Ślub po polsku- jak to przeżyć ?!

Luty 28, 2010

c3_slub_do_ktorego_nie_doszloSłuchając zamężnych od lat kilku koleżanek miewałam niekiedy dość niepokojące wrażenie, że najdalej 2 lata po ślubie, co dziwnie się zbiega zazwyczaj z przyjściem na świat potomka, twój mąż zamienia się w ogarniętego sklerozą (szczególnie na tle rocznic) bałaganiarza, który najchętniej spędza czas z kumplami w barze lub w najlepszym/najgorszym (tu zdania są podzielone) u mamusi.  Czułam się na siłach sprawić, że u nas tak nie będzie (aha, wzór Oleńki zmieniającej Kmicica nadal pokutuje w narodzie), ale już teraz widzę, że to wcale nie jest takie pewne. Moim koleżankom udało się przynajmniej wytrwać do ślubu i go szczęśliwie przeżyć a ja bynajmniej nie jestem przekonana, że jeszcze przed ustaleniem wiążącej daty nie ucieknę. Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Placet literackich koryfeuszy…

Luty 25, 2010

Zachwyciło mnie to sformułowanie – cóż za podręcznikowy przykład pseudo-erudycji,  podlanej obficie sosem przeintelektualizowania i niedopasowania stylu do treści. Rzucanie pereł przed wieprze to mało powiedziane w odniesieniu do wysilania się na ambitne teksty w gazecie dla przeciętnego odbiorcy, który do części kulturalnej rzadko dociera.

Polonistką co prawda jestem mocno wybrakowaną, gdyż ani nie pracuję nad krzewieniem literatury w młodych umysłach, ani też nie mam w ogóle do czynienia z literaturą w pracy zawodowej, ale schlebiam sobie, że zasób słownictwa mam dość szeroki i pod warunkiem, że ktoś nie sili się na cytowanie słownika wyrazów obcych, nie mam problemów z rozumieniem tekstu czytanego. Nawet w postaci wyrwanych z kontekstu kilku słów. A tu nic. Żadnego światełka w tunelu, czymże u licha może być placet koryfeuszy, na dodatek literackich. Rzuciłam pojęcie w eter, do znajomych o podobnym wykształceniu, zainteresowaniach i inteligencji i najczęstszą reakcją był jeden wielki znak zapytania, że nie wspomnę już o tyleż dosadnych co szczerych odpowiedziach typu „Co k… ?”.

Tak się tylko zastanawiam ( i zapewne nie ja jedna) czy autor nie zużył przypadkiem całej energii twórczej na wynalezienie kilku „mądrze” brzmiących słów, gdyż poza tym artykuł wyróżnia się niepoprawnym szykiem zdania, brakiem umiejętności właściwego stosowania myślników, przecinków, a także –  o zgrozo- fleksji, co tylko częściowo da się wytłumaczyć złożoną budową zdań. Co gorsza, owo recenzjo-streszczenie skrzypi w czytaniu.  Średnio co dwa zdania miałam wrażenie, że autor sam gubi się w stworzonym przez siebie chaosie i na chybił trafił wrzuca co jakiś czas fragment fabuły, opinię własną, sądy krytyków, między które wciska na siłę  fakty z najnowszej literatury.  Iii tam, nawet pisać szkoda o tej pomyłce publicystyki.

Dobranoc.


Seksafera – wyrok jest. Przełomu nie będzie !?

Luty 13, 2010

Wyrok w seksaferze, dodajmy nieprawomocny, wzbudził trochę niezrozumiałe dla mnie nadzieje.  Trudno mi orzec czy przemawia przeze mnie nadmierny pesymizm czy gorzki realizm, ale czytając komentarze feministek i działaczek organizacji kobiecych o przełomie i nadziei dla innych kobiet, mam dziwne przeczucie, że nic z tego nie będzie.

Przede wszystkim wyrok zapadł po kilku latach od ujawnienia całej sprawy i wypada wręcz podziwiać determinację Anety Krawczyk, że dotrwała do tego etapu a czeka ją przecież jeszcze apelacja i nie wiadomo jakim rezultatem się zakończy. I po ilu latach… Nie pochwalam ani prowadzenia się Anety Krawczyk ani też jej nie potępiam, ale jedno trzeba jej przyznać – nie załamała jej nagonka medialna rozpętana po ujawnieniu afery. Nie wstydziła się pokazać twarzy i powiedzieć o tym co ją spotkało. Większość kobiet nie ma tyle hartu ducha. I żaden wyrok nie będzie przełomem, gdyż nasza mentalność nadal każe większości obywateli ślepnąć na fakt, iż zgwałcona kobieta jest ofiarą a nie kusicielką.  Kobieta bez twarzy, bez imienia jutro może być naszą siostrą, koleżanką,  sąsiadką. Czy wtedy też  na porządku dziennym tak lekkomyślnie pozwalalibyśmy sobie na komentarze typu „jak suczka nie da piesek nie weźmie” kobiety nie będą zgłaszały gwałtów.

Pomyślmy bowiem jaka  czeka droga bezimienne kobiety, którym twarz i poczucie godności odebrał gwałciciel, przełożony… Zgłoszenie przestępstwa na komisariacie. Upokarzające pytania zadawane przez policjantów, rzadziej policjantki, sprawiające że ofiara musi się bronić, że nie zachęcała, prowokowała, nie ubrała się wyzywająco, nie powiedziała „nie” wystarczająco stanowczo. Z założenia zatem każda, która ma akurat na sobie spódnicę/sukienkę, obcisłą bluzkę, makijaż i buty na obcasach nie ma po co iść na komendę, narazi się tylko na upokorzenia. Następnie o gwałcie trzeba powiedzieć rodzinie, znajomym, dalszym znajomym gdyż plotki się  rozchodzą błyskawicznie. Dobrze nie wpływa także na związek – ona czuje się zbrukana i boi dotyku, on ma wyrzuty sumienia, że go nie było, nie obronił, czuje się odrzucony. Ciekawie ten problem ujmuje książka „Klub ocalonych”, kto nie czytał polecam. Film także jest dobry, ale nie oddaje aż tak wnikliwie psychologicznych aspektów. Co dalej również łatwo sobie wyobrazić – w najlepszym razie policja złapie sprawcę, ofiara wytrzyma do procesu. Jak słuchać uwłaczających ludzkiej inteligencji tłumaczeń jak to sprowokowała zwyrodnialca, bo w letni wieczór nie założyła worka po kartoflach, ale wygodną sukienkę?! Wyrok nieprawomocny, apelacja, kolejna…  Wałkowanie, przypominanie sobie, opowiadanie  wciąż od nowa zdarzenia, o którym jak najszybciej chciałoby się zapomnieć – polski system sądownictwa nie daje nadziei na szybkie ukaranie sprawcy.

Może kilku pracodawców zastanowi się zanim następnym razem klepnie po pupie swoją podwładną. Może kilku polityków sobie uświadomi, że nie stoją ponad prawem i im także na drodze może stanąć zdeterminowana kobieta. Może kobiety zaczną częściej upominać się o sprawiedliwość. Może … Takich może można mnożyć jeszcze długo. Czasem zdaje mi się, że gdyby w Polsce problemy zaczyna się dostrzegać tylko wówczas gdy spotykają kogoś znanego, wpływowego.  Czy dopóki przestępstwo w miejsce maski nie zyska twarzy nie będzie sprawiedliwości ?! Zdaje się, że nigdy nikt nie zgwałcił ani nie molestował żony policjanta, gdyby było inaczej kobiety zgłaszające się na policję byłyby inaczej traktowane. I ktoś się potem dziwi, że nikt nie pomaga policjantowi, atakowanemu przez młodych bandytów, skoro w momencie gdy tego najbardziej potrzebowaliśmy nikt nie pomógł nam.

I u licha niech się skończy rozważanie czy ofiara jest wiarygodna a zacznie ocenianie czy sprawca popełnił zarzucany mu czyn. Kobieta ma prawo wyjść na ulicę w bikini i żadnemu mężczyźnie nie daje to prawa by tknąć ją chociaż palcem! Przestępstwo jest przestępstwem i miejmy nadzieję, że wyrok sądu apelacyjnego to potwierdzi. Nawet jeśli Stanisław Ł. 😉 nadal będzie udawał ciężko chorego. Lew R. też udawał…


9-letnie dziecko rodzi dziecko – o aborcji i edukacji seksualnej słów kilka

Luty 7, 2010

9-latka z Chin, która niedawno urodziła dziecko, została już okrzyknięta przez prasę najmłodszą matką świata. Zdaje się, że „pobiła” ten wątpliwy rekord jakaś niespełna 6-letnia dziewczynka, ale w każdym bądź razie i tak mamy do czynienia z patologią i porażką całego współczesnego świata. Konstytucje, kodeksy i inne regulacje prawne miały w końcu postawić kres stawaniu tradycji ponad prawem. Nastoletnie żony i mamy miały odejść do lamusa, gdyż postęp medycyny i ogólnej wiedzy sprawił, że kobiety nie muszą już zaczynać płodzić dzieci w wieku 15 lat, aby urodzić jak najwięcej i by chociaż część potomstwa przeżyło. Tymczasem od ładnych kilkunastu lat szczególnie rozwinięte społeczeństwa wydają się cofać w rozwoju. W końcu czy normalne i właściwe jest, aby dziewczynki, które nie mają jeszcze nawet praw wyborczych i nie mogą legalnie kupić piwa rodziły dzieci ? Jestem w stanie zgodzić się z tym, że nie należy zła zwalczać złem, a aborcja nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, chociaż czasem lepszym niż inne, ale w takich wypadkach, gdy dzieci rodzą dzieci poniżej 15-16 roku życia, nie mam wątpliwości – można skrzywdzić albo jedno dziecko albo dwoje. Czytaj resztę wpisu »


%d blogerów lubi to: