Doktorat – czasem trzeba się przewrócić by się nawrócić

Marzec 29, 2010

Studia doktoranckie to moje wielkie życiowe rozczarowanie. Szłam na nie pełna ideałów, planów i nadziei na to, że poświęcę się nauce. Teraz jestem na ostatnim roku i jedyne, co mogę powiedzieć, to że ideały diabli wzięli. Już sam program studiów mnie rozczarował, bo okazało się, że na mojej uczelni nie ma wielu zajęć, które mają studenci tego samego kierunku na uczelniach warszawskich czy krakowskich. Od wykładowców chciałam konkretnej wiedzy, a nie bezsensownego lawirowania po tematach.

Czytając to wyznanie w dzisiejszym „metrze” uświadomiłam sobie jak mało brakowało a mogły to być moje słowa i ucieszyłam się, że  wyrwałam się z tego chocholego kręgu już na pierwszym roku.

Ogromna zasługa w tym mojego  – szczęśliwie byłego – promotora, który nie uznawał osób obdarzonych inteligencją. Tylko na pierwsze seminarium przyszłam z entuzjazmem, miałam swoje pomysły, wizje, koncepcje na temat, którego mam wrażenie do tej pory nie zrealizowano w kształcie, który mi się wykluł w czasie pracy nad magisterką. Profesor błyskawicznie sprowadził mnie do poziomu uczniaka z podstawówki i ze swoim pogardliwym „dziewczyno”, próbował zakopać mnie w definicjach, bibliografiach i metodologiach.  Próbowałam udawać ryjówkę, ale nie… nie dawałam rady pełzać i dziobać by zasłużyć na cień braku dezaprobaty.

Zajęcia w ramach programu studiów wcale nie były lepsze, zmieniany co semestr program seminariów ani razu nie okazał się chociażby zbieżny z moim tematem doktoratu i równie dobrze mogłabym chodzić na prelekcje z fizyki kwantowej. O stypendiach nawet nie wspomnę.

Szczęśliwie w marcu, w okolicach swoich urodzin pomyślałam, że coś muszę ze swoim życiem zrobić, w końcu po co się męczyć i marnować najlepsze lata swojego życia.  Zapłaciłam za egzamin, aby zdobyć certyfikat z języka, zaczęłam wysyłać CV i … udało się. Kiedy pomyślę sobie, że mogłabym w tym momencie kończyć trzeci rok studiów i mieć świadomość, że primo jeszcze rok tej męki a secundo jedyne co zyskam na doktoracie to zmarszczki, 4 lata do emerytury i dwie literki przed nazwiskiem, które mogą mi się ewentualnie przydać po założeniu działalności gospodarczej, bo starając się o pracę w szkolnictwie musiałabym je ukrywać, żeby zarabiać jakieś2-3 mniej niż obecnie to… Nie muszę chyba kończyć.

Z błędnej drogi lepiej zawrócić na rozstaje niż uparcie brnąć w moczary. Możesz się zakopać na pustyni by pokazać swoją nieomylność tylko po co ?

„Świat się kręci, czas nie stoi, czas ucieka.
Pędzi życie, nie ma ma lekko, dobrze wiemy. (…)

Coś być musi do cholery za zakrętem”

Reklamy

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść …

Marzec 24, 2010

Słowa piosenki „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść” powinni sobie wziąć do serca w naszym kraju primo politycy, secundo celebrities, tertio jakby tu elegancko… osobowości telewizyjne.  O polityce rozmawiać nie będę, nie ma mowy i pominę wymownym milczeniem kto stanowczo powinien sobie dać spokój z powrotem na scenę polityczną.  Nieco więcej gorzkich słów miałabym dla gwiazd, gwiazdek i pseudogwiazdek muzyki, bo w końcu o ile Stonesi są nieśmiertelni to cóż do zaoferowania ma pan w tupeciku, udający wiecznie młodego amanta, który niewiadomym sposobem w 70 wiośnie życia nie ma ani jednej zmarszczki i nie jest Ibiszem. Jak widać nie tylko z dziewczynami się nie wie… Ciszę wypadałoby także zachować nad trumną naszej niegdysiejszej naprawdę dobrej wokalistki, która obecnie szczyci się głownie tym, że nie boi się samozwańczej królowej nie-wiadomo-czego. Ja się śmiertelnie boję że Stan Borys albo Szczepanik zasiądą w jury innego badziewia telewizyjnego, potocznie zwanego programem rozrywkowym tudzież show.

Za to pan  Majewski, Wojewódzki i kilku innych doprawdy mogliby już udać się na telewizyjną emeryturę, bo ich żarty śmieszą już tylko ich samych.  Majewski ostatnio śmieszny był tak dawno, że nie jestem sobie w stanie tego przypomnieć a Wojewódzki jest ugrzeczniony niczym kamerdyner wobec wszystkich co inteligentniejszych gości, pastwiąc się tylko nad tymi, którzy są od niego zależni, vide – uczestnikami programu, w którym jest jurorem.

Tylko Cejrowski niech sobie robi to co robi, bo z dwojga złego wolę już oglądać jego bose giry w studiu pełnym pseudo-palm (budżet obcięli czy co?!) niż obawiać się co też zrobi on z umysłami braci studenckiej, która i tak po edukacji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim ma małe szanse na powrót do społeczeństwa.  Po przeczytaniu słów: „ Chcę być profesorem.Koniec, kropka. Wszedłem w okres mentorski. Mężczyzna wchodzi w wiek, w którym poucza, dzieli się czymś, co zebrał wcześniej.” ścierpła mi skóra i zaczęłam dużo poważniej niż niegdyś zastanawiać się nad emigracją z tego wariatkowa.  Znając poglądy pana Cejrowskiego należy się obawiać o stan naszych chodników i innych elementów infrastruktury, gdyż wychowana na jego naukach młodzież gotowa rzucać płytkami w gejów, starców, kobiety, artystów, niekatolików, cudzoziemców i polityków.  Dalej o przepełnienie więzień, aczkolwiek Kościół gotów rękoma posłów uchwalić poprawki do kodeksu karnego, uznające przestępstwa popełnione z myślą o przyszlym zapobieżeniu obrazy uczuć religijnych za obronę konieczną.  No chyba, że pozostanie przy wykładach o ginących kulturach, ale w takie szczęście nie bardzo wierzę…

Może się zrzucić na singiel Perfectu i rozesłać do kilku co bardziej upartym ?!…


%d blogerów lubi to: