Na Nowy Rok – zamiast życzeń i postanowień…

Grudzień 31, 2009

Zamiast życzeń i postanowień kilka myśli, które mają mi przyświecać w Nowym Roku:

1. Szczęście:

„Szczęście jest wówczas pełne, gdy światło  poranku budzi dwoje ludzi do dnia pełnego wspólnych czynów i rozmów.” J. Iwaszkiewicz

2. Zmiany, zmiany:

„Chciałem zmienić świat. Doszedłem jednak do wniosku, że mogę jedynie zmieniać samego siebie.” Aldous Huxley

„Powstrzymaj się przed strofowaniem kogokolwiek. Gdyby ludzie mogli się zmieniać, zmienialiby się. Ale nie mogą. A ty jeszcze mniej niż oni.” Emil Cioran

3. Przyjaźń:

„Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem”. Albert Camus

4. Książki

„Nigdy nie czytaj książki, która nie ma przynajmniej roku.” Ralph Waldo Emerson

5.  Błądzić jest rzeczą ludzką:

„Przestańcie nazywać błędem to, co jest przeciwieństwem waszej prawdy, a prawdą to, co jest przeciwieństwem błędu.” Antoine de Saint-Exupery

„Popełnić błąd to jeszcze nie tragedia. Tragedią jest upieranie się przy tym błędzie.” F. de la Rochefoulcauld

6. Prawda

„Prawda leży pośrodku – może dlatego wszystkim zawadza”. Arystoteles

7. Czas:

„Stracony czas jest tak nieodwracalny jak śmierć.” Piotr I Wielki

Reklamy

„Wszystkie jesteście niewierne” – o obyczajach, religii i prawach kobiet. Recenzja.

Grudzień 28, 2009

Okres świąteczny to dla mnie czas, kiedy dopadam wszystkich książek, które od dawna miałam przeczytać lub kupuję coś nowego, czasem odbiegającego od moich zwykłych upodobań.  Wczoraj w Empiku wpadło mi w rękę kilka książek z zakresu literatury faktu czy wręcz mini-reportaży, których swego czasu czytałam sporo i postanowiłam wrócić do tego gatunku.

Opis książki zamieszczony przez wydawnictwo zainteresował mnie, ale był na tyle lakoniczny, że dopiero w trakcie  zorientowałam się, że już to czytałam i to tuż po wydaniu książki, czyli mniej więcej w 2001 roku.  Ponowna lektura z takiej perspektywy czasu, pozwoliła mi nie tylko spojrzeć inaczej i dojrzalej na historię afgańskiej nastolatki, żyjącej najpierw w okupowanym kraju a później w obozie dla uchodźców. Zdałam sobie sprawę także z tego, że po tych wszystkich latach nic się w Afganistanie nie zmieniło i wątpliwe czy Zoi udało się spełnić chociaż jedno z jej marzeń o powrocie do kraju, małżeństwie, życiu takim jak przed wybuchem wojny.

Przyznam, że pomimo dwukrotnej nawet lektury książki i regularnego oglądania wiadomości telewizyjnych nie umiem tak naprawdę odtworzyć spójnego przebiegu współczesnej historii Afganistanu ani stwierdzić do jakiego stopnia udało się znieść zbrodniczy reżim talibów. Wszyscy sprawozdawcy koncentrują się na bitwach, bombach, ofiarach a tak naprawdę nie wiemy nic o codziennym życiu w kraju ogarniętym wojną. tym codziennym życiu, które tak doskonale, choć prosto opisała Zoja. Nie wiemy czy kobieta nadal nie może iść ulicą samotnie, bez towarzystwa krewnego i w obowiązkowej burce, czy może skorzystać z pomocy lekarza-mężczyzny bez grożących jej za to sankcji i czy nadal jedyną dozwoloną a nawet propagowaną rozrywką jest oglądanie egzekucji… Czy dzieci znowu puszczają latawce a noszenie białych skarpetek nie jest już równoznaczne z deptaniem flagi talibów… Jakie nastąpiły zmiany obyczajowe, prawne…

Tak naprawdę bowiem, jednym z największych walorów „Niewiernych” jest próba pokazania pozycji, praw kobiet w Afganistanie, jej genezy i tego jak subtelnie trzeba działać, aby cokolwiek udało się zmienić. Historia przybranej babki Zoi, która uświadamia sobie, że usankcjonowane prawnie i zwyczajowo bicie ją przez męża jest złe, że w przyszłości powinno się to zmienić, aby choć dla niej jest za późno, ochronić następne pokolenia jest przykładem jak trudno zmienić mentalność ludzką. Kobiety nawet wykształcone i w teorii świadome swych praw poddają się tradycji, która jest silniejsza niż litera prawa i konstytucja. Dowodzi tego koleżanka Zoi, która wydana zgodnie z tradycją za zupełnie nieznanego jej mężczyznę, nie kontynuuje nauki, gdyż mąż jej nie pozwala. Dowodzi tego rodzina uchodźców, która zapożycza się na wielkie tradycyjne wesele a potem nie ma za co kupić lekarstw i butów dla dzieci.  Ulegają presji społecznej i silnemu, nie oszukujmy się także u nas, strachowi przed tym „co ludzie powiedzą”. Ulegają dyktatowi religii, która jak mi się wydaje, nie powinna tak dalece rzutować na życie codzienne ani swoich wyznawców ani tym bardziej ludzi innego wyznania. Wszystko to w dodatku opisane bez żadnego zadęcia, bez peror –  w formie prostego życzenia o coś, co dla wielu z nas wydaje się oczywiste. Szczególnie uderzyło mnie marzenie o poślubieniu mężczyzny, który będzie szanował ją i to co robi – wydawałoby się tak bardzo skromne a dla wielu kobiet nieosiągalne…

Polecam tę książkę tym, którzy interesują się innymi kulturami, tematyką praw człowieka. Na 200 stronach została spisana naprawdę jedna z najbardziej poruszających historii, jakie czytałam.


Myślę, więc jestem … śmieszny. Kretyństwa roku 2009

Grudzień 27, 2009

Przełom roku jest zwykle okresem podsumowań i gdybym chciała dokonać subiektywnej oceny minionego roku to muszę rzec, że tak jak to powiedział G.G. Marquez największym nieszczęściem tego kraju jest to, że ludzie mają za dużo wolnego czasu na myślenie […]. Coś w tym musi być, bo z „Kontrabasisty” Patricka Suskinda, którego w końcu nie skończyłam zapamiętałam zdanie, dosyć niedokładnie zresztą, że myślenie jest zbyt trudne, aby każdy mógł się nim zajmować. Niestety wszyscy uważają, że potrafią myśleć i robią to.  Z czego wychodzą same problemy.

Komitetowi, przyznającemu Noble pokojowe, też się wydawało, że potrafią myśleć i wymyślili ekstraordynaryjnie, że Nobla dostanie Barack Obama, który co prawda jeszcze niczego nie dokonał, ale ma potencjał. W tym momencie zdaje się, że powinnam się domagać literackiej nagrody Nobla. Co prawda poza blogiem niczego jeszcze nie napisałam, ale z całą pewnością mam potencjał i kto wie. Obama odwdzięczył im się apelując o większą liczebność kontyngentu w Afganistanie.  Mógłby tłumaczyć się, że kierował się słynnym cytatem:Uczcie ich polityki i wojny, by ich synowie mogli studiować medycynę i matematykę, a wnuki miały prawo zajmować się poezją, muzyką i architekturą…”

gdyby nie to, że znając poziom edukacji amerykańskiej bardzo wątpię, aby go znał. Czytaj resztę wpisu »


Read more books than blogs

Grudzień 19, 2009

Przyznam szczerze, że gdybym nie zobaczyła to nie uwierzyłabym. Krążący od jakiegoś czasu zapewne, ale zobaczony przez mnie dopiero dzisiaj obrazek „read more books than blogs” uświadomił mi, że ku mojemu zaskoczeniu blogi stały się tak ważnym elementem, nie tylko cyberprzestrzeni.  Sama nie tylko pisuję dosyć nieregularnie, ale i niemal nie czytuję innych. Być może da się to przyporządkować pod kategorię wstydliwych wyznań, ale do awantury o budyń Oetkera nie miałam pojęcia o istnieniu sławnego ponoć Kominka a nazwy najpopularniejszego polskiego bloga, opisującego rzeczywistość polityczną, mimo najszczerszych chęci nie jestem sobie w stanie ani przypomnieć ani wygooglać. Czytania wypocin polityków i pseudgwiazdek showbiznesu unikam jak ognia… Pogoń za trendami i modą mnie nie interesuje… Na myśl o czytaniu „arcydzieł” ortografii i stylu naszej przyszłości narodu aż mnie otrząsa. Nie pasjonuję się na tyle żadnym serialem, Hannah Montana, filmem a wiadomości wolę jednak w telewizji. Tymże to sposobem poza blogiem  Samcika , który ostatnio trochę nadmiernie popada w samouwielbienie i mojego guru Bralczyka,  poza okazjonalnymi wizytami u znajomych, aby zobaczyć, co tam u nich słychać nie czytam żadnego bloga. No, jeszcze zerkam czasem na porady odnośnie photoshopa i przepisy kulinarne, ewentualnie jak zrobić koraliki czy ładnie ułożyć serwetki na spotkanie z teściami ;), ale na tym koniec. Dlatego też nie przyszłoby mi do głowy, że blogi mogą zastąpić książki.Nigdy w życiu!

Na pewno krótka forma i wygodna platforma jest zaletą blogów, ale… Szczerze mówiąc ja nawet do e-booków nie jestem w pełni przekonana. Audiobooków czasem słucham, ale też z pewną rezerwą. Nie ma to jednak jak szelest kartek, ciepła herbatka i kocyk. I inny świat, do którego przenosimy się nawet w zatłoczonym autobusie i długiej kolejce do kasy. No i jak tu porównać ukochane książki z dzieciństwa a potem już lat dorosłych  z czytaniem o piciu herbaty i pierwszych słowach ukochanego dziubdziusia. Jak zastąpić  Imię Róży, Ivanhoe czy Sapkowskiego z najbardziej błyskotliwą nawet oceną najnowszej pyskówki w sejmie. Nie da się, no nie da!

Kochajcie książki rodacy !

I czytajcie, książka żyje tylko wtedy gdy jest czytana…


„Jakie smutne oczy ma karp…”

Grudzień 9, 2009

Smutne oczy ma nie tylko karp z jednej z moich ulubionych piosenek zimowo-świątecznych.  Jadę codziennie Nowym światem, patrzę na udekorowane światełkami latarnie, fontanny smagane wiatrem i moknące na deszczu i robi mi się oraz smutniej…  Wbrew reklamom, w których próbują nas nakłonić do kupowania wszelkimi możliwymi sposobami, atmosfera nie staje się ani trochę bardziej świąteczna. Za oknem zamiast wesołych płatków śniegu tańczących na wietrze, oszronionych drzew i karykatur bałwanów w parkach mamy tylko bezlistne drapaki, brudne chodniki, kałuże i … smutne oczy. Czytaj resztę wpisu »


%d blogerów lubi to: