„Porwanie” Chmielewskiej mnie nie porwało!

Czytelniczką książek Joanny Chmielewskiej jestem długoletnią, aczkolwiek mało systematyczną i kolejne pozycje pochłaniam w dużej mierze zrywami, w zależności od tego, czy aktualnie przeczytana pozycja wydała mi się interesująca czy nie. „Porwanie” wyjątkowo kupiłam już w dzień po premierze. Nie byłam jakoś szczególnie na nią napalona, ale miałam nadzieję na lekturę poprawiającą nastrój, nabyłam i…  nie zawiodłam się tylko dlatego, że nie oczekiwałam zbyt wiele w momencie, gdy zobaczyłam, że główną bohaterką jest Joanna.

Wydaje mi się,  że ostatnimi laty Chmielewska zatraciła umiejętność budowania spójnej, logicznej, żywej i interesującej akcji w książkach, w których podmiot liryczny jest zarazem alter ego autorki. Zrozumiały jest fakt, że kobieta w jej wieku nie biega już po mieście ani nie udaje wiertarki mechanicznej, ale …  Jeżeli się nie ma o czym pisać, to się po prostu nie pisze, czego dobitnym przykładem są moje biedne, osierocone często blogi.  Wracając jednak do tematu – od jakichś 10 lat, czyli od „Złotej muchy” żadna książka z Joanną mnie nie porwała, a kiedyś było dokładnie na odwrót. Trudno, aby porywało coś, gdzie 50% akcji stanowią pogadanki w domu Joanny, podczas których bezustannie jedzą,  leją się hektolitry piwa lub wina i wszyscy rozbijają się taksówkami, co powoduje zgrzytanie zębów u przeciętnych, pracujących jednostek, którym podobne ekstrawagancje nie grożą. Podczas czytania nowszych książek Chmielewskiej przypomina mi się Klub Pickwicka, w którym akcja a raczej jej brak wyglądał bardzo podobnie – jedzą, piją i popuszczają pasa ;). Szkoda, że czasy saskie już dawno minęły i dzieło w stylu „Opisu obyczajów za panowania króla Augusta III” Kitowicza nie ma już szans powodzenia.   Coraz bardziej wkurzają mnie też powtarzające się do bólu te same postaci, adresy i akcje. W końcu wydawałoby się, że w Warszawie jest więcej ulic niż nieszczęsna Chmielna 106, która występuje bodaj w trzech książkach w trzech funkcjach, można by się zdecydować co do nazwiska Bożydara, Wymarzeńca, Słodkiego Kocia i tego, jak w końcu miał na imię mąż Alicji, a także  nie powtarzać tych samych historyjek w kilku książkach, np. nieszczęsnej gęsi pieczonej w glinie, która – jeżeli liczyć poradniki – piekła i  się upiec nie mogła co najmniej 3 razy.

„Porwanie” powtarza wszystkie najgorsze wady stylu Chmielewskiej z ostatnich 10 lat, a najgorszą jest to, że jest po prostu nudna. Nieprawdopodobna zupełnie akcja, połączona ze skretynieniem bohaterów, z których 5 na 7  (czy znany jest Pani Chmielewskiej rachunek prawdopodobieństwa?) słyszało/widziało podobne porwania i najpierw tego w ogóle nie skojarzyło, a potem grzecznie czekało z przypomnieniem sobie aż poprzednia osoba skończy opowiadać. Ja się może nie znam, ale tuszę, że gdybym kiedykolwiek słyszała o porwaniu, to w przypadku podobnego zdarzenia nie potrzebowałabym kilku dni na przypomnienie sobie tego faktu. Kolejną wadą książki jest jej przegadanie, przy całkowitym braku błyskotliwych dialogów, które mogłyby podnieść walory powieści.  Brak zupełnie perełek językowych, zabawnych skrótów myślowych i lapsusów,  co stanowiło swoisty znak rozpoznawczy stylu Chmielewskiej. Co gorsza spirytus movens całej powieści, czyli porwanie osoby wziętej za Joannę Chmielewską, całkowicie niepotrzebnie zostało przekombinowane. W zupełności wystarczyłaby zbieżność nazwiska osoby, która zamieszkała pod starym adresem Joanny. Nie, trzeba było jeszcze dodać, że się podszywała pod Joannę i prześladowała ją telefonicznie, zrzynając na dobitkę sporą część akcji z „Babskiego motywu”. Przejadę się jeszcze po postaciach, bo doprawdy różne nieprawdopodobne kreacje Chmielewska stworzyła, ale tutaj już dała popis fantazji i fikcji posuniętej do granic niemożliwości. Natalkę dałoby się jeszcze ścierpieć, nawet Klarę pomimo finalnej bójki, ale przy Konradzie, który chce oddać rywalowi  nerkę, dosłownie wymiękłam, ogłupiałam, skamieniałam i zamieniłam się w żonę Lota, a potem wybuchłam nieopanowanym śmiechem.  Dzięki temu znalazł się moment, po którym tarzałam się po podłodze ze śmiechu, tylko chyba niezupełnie o taką reakcję chodziło.

Generalnie „Porwanie” jest po prostu nijakie i nużące. Może jednak Pani Joanna, na której książkach się wychowałam, powinna przemyśleć pozostanie przy utworach, w których jej alter ego się nie pojawia, które pomimo upływu lat nada są w większości świetne.  Audiobooki z „Depozytu” i „Krowy niebiańskiej” ratowały mi samopoczucie, gdy przez tydzień nie wolno mi było czytać ani używać komputera i żałuję, że od „(Nie) boszczyka męża”, czyli już ładnych kilku lat, nie pojawiło się nic w tym stylu.

Koniec i bomba, kto przeczytał „Porwanie’ ten trąba.

Reklamy

18 Responses to „Porwanie” Chmielewskiej mnie nie porwało!

  1. Tuśka-Mamuśka pisze:

    o rany, to dałaś czadu, jeszcze nie przeczytałam porwania, ba, nawet nie kupiłam go ale takie miałam podejrzenia że nie będzie dobre. Dużo racji jest w tym co napisałaś że od paru ładnych lat te książki są gorsze i ta baza w domu jest dobijająca, w kółko wino, żarcie, taxi. może poczekam aż będzie u nas w bibliotece osiedlowej i wtedy ewentualnie przeczytam.

  2. Sunny pisze:

    Nie pamiętam czy jesteś z Warszawy, jeśli tak to chętnie ci pożyczę jeśli będziesz miała czas wyskoczyc na krótką kawkę.

  3. Pumex pisze:

    Bardzo udana recenzja – dobrze napisana i pokrywająca się z moimi odczuciami.
    Czy masz coś przeciwko umieszczeniu fragmentu recenzji oraz linka do jej całości na Twoim blogu w serwisie http://www.chmielewska.org?

    Pozdrawiam

    • Sunny pisze:

      Nie ma problemu. Ciesze się, ze się podobało, przyznam że wahałam się przed zamieszczeniem linku do recenzji, wszak jest cokolwiek mało pochlebny.

      Pozdrawiam także 🙂

  4. legs pisze:

    ech, mądrze napisane. niestety.

  5. finetka pisze:

    Super recenzja. Ja też się nie spodziewałam niczego poza tym co dostałam. Nie czekam już od dawna na drugie ‚Wszystko czerwone’, bo to przecież niemożliwe. W sumie książka mi się podobała, ale bez rewelacji, dlatego trafiła do grupy 3: http://finetka.wordpress.com/2009/10/31/ulubione/ z czasem może trafi do 4, ale na pewno nie pójdzie w górę.

    • Sunny pisze:

      Ale, że dałaś Harpie do grupy 5. to nie wierzę, mnie się podobały. Nie dałam za to rady Pafnucemu, Kierunkowi Ruchu i Autobiografiom. Sama kiedyś wymyślę chyba swoją klasyfikację.

  6. finetka pisze:

    Harpie trafiły do grupy 5, bo czytałam je tylko raz. Próbowałam czytać jeszcze raz, ale jak dotąd dochodzę do pewnego momentu i… koniec nie idzie dalej, a poza tym te ciotki mnie irytują. 😉

  7. puzla pisze:

    W prozie nie istnieje coś takiego, jak podmiot liryczny. Liryczny, jak sama nazwa wskazuje, należy do liryki. Epika ma narratora. W tym wypadku – narratora pierwszoosobowego.
    Spiritus movens, nie spirytus, jeśli już wsadzać łacinę.
    Co do reszty – święta racja. Pani Chmielewska po prostu się starzeje. Tak mi się wydaje przynajmniej, bo o ile taką Autobiografię czytałam z przyjemnością, to ostatni tom określiłam jako „starczy bełkot” – przepraszam urażonych, ale te słowa właśnie miałam w głowie – i ledwo dałam jej radę. Niestety, poziom powieści systematycznie spada, tematy powtarzają się z przerażającą regularnością, a Mary Sue wciska się drzwiami i oknami w postaci pięknych sierotek utalentowanych już to plastycznie, już językowo – czternaście języków w wieku dwudziestu lat mnie zabiło.
    Dobra, pomocna recenzja.

  8. Asia pisze:

    Bardzo dobra recenzja. Zgadzam się z autorką w 100%.

  9. ann pisze:

    Recenzje „Porwania” przeczytałam najpierw w prasie i mną zatrzęsło!Niestety dziennikarz miał rację.Książka jest średnia a szkoda, bo długo czekałam na „coś” nowego. Przykro mi było,że kiedy czytałam to momentami nudziłam się przeokropnie i miałam ochotę cisnąć lekturą w kąt!Te przerażające wręcz ilości jedzenia i alkoholu( i co dziwne nikomu nic nie zaszkodziło!), te dywagacje o koligacjach rodzinnych…uff.
    Nie obrażając nikogo- kryminały Chmielewskiej wielką literaturą nie są i mam wrażenie,że wcale do takiej nie aspirują. Nie są to również typowe „odmóżdżacze”, czyli książki, które można czytać bez włączania do tego procesu mózgu.Dla mnie od zawsze były to historie przepełnione akcją i dużą dawka poczucia humoru, takie powieści na przyzwoitym poziomie. Uwielbiam „Wszystko czerwone” i „Przeklęta barierę”.I za takie pozycje w literaturze polskiej będę pani Joannie dozgonnie wdzięczna.

  10. agnieszka11363 pisze:

    A JA LUBIE WSZYSTKIE KSIĄŻKI CHMIELEWSKIEJ I JEŻELI JAKAŚ OKAZUJE SIE MAŁO INTERESUJĄCA TO NA PEWNO NASTĘPNA BĘDZIE CZAD!!SZKODA TYLKO ZE NIKT Z NASZYCH REŻYSERÓW NIE NAKRĘCI FILMU NA PODSTAWIE KSIĄŻEK ” WSZYSTKO CZERWONE ” „LESIO” I INNE SZKODA !!!!! OGLĄDAŁAM NAKRĘCONE PRZEZ ” NASZYCH PRZYJACIÓL ZE WSCHODU!!” DNO!!!!!!!
    PANI JOANNO KOCHAM PANIĄ ZA TE WSZYSTKIE KSIĄŻKI !!!
    DLACZEGO PANI NIE MOŻE BYĆ MOJĄ TEŚCIOWĄ??????

  11. lilybeth pisze:

    Świetna recenzja, całkowicie zbieżna z moimi odczuciami. Co prawda „Porwania” nie czytałam, ale z podsumowaniem twórczości zgadzam się w pełni. Książki do „Złotej muchy” znam niemal na pamięć, a od niej – tylko „Depozyt” naprawdę przypadł mi do gustu.

  12. […] pisałam już kiedyś przy okazji recenzji Porwania moim zdaniem Chmielewskiej coraz bardziej nie wychodzą książki z serii przygód Joanny, […]

  13. […] pytać znajomych o ich opinie. Po namyśle uznałam, że byłoby to popadanie w pewien schemat, który nie tak dawno wytykałam osobie, która włada piórem daleko lepiej niż ja. Zatem  bez dalszej zwłoki i (zewłoka) przystąpmy do […]

  14. Chwileczka pisze:

    Trochę mi smutno kiedy czytam taką recenzję, ale mimo wszystko nie umiem się z nią do końca pokłócić. W ciągu ostatnich kilku miesięcy czytam tylko Chmielewską, chronologicznie według czasu wydania i jestem wniebowzięta. Ale faktycznie sama zauważyłam, że ostatnie powieści (nie czytałam jeszcze dwóch ostatnich) są robione lekko na jedno kopyto i trochę za wcześnie umiem odpowiedzieć na pytanie „kto zabił?” Mimo to nawet „Porwaniu” nie da się odmówić swojego uroku, a początek jest wg mnie wspaniały. Potem się to faktycznie trochę dłuży…

  15. […] normalnemu człowiekowi, to trzeba przeczytać. Nawet jeśli potem będę twierdzić, że “Porwanie” mnie nie porwało, “Byczki w pomidorach” nie trzymają klimatu innych książek z Alicją, a […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: