Doktorat – czasem trzeba się przewrócić by się nawrócić

Studia doktoranckie to moje wielkie życiowe rozczarowanie. Szłam na nie pełna ideałów, planów i nadziei na to, że poświęcę się nauce. Teraz jestem na ostatnim roku i jedyne, co mogę powiedzieć, to że ideały diabli wzięli. Już sam program studiów mnie rozczarował, bo okazało się, że na mojej uczelni nie ma wielu zajęć, które mają studenci tego samego kierunku na uczelniach warszawskich czy krakowskich. Od wykładowców chciałam konkretnej wiedzy, a nie bezsensownego lawirowania po tematach.

Czytając to wyznanie w dzisiejszym „metrze” uświadomiłam sobie jak mało brakowało a mogły to być moje słowa i ucieszyłam się, że  wyrwałam się z tego chocholego kręgu już na pierwszym roku.

Ogromna zasługa w tym mojego  – szczęśliwie byłego – promotora, który nie uznawał osób obdarzonych inteligencją. Tylko na pierwsze seminarium przyszłam z entuzjazmem, miałam swoje pomysły, wizje, koncepcje na temat, którego mam wrażenie do tej pory nie zrealizowano w kształcie, który mi się wykluł w czasie pracy nad magisterką. Profesor błyskawicznie sprowadził mnie do poziomu uczniaka z podstawówki i ze swoim pogardliwym „dziewczyno”, próbował zakopać mnie w definicjach, bibliografiach i metodologiach.  Próbowałam udawać ryjówkę, ale nie… nie dawałam rady pełzać i dziobać by zasłużyć na cień braku dezaprobaty.

Zajęcia w ramach programu studiów wcale nie były lepsze, zmieniany co semestr program seminariów ani razu nie okazał się chociażby zbieżny z moim tematem doktoratu i równie dobrze mogłabym chodzić na prelekcje z fizyki kwantowej. O stypendiach nawet nie wspomnę.

Szczęśliwie w marcu, w okolicach swoich urodzin pomyślałam, że coś muszę ze swoim życiem zrobić, w końcu po co się męczyć i marnować najlepsze lata swojego życia.  Zapłaciłam za egzamin, aby zdobyć certyfikat z języka, zaczęłam wysyłać CV i … udało się. Kiedy pomyślę sobie, że mogłabym w tym momencie kończyć trzeci rok studiów i mieć świadomość, że primo jeszcze rok tej męki a secundo jedyne co zyskam na doktoracie to zmarszczki, 4 lata do emerytury i dwie literki przed nazwiskiem, które mogą mi się ewentualnie przydać po założeniu działalności gospodarczej, bo starając się o pracę w szkolnictwie musiałabym je ukrywać, żeby zarabiać jakieś2-3 mniej niż obecnie to… Nie muszę chyba kończyć.

Z błędnej drogi lepiej zawrócić na rozstaje niż uparcie brnąć w moczary. Możesz się zakopać na pustyni by pokazać swoją nieomylność tylko po co ?

„Świat się kręci, czas nie stoi, czas ucieka.
Pędzi życie, nie ma ma lekko, dobrze wiemy. (…)

Coś być musi do cholery za zakrętem”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: