Nowy rok, czyli o nadziei


Pamiętasz przecież, przyjacielu, te wszystkie dni, nadzieję tak wielką, że aż bolała, i zwątpienie, które korzystało z najmniejszego wyczerpania, żeby przyjść i zabić nadzieję.

— Halina Poświatowska Opowieść dla przyjaciela

Nowy rok, nowe ? No właśnie, co ? Plany, marzenia, porażki ? Wiele, chyba nawet zbyt wiele myślę ostatnio o zdarzeniach minionego roku i o tym, co przyniesie nowy. Chciałam ten rok jakoś uporządkować, ładnie zamknąć i odłożyć na półkę z pieczątką „Załatwiono”, ale nie potrafię. Niektóre zdarzenia wydają mi się tak odległe jak gdyby minęły już lata, inne bolą tak, jak gdyby zdarzyły się zaledwie wczoraj.

Próbowałam dokonać racjonalnego podsumowania i zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogę. Każda ocena jest skażona aktualnym stanem ducha. Zadowolona z życia zapewne nawet straszliwe wpadki skwitowałabym z uśmiechem, mówiąc – zdarza się. Niestety w chwili obecnej cały ten rok wydaje mi się jednym, niekończącym się pasmem porażek a radości i osiągnięcia są zabarwione jakby posmakiem goryczy. Witanie Nowego Roku w wakacje ma jednak wbrew pozorom wiele sensu. Jak bowiem mieć nadzieję na to, że nowy rok przyniesie coś lepszego, w grudniu, gdy pogoda za oknem nie nastraja optymistycznie nawet osób względnie zadowolonych z życia, nie mówiąc już o tych, którzy nie mają zbyt wielu powodów do radości.
Są lata, które mijają spokojnie, bez wzruszeń i prawie się ich nie pamięta. W tym roku na mojej ścieżce wciąż pojawiały się zakręty i pagórki: pamiętne urodziny, egzamin, przeprowadzka do innego miasta, rozmowy kwalifikacyjne, kolejne zmiany miejsc pracy, śmierć przyjaciela, rozstanie, brutalne rozwianie nadziei na poegzystowanie sobie w ciepłym dołku we względnej stabilizacji, choroba mamy… Niby są także rzeczy, które mi się udały, ale o każdej z nich ja sama wiem i czuję, że to nie do końca to. Nie to co chciałam, nie tak jak chciałam. I nie poprawia tego uczucia świadomość, że wszyscy wokół powtarzają mi, że to może być dopiero początek, ładny wstęp do czegoś, co może być kiedyś fajne, ważne, stanowić sens życia. Kto wie, może. Może i mi uda się kiedyś mieć życie poukładane ładnie na półeczkach.

Z drugiej strony twierdzenie, że dokonywanie podsumowań jest równie zwodnicze jak wszelkie inne zestawienia nie przekonuje mnie do końca. W końcu wiadomo, że coś, co wydawało się nam największym osiągnięciem ubiegłego roku, jutro może się skończyć, obrócić przeciwko nam, zaboleć. A to co nas bolało przestanie mieć znaczenie, może coś się zmieni. Ale… Życie już takie jest – nieprzewidywalne, czasem nagrodzi, częściej kopnie lub zada cios w plecy. Gdyby zakładać, że coś nie ma sensu, bo jutro może być całkiem inaczej świat byłby straszny. Pozbawiony ludzi z pasją. Nikt nie uczyłby się języków, grania na instrumentach, nie próbował wynaleźć leku na wszystko. Ludzie by się nie wiązali ze sobą, nie kupowali mieszkań, samochodów, nie podróżowali. Jako uzasadnienie podając, a co jeśli za rok/dwa/pięć wszystko się zmieni, że to chyba nie będzie to; że nowy, wymarzony samochód się popsuje a w Indonezji na pewno są pijawki… Carpe diem. Po co komplikować sobie dodatkowo życie ?! Nie mamy wpływu na przyszłość, ale mamy na teraźniejszość. Cieszmy się tym, co mamy, aby dokonując podsumowania za rok móc powiedzieć, że się żyło nie wegetowało z obawy przed porażką lub licząc na to, że może coś się samo zmieni.

W ubiegłym roku przewrotnie oszukałam tradycję noworocznych postanowień, wykpiwszy się stwierdzeniem, że postanawiam postanowić coś w przyszłym roku. Zastanawiałam się uczciwie co mogłoby to być. Stworzyłam nawet ja i kilka innych osób nawet listę, która mogłaby być parodią tej z „Dziennika Bridget Jones”: rzucenie kawy, papierosów, zdrowe odżywianie się, odchudzenie o kilka kilo, nauka języka co najmniej godzinę dziennie… Czytam tę listę, śmiejąc się przez łzy i tak naprawdę wiem, że w tym roku będę miała tylko jedno postanowienie a w zasadzie dwa. Nie robić żadnych planów i nie żyć złudnymi nadziejami . No i móc powiedzieć za rok o tej samej porze, że tego roku nie zmarnowałam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: