Read more books than blogs

Przyznam szczerze, że gdybym nie zobaczyła to nie uwierzyłabym. Krążący od jakiegoś czasu zapewne, ale zobaczony przez mnie dopiero dzisiaj obrazek „read more books than blogs” uświadomił mi, że ku mojemu zaskoczeniu blogi stały się tak ważnym elementem, nie tylko cyberprzestrzeni.  Sama nie tylko pisuję dosyć nieregularnie, ale i niemal nie czytuję innych. Być może da się to przyporządkować pod kategorię wstydliwych wyznań, ale do awantury o budyń Oetkera nie miałam pojęcia o istnieniu sławnego ponoć Kominka a nazwy najpopularniejszego polskiego bloga, opisującego rzeczywistość polityczną, mimo najszczerszych chęci nie jestem sobie w stanie ani przypomnieć ani wygooglać. Czytania wypocin polityków i pseudgwiazdek showbiznesu unikam jak ognia… Pogoń za trendami i modą mnie nie interesuje… Na myśl o czytaniu „arcydzieł” ortografii i stylu naszej przyszłości narodu aż mnie otrząsa. Nie pasjonuję się na tyle żadnym serialem, Hannah Montana, filmem a wiadomości wolę jednak w telewizji. Tymże to sposobem poza blogiem  Samcika , który ostatnio trochę nadmiernie popada w samouwielbienie i mojego guru Bralczyka,  poza okazjonalnymi wizytami u znajomych, aby zobaczyć, co tam u nich słychać nie czytam żadnego bloga. No, jeszcze zerkam czasem na porady odnośnie photoshopa i przepisy kulinarne, ewentualnie jak zrobić koraliki czy ładnie ułożyć serwetki na spotkanie z teściami ;), ale na tym koniec. Dlatego też nie przyszłoby mi do głowy, że blogi mogą zastąpić książki.Nigdy w życiu!

Na pewno krótka forma i wygodna platforma jest zaletą blogów, ale… Szczerze mówiąc ja nawet do e-booków nie jestem w pełni przekonana. Audiobooków czasem słucham, ale też z pewną rezerwą. Nie ma to jednak jak szelest kartek, ciepła herbatka i kocyk. I inny świat, do którego przenosimy się nawet w zatłoczonym autobusie i długiej kolejce do kasy. No i jak tu porównać ukochane książki z dzieciństwa a potem już lat dorosłych  z czytaniem o piciu herbaty i pierwszych słowach ukochanego dziubdziusia. Jak zastąpić  Imię Róży, Ivanhoe czy Sapkowskiego z najbardziej błyskotliwą nawet oceną najnowszej pyskówki w sejmie. Nie da się, no nie da!

Kochajcie książki rodacy !

I czytajcie, książka żyje tylko wtedy gdy jest czytana…

Reklamy

One Response to Read more books than blogs

  1. byle pisze:

    Blog jako zastępstwo książki? Nigdy w życiu.

    Moim zdaniem blogi są raczej odpowiednikiem gazet – i moim zdaniem to zadanie spełniają całkiem nieźle. Z jednej strony mamy blogi opisujące bieżące wydarzenia, w zależności od autora może to być polityka, IT, moda, czy cokolwiek innego… Z drugiej natomiast wpisy o przeżyciach, opisujące sytuacje, itp które mogą doskonale zastąpić wszelkie felietony, testy i inne artykuły.

    I może nie jak zastępstwo, a raczej jako uzupełnienie. W większości przypadków bardzo ciekawe uzupełnienie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: