O ściąganiu z nostalgią…

Ściąganie, ściagania, o ściąganiu… Nie, nie próbuję udowodnić, że potrafię omieniać rzeczowniki przez przypadki a jedynie daję wyraz swojej irytacji na cały ten szum medialny o ściaganie muzyki i innych plików z internetu.

Nie pamiętam ile lat ma Kazik i szczerze mówiąc nie chce mi się tego sprawdzać, ale nie sądzę, aby czasy w których dorastał były łatwiejsze pod względem dostępu do muzyki i innych dóbr kultury niż moje. Kiedy ja zaczynałam się interesować muzyką, jako sześcioletni berbeć, ukształtowany w dużej mierze przez strasze rodzeństwo cioteczne mieliśmy właśnie wspaniały, przełomowy rok 1989. Kilka lat później kiedy zaczęłam być już bardziej świadoma na listach przebojów królowały wybitne utwory muzyczne typu radosna twórczość Dr Albana i 2 Unlimited, w Polsce święcił triumf Varius Manx a ja po kryjomu słuchałam pierwszych albumów Piersi, Iry czy Big Cyca, na które byłam jeszcze stanowczo za młoda i tym sposobem poznałam wiele nieodpowiednich słów. Wtedy też pod kuratelą starszych braci i sióstr chodziłam na pierwsze wiejskie dyskoteki. Repertuar stanowił zbitek disco, rocka i czego sie dało z przyniesionych przez nas samych kaset. Kaset, których jakość wołała o pomstę do nieba, wielokrotnie przegrywanych, kopii kopii z szumami, trzaskami. Ciągle się rwących i sklejanych pieczołowicie taśmą klejącą. Z braku odpowiedniej ilości sprzętu przewijanych na ołówku, aby dotrzec do odpowiedniej piosenki, którą akurat chciało się puścić. Ten kto miał wówczas magnetofon dwukasetowy ten był gwiazdą towarzystwa i generalnie debeściakiem. Ja sama wybłagałam taki u chrzestnego na komunię, nakichawszy na proponowany mi rower (przypominam, ze cyfrówek i komputerów nikt wówczas nie dostawał, bo ich zwyczajnie nie było w obiegu, o modzie nie mówiąc). Do tej pory w pudełku, które zostawiłam u rodziców w domu mam relikty tamtych czasów i nieliczne oryginalne kasety, o które primo było trudno, secundo – stanowiły poważny wydatek na ówczesne czasy. Nikt nikomu nie żałował, pożyczało się kasety, kopiowało, pożyczało kopie innym. I co dziwne nikt jakoś wówczas nie mówił o okradaniu kogokolwiek a nie sądzę, aby artyści nie zdawali sobie sprawy z tego, ze tak się właśnie dzieje. Nie sądzę też, aby sami robili inaczej i nigdy nie pożyczali niczego od znajomych, pomimo iż tak dumnie obnoszą się z tym, że oni nie kradną. Nic mi nie wiadomo także, abym wychowywała się w środowiskach patologicznych, gdyż znajomi z innych miast mają podobne wspomnienia z tego okresu. To samo dotyczyło filmów na kasetach vhs, tak straszliwym zabytku, że osoby poniżej 18 lat mają prawo nie wiedzieć co to za dziw.

I proszę, wystarczyło jakieś kilkanaście lat i zmiana nośnika, aby nagle dzielenie się muzyką i filmami zaczęło być nazywane kradzieżą. Niewątpliwie teraz jest łatwiej, szybciej i dzielimy się nie tylko ze znajomymi, ale czy to zmienia aż tak wiele ? Czy wszystkie ukochane kasety mam wyrzucić na śmietnik ? Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: