać.  W kolejnych jego rozmowach już nawet nie dało się dowiedzieć z kim je przeprowadzał, bo na małej wstawce było widać tylko jego prowadzącego monolog, zdaje się, że przerywany co 5 minut jakimś zdaniem. Nie wiem czyim, mógł to być równie dobrze kamerzysta. Tylko tych, którzy łamiącym się głosem próbowali powiedzieć, że brak im słów i nie potrafią w tym momencie skomentować tego, co się stało wyciskał jak cytrynę: a kiedy pan ostatnio rozmawiał, a może były plany na przyszłość, a może miał przeczucia…  Żenada. Już nie pamiętam kto- chyba Monteskiusz-  napisał, że są osoby, które gadają i gadają aż w końcu znajdą coś do powiedzenia.  I tak to mniej więcej wyglądało.

Nie wiem czy moje zdanie będzie reprezentatywne dla jakiejś grupy ludzi, ale naprawdę mam ochotę krzyknąć im aby się wreszcie zamknęli, przestali robić show i uszanowali ludzki ból. Muszą informować – proszę bardzo, niech puszczą preludium Chopina albo inną muzykę klasyczną, migawki spod Pałacu Prezydenckiego i innych miejsc, gdzie ludzie zostawiają kwiaty i znicze a na dole w pasku niech wyświetlają  istotne (sic!) nowe wiadomościach. Ale niech w końcu przestaną gadać, proszę.


%d blogerów lubi to: