Stugębne nieszczęście

s4031355

Szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone.

Zerkam na jaśniejące ostatnio niepokalaną bielą białe strony mojego bloga i uświadamiam sobie, że od pewnego czasu nie pojawia się w nim nic nowego. Brak natchnienia ? Niekoniecznie. Raczej brak czasu, ale to też nie to. Czy ja wiem …. Chyba po prostu minął u mnie okres kiedy miałam chęć dzielenia się z innymi swoimi myślami, przeżyciami, tym co mi aktualnie „w duszy gra”.

Stugębne nieszczęście…. W oryginale była stugębna plotka i zawsze mi się to określenie podobało. Tytuł zresztą jest nieprzypadkowy, gdyż najszybciej od stuleci rozprzestrzeniają się plotki i informacje o katastrofach. Pożar, wypadek, katastrofa budowlana… o tym wszystkim mamy szansę dowiedzieć się w kilka minut po wydarzeniu. Nikt za to nie śpieszy z wieścią, że został napisany wzruszający wiersz albo w parkach zrobiło się zielono i siedząc na ławeczce możesz patrzeć się na sroki i łabędzie. Tak jak stugębna jest plotka, tak samo stugębne jest nieszczęście a szczęście jak złoto jest milczeniem. Jest w tym jakaś prawidłowość. Gniotący nas smutek, czy przygnębienie próbujemy wyrzucić z siebie. Nie zawsze wystarczają łzy czy zwierzenia szeptane na ucho przyjaciółce. Wtedy próbujemy przelać nasze uczucia na papier, który cierpliwie znosi wszystkie nasze wynurzenia i przesadne często narzekanie, że świat się skończył i nie mamy już po co żyć. W internecie łatwiej znaleźć opowieści o nieszczęśliwej miłości czy prośbę o podanie recepty na szybką i bezbolesną śmierć niż wyznanie „siedzę właśnie przy kawie, za oknem widzę zazielenione korony drzew, promienie muskają moją twarz. Czuję wiosnę”. Takie słowa spotkałyby się pewnie z pobłażliwym uśmieszkiem lub krytyką, podobną jaka spotkała Alę Janosz za śpiewanie o jajecznicy. W końcu nie mówi się o rzeczach tak prozaicznych. Gdyby to była butelka Jacka Danielsa to co innego. Tak undergroundowo, mrocznie, romantycznie. Jeśli ktoś ma wyśmiać naszą radość po przeczytaniu po raz kolejny ulubionego kryminału Chmielewskiej „bo to nie literatura” albo sprofanować poranny rytuał przyniesionej do łóżka kawy w ulubionym kubeczku, lepiej milczeć.

Przypomina mi się wywiad z Agnieszką Chylińską, w którym opowiedziała historię jednej z piosenek z późniejszych płyt. Szczęśliwa z nowym mężczyzną nie umiała napisać ani jednego tekstu. Bała się, że zacznie pisać teksty w stylu „tralalala” i „Jest fajnie, jest super”, dlatego milczała. Dopiero gdy wyjechali z zespołem w trasę a ona zatęskniła, wróciły uczucia bezsilności, beznadziei, gniewu i narodziła się płyta. Jak widać jest coś takiego w nieszczęściu, że potrafi być najlepszą siłą napędową, silniej przemawia do wyobraźni. Gdyby zrobić zestawienie piosenek, które wywarły największy wpływ na nasze życie czy znalazłby się w nim chociaż jeden, tzw. przebój lata. Kiedy zresztą pisać.

Mówi się, że szczęśliwi chwil nie liczą, a później narzekają, że szczęście trwa krótko. Te momenty kiedy jesteśmy szczęśliwi mijają tak szybko, że wciąż nam ich za mało i upajamy się nimi niczym narkotykiem. Kto myśli wówczas o dbaniu o rym i rytm, dobór słów. jak najlepsze wyrażenie myśli. Łatwiej pisać wówczas kiedy chce się zapomnieć o nieszczęściu, desperacko zająć czymś myśli lub wyrzucić z siebie gniew, ból i żal. W naszej kulturze o szczęściu się nie mówi. Raczej szepcze. Albo na wszelki wypadek dodaje się z udawanym śmiechem „Csiii… żeby nie zapeszyć”. Skoro jest dobrze to po co o tym mówić ? Nie umiemy się dzielić szczęściem, tak jak nie umiemy chwalić. Pozmywane naczynia pomijamy milczeniem, za to o porzucone na dywanie skarpetki urastają do rangi ragedii greckiej. Szefowie nigdy nie chwalą gdy jest dobrze – w końcu tak powinno być, za to wytykają zaniedbania i niedociągnięcia. Być może dlatego jesteśmy takimi pesymistami, którzy uważają pech i narzekanie za naturalny element życia. Melancholijna słowiańska dusza każe nam dopatrywać się nawet w szczęściu zalążka przyszłego smutku, którym będziemy musieli zapłacić za ten czas.

Przeciągam się kończę kubek, równie banalnej jak jajecznica, aromatycznej kawy… Nie mówię nic, nic nie tłumaczę. Jak powiedział niezrównany Jaskier: Dwadzieścia lat w służbie poezji, dostateczniej długo, by wiedzieć, że są rzeczy, które albo rozumie się w lot, nawet bez słów albo nigdy się ich nie zrozumie.

Advertisements

One Response to Stugębne nieszczęście

  1. trywialna pisze:

    A ja postanowiłam peielęgnować swoje szczęście, a już na pewno nie będę się go nigdy wstydzić i obawiać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: