Zakazany owoc…, czyli jak przypadkiem wypromować „gwiazdkę”

Eve Tempted, Apple & Hand

Zakazany owoc ciągle krąży mi nad głową… śpiewał kiedyś młody Krzyś Antkowiak. Krąży, krąży i nie tylko nad moją głową. Zakazany owoc kusi i nęci i pobudza ciekawość. Nie ma chyba lepszej metody zachęcenia do czegoś niż powiedzenie, że tego absolutnie i w ogóle nie wolno. Tak, wiem, truizm. Prawda, z której zdają sobie sprawę wszyscy zdroworozsądkowo myślący ludzie. Niektórzy najwidoczniej jednak albo nie myślą logicznie albo są zbyt zacietrzewieni albo poczucie misji działające jak klapki na oczach.

Media z misją, podległe różnym organizacjom, partiom, kościołom, z uporem godnym lepszej sprawy odsadzają od czci i wiary wszystko co wydaje im się niemoralne, naganne, nieetyczne i zgoła godne potępienia. Tym to sposobem rzucając gromy na każdego artystę, który ośmieli się poruszyć kontrowersyjny temat, żyć w sposób odbiegający od powszechnie przyjętych norm dostarczają nam gotowej ściągawki, na co warto zwrócić uwagę. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można domniemywać, iż wszystko co oskarżyli o obsceniczność, wulgaryzmy i skandalizowanie, za którym broń Allahu i wszystkie inne bóstwa, nie idzie w żadnym wypadku jakikolwiek poziom artystyczny okazuje się jeśli nie wartościowe to przynajmniej interesujące. W tym momencie owe media strzelają sobie samobója, gdyż zupełnie niechcący promują nowe gwiazdy zwiększając im liczbę odbiorców, gdyż przynajmniej część osób nie potrafi się oprzeć takiemu zaproszeniu.

Taka Maria Peszek na przykład… Zaledwie jakiś tydzień temu została przez Nasz Dziennik zmieszana z błotem i oskarżona o to, że swoje beztalencie pokrywa kreowaniem się na postępową piosenkarkę, budującą swoją popularność na skandalach. Nie minął tydzień i jej najnowsza płyta jest najlepiej sprzedającym się albumem w Polsce. Przekora Polaków ? Zapewne też, ale nie tylko. Sama na kupno płyty się nie skusiłam, gdyż twórczość pani Peszek nie leży w kręgu moich upodobań muzycznych, ale obejrzałam kilka teledysków. Nastawiona na to, że będzie to faktycznie ramota w stylu jakiejś pseudogwiazdki wywodzącej się z Big Brothera, która chce się wybić za wszelką cenę, przyjemnie się rozczarowałam. Aczkolwiek sama płyta muzycznie nie rzuciła mnie na kolana to teksty, które tak bardzo oburzyły redaktora Naszego Dziennika okazały się naprawdę niezłe.

Maria Peszek dokonała w swoich tekstach kilku ciekawych zabiegów lingwistycznych, udanie lawirując między znaczeniem dosłownym i przenośnym. Wykorzystała przy tym szerokie możliwości słowotwórcze, m.in. fonetyczne, wykorzystując także grę znaczeń między językiem polskim a angielskim, co dało interesujące efekty. Na przykład ciekawa gra znaczeń i skojarzeń – fukać się, fuckać, wykorzystanie dwuznaczności wyrazów, np. pukać, nie zawsze widocznych na pierwszy rzut oka, dodaje posmaczku tym tekstom:

„Poliż mnie, I’m polish albo jeśli wolisz

Możesz mnie posolić albo wy… miętolić (…)

Pukam i fukam,

Fukam i fakam”

Nasz Dziennik upiera się, że piosenki artystki są obsceniczne i wulgarne. Jego prawo. Wszak mówienie o seksie w XXI wieku to coś strasznego. Ale mniejsza o to. Moim zdaniem o wiele bardziej przeraża ich fakt, że Peszek obnaża polskie stereotypy, czego przykładem jest chociażby Rosół. Być może w tym miejscu wyrażę się o piosenkarce nazbyt pochlebnie, ale mi osobiście utwór ten przypomina zabiegi stylistyczne stosowane przez Nową Falę, zwłaszcza przez Stanisława Barańczaka. Zastosowany został tu tzw. koncept frazeologiczny, polegający (bez wdawania się w naukowe wywody) na wykorzystaniu przestrzeni znaczeniowej, jaką niesie za sobą znany nam związek frazeologiczny z nietypowym, nieoczekiwanym rozwinięciem, zmieniającym jego treść. I tak, np. fragment „Lubię być kurą domową do pralki wrzucić problem wraz z głową” wywołuje skojarzenia z licznymi związkami frazeologicznymi: pejoratywnym określeniem kura domowa, praniem mózgu oraz szowinistycznym zwrotem, aby kobieta „nie zaprzątała sobie czymś ślicznej główki”, czyli wyrzuciła głowę, bo nie ona jest jej potrzebna. Nic więc dziwnego, że Nasz Dziennik, który stawia się na pozycji strażnika dawnego patriarchalno -kościelnego porządku jest zaniepokojony tym, że artystka ośmiela się śpiewać o tym, że kobiety, które decydują się zostać kurami domowymi były poddane wychowaniu porównywalnemu z praniem mózgu. Tym bardziej, że w kolejnej zwrotce ta dezaprobata Peszek jest widoczna jeszcze bardziej: „kura nioska”, „kura beztroska”, „znosić bajki”, „obierać się z głupich myśli”. Są to kolejne odniesienia do bezmyślności, kompletnego braku samodzielnego myślenia, wręcz odżegnywania się od jakichkolwiek własnych myśli oraz „znoszenia bajek” – w domyśle – wszelkich stereotypów kulturowych, na podstawie których kobietę się ubezwłasnowolnia i umiejscawia w kuchni, tam gdzie jej miejsce.

Porzucając jednakże zabawy w zgadywanie „co poeta myślał kiedy pisał”, gdyż na tym cała rzecz polega, aby każdy odbierał dany utwór po swojemu, wrócę do początku, bo nie tyle chodzi tu o samą Marią Peszek, która mimo wszystko nie jest wybitną osobistością na rynku, co o sam problem.

Takie próby cenzurowania treści pojawiających się w literaturze, sztuce czy internecie przypominają nie tylko walkę z wiatrakami. Mnie osobiście nasuwa się na myśl historyjka opisana bodaj w Pałubie Irzykowskiego. W Szkole Rycerskiej, jeśli się nie mylę, dodano Don Juana czy też Kandyda do programu szkolnego i zaistniała potrzeba wydania na nowo i ocenzurowania utworu, tak by nie wypaczyć młodych, niewinnych umysłów a zarazem aby wydanie było odpowiednie także dla dorosłych odbiorców. Usunięto więc wszystkie kontrowersyjne fragmenty, opatrzono miejsca, z których je wycięto stosownymi przypisami tak aby można było łatwo odnaleźć dane fragmenty, umieszczone na końcu książki w postaci suplementu. Tymże to sposobem młodzież nie trudząc się miała wszystko pod ręką w skondensowanej formie.

Redaktorzy Naszego Dziennika najwidoczniej tej historii nie czytali, gdyż ich artykuły pełnią dokładnie tę samą rolę co ów suplement. Ewentualnie chcą sobie zwiększyć nakład, gdyż jak się okazuje, lektura Dziennika ma -wbrew pozorom – jakiś sens.

Reklamy

3 Responses to Zakazany owoc…, czyli jak przypadkiem wypromować „gwiazdkę”

  1. rzeczywistoscgryzie pisze:

    Bardzo przepraszam, że ośmielam się pisać na temat może nie bezpośrednio związany z postem ale za to niezwykle istotny. Mianowicie chciałbym uprzejmie zachęcić do refleksji nad artykułem “Czy Traktat Lizbonski legalizuje pedofilię?”, dostępnym na: http://rzeczywistoscgryzie.wordpress.com/2009/10/21/czy-traktat-lizbonski-legalizuje-pedofile/

  2. Margie pisze:

    I’ve attempted for the past 35 an extended time to get rid of and Keep OFF my abdomen extra extra fat. I’ve
    attempted anything at all from foods plan pills, individual trainers, every food approach ever proposed, I at the moment shell out on
    two fitness center memberships, at a time, as well
    as have not had the time for you to advantage from the benefits of both thought to be among them
    in in excess of a yr. I have to state that only thing that assisted me quick weight loss
    for teens hoping that the atmosphere, ease and in addition the availability on the services at the moment staying opened from 5:00a.
    m until eventually last but not least 10:00pm would encourage me
    to remain on program, attend a lot from the cardio programs, aquatics lessons, step courses etc…

  3. Raphael pisze:

    Just want to say your article is as amazing.
    The clearness for your post is simply cool
    and i can think you are knowledgeable on this subject. Well together with
    your permission let me to seize your feed to stay up to date with drawing close post.

    Thanks a million and please continue the enjoyable work.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: