Ślub po polsku- jak to przeżyć ?!

c3_slub_do_ktorego_nie_doszloSłuchając zamężnych od lat kilku koleżanek miewałam niekiedy dość niepokojące wrażenie, że najdalej 2 lata po ślubie, co dziwnie się zbiega zazwyczaj z przyjściem na świat potomka, twój mąż zamienia się w ogarniętego sklerozą (szczególnie na tle rocznic) bałaganiarza, który najchętniej spędza czas z kumplami w barze lub w najlepszym/najgorszym (tu zdania są podzielone) u mamusi.  Czułam się na siłach sprawić, że u nas tak nie będzie (aha, wzór Oleńki zmieniającej Kmicica nadal pokutuje w narodzie), ale już teraz widzę, że to wcale nie jest takie pewne. Moim koleżankom udało się przynajmniej wytrwać do ślubu i go szczęśliwie przeżyć a ja bynajmniej nie jestem przekonana, że jeszcze przed ustaleniem wiążącej daty nie ucieknę.

Nie będąc kretynką doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że ślub i wesele tak naprawdę jest dla gości i ogólnie rodziny, ale żeby człowiek już nie miał nic do powiedzenia ?! Ani  na temat rodzaju ślubu, ani lokalizacji wesela, dobrze jeszcze że jakimś trafem narzeczonego pozwolono mi wybrać samodzielnie. Ślub cywilny jest be, toż to obraza ( ke?), bez błogosławieństwa się nie da i w ogóle jeśli chcemy tylko cywilny, to po co nam wesele (ke ? even more ). Nikt nie przyjdzie i w ogóle jak to możliwe, że nie marzy mi się zawarcie małżeństwa w kościele, z welonem i całym tym cyrkiem. Jak widać doskonale mi się to udaje, nie mam jedynie pewności, czy uda mi się nie wylądować w zakładzie zamkniętym, gdyż zdaje się iż stanowię zagrożenie dla małomiasteczkowego ładu społecznego.  Zupełnie jakby obecność księdza była od razu nie tylko biletem, ale windą do nieba i gwarancją udanego małżeństwa. Przestaję się dziwić znajomym, którzy dla świętego spokoju ulegli, nie da się żyć z kowadłem pretensji na szyi. Tym bardziej, że do ustalenia jeszcze pozostanie: miejsce wesela, koszt wesela, menu (nie takie potrawy, nie w tej kolejności i w ogóle 10 dań gorących to za mało), lista gości (Alinkę -cioteczną babcię wujka Zenka, no wiesz tego spod Radomia musisz koniecznie zaprosić, pamiętasz, widziałaś ją na weselu brata stryjka Janka, 3 latka miałaś), zaproszenia, zdjęcia, kamerzystę, zespół. No i suknię (rozważę jednak worek na śmieci, może się okazać nie takim złym rozwiązaniem), dodatki, fryzjera, makijaż ślubny, paznokcie… Aaaaaaaaaaaaaa…

Mordunku ratują!

i powiozą mnie windą do nieba…

i powiozą mnie windą do nieba…

i powiozą mnie windą do nieba…

Advertisements

6 Responses to Ślub po polsku- jak to przeżyć ?!

  1. Piotr Mitura pisze:

    Jestem na Twoim blogu pierwszy raz. Na wstępie muszę przyznać że język jakim się posługujesz jest w moim odczuciu bardzo dobry!!
    Co do wpisu – nie muszę wysilać się na empatię. 20.09.2009 to data mojego ślubu i wesela. Rozterki jakie Ci towarzyszą są mi znane. Coś jakbym czytał o swoim ślubie i przygotowaniach 😛 No niestety przygotowania do takiej imprezy to wielki trening zawierania kompromisów, cierpliwości i asertywności. 3mam kciuki za powodzenie operacji!! Serdecznie pozdrawiam.

  2. legs pisze:

    och, jak ja Cię rozumiem!

  3. vna pisze:

    Hej!
    Ufff, a już myślałam, że to tylko ja jestem dziwna jakaś, bo niezbyt kręcą mnie te wszystkie przygotowania 😉

  4. Sunny pisze:

    Wszyscy musimy przez to przejść, coś jak świnka. 😉

  5. sonya pisze:

    Hej, dziewczyny, no co Wy? 😉 Ja rozumiem, że przygotowania mogą być stresujące, że trzeba w wielu sytuacjach ulegać. Ale przecież to jest Wasz ślub i w najważniejszych kwestiach to Wy macie podejmować decyzję 🙂 Jasne, można się zgodzić na siostrę brata wujka Andrzeja, pierwszego męża cioci Krystyny ale akurat to JAKI to ma być ślub powinno być decyzją młodych. Nie dajmy zrobić z siebie hipokrytek. Od razu mówię, że wiem dokładnie jak to wygląda i o co chodzi – w zeszłym roku przechodziłam to samo, co Autorka wpisu. Nie poddałam się i teraz nie żałuję – obyło się bez zbędnego przedstawienia, a i rodzice zrozumieli, że ślub kościelny to byłaby w naszym przypadku paranoja. Jak to zrobiłam? Po tym jak usłyszałam szereg argumentów pt. „Ślub cywilny to nie ślub” i „co ludzie powiedzą? Co ksiądz proboszcz, przyjaciel rodziny powie?” przemyślałam sprawę i po kilku dniach na spokojnie porozmawiałam z rodzicami. Mój pierwszy argument przemówił do taty (z mamą było gorzej…). Powiedziałam im, że to małżeństwo i tak nie będzie ważne, ponieważ przypadek mój i wtedy jeszcze mojego narzeczonego to klasyczny przykład sakramentu zawartego pod naciskiem rodziców (poszperałam trochę i ta przeszkoda w zawieraniu małżeństwa nazywa się „bojaźń” czy jakoś tak i chodzi o to, że ślub jest zawierany w kościele właśnie dlatego, że matka mówi „co ludzie powiedzą”). Tata, zagorzały katolik, pomyślał trochę i stwierdził, że faktycznie to bez sensu i że cyrk niepotrzebny. Ale mama była twarda – bo obojętne, czy będzie ważne czy nie, to przynajmniej nie będzie wstydu. Ale zagięłam ją i powiedziałam bardzo spokojnie, że wstyd to będzie jeśli ktokolwiek z naszego otoczenia zgłosi w kościele przy zapowiedziach, że ten ślub nie powinien być zawarty, ponieważ oboje jesteśmy niewierzący. A że miasteczko, z którego pochodzę jest bardzo małe, dowiedzą się o tym wszyscy. Łącznie z proboszczem, przyjacielem rodziny. Powiedziałam mamie, że dosłownie wszyscy znajomi moi i męża wiedzą, że za kościołem, delikatnie mówiąc, nie przepadamy i że dodatkowym wstydem będzie to, że każdy stojąc w kościele na naszym ślubie będą myśleć „ale hipokryzja!”, lub w przypadku osób wierzących „ale skandal i profanacja”. I na dodatek, że uraczylibyśmy rodzinę grzechem zgorszenia (przygotowałam się na rozmowę z mamą iście profesjonalnie). Później mama mówiła, że rodzina na pewno nie wie, że „ze mną jest aż tak źle” (przemilczałam jej stwierdzenie), ale powiedziałam jej, że przecież w naszej mieścinie takie rzeczy widać i że wszystkie ciotki i wujkowie dobrze wiedzą, że w kościele ostatni raz byłam z 5 lat temu. I w końcu, po tym jak mama już się wypłakała, przyznała mi rację. Co prawda, obawiam się, że przestraszyła się tylko i wyłącznie tego, że ktoś może zgłosić w kancelarii, że jesteśmy z mężem heretykami, ale… Ale może głupio jej się zrobiło, że zarządziła uroczystość-świętokradztwo i wielką obrazę świętości… Tak czy inaczej – zrozumiała, że to byłoby bez sensu. I co? 🙂 Mieliśmy z mężem szczery ślub w USC, a potem fantastyczne przyjęcie. I wszyscy bawili się dobrze- łącznie z moimi rodzicami. A rodzina? Wcale nie była tak bardzo oburzona. Dziadek trochę postękał ale i jemu przeszło jak się napił na weselu 😀
    Ale się rozpisałam! Mam nadzieję, że mój wpis pomoże w ewentualnych trudach Sunny i innymi dziewczynom, które dopiero czekają na tę uroczystość. Trzymajcie się i nie łamcie się:D

  6. Marylou pisze:

    Heya i am for the first time here. I came across this board and I find It truly useful & it helped me out a lot.
    I hope to give something back and aid others like you aided me.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: