Chcieliśmy dobrze a wyszło jak zawsze, czyli kronika z lektury Kronik socjopaty.

Gdyby moja lektura utworu Daniela Koziarskiego miała przybrać postać kroniki zapewne miałaby postać szachownicy, wypełnionej na przemian czarnymi kratkami wypełnionymi lekturą i białymi kiedy to zniecierpliwiona rzucałam książką i co najmniej na kilka dni zostawiałam ją odłogiem. Po zakończeniu lektury podobnie – kilka dni kiedy leżała na półce i znowu sięgnęłam po nią celem przeczytania jeszcze raz kilku co ciekawszych fragmentów. Kroniki mają w sobie coś co nęci i denerwuje zarazem.

Kroniki socjopaty z tradycyjną kroniką mają tyle wspólnego, iż powieść jest podzielona na małe rozdziałki, z których każdy jest relacją z jednego, kolejnego wydarzenia. Zdarzają się także przytoczenia, relacje innych bohaterów, co również ma swoje korzenie w tym gatunku. Różnicą, niekoniecznie in minus, jest jedynie brak datowania, nawet przybliżonego. Trudno powiedzieć czy utwór rozgrywa się w ciągu roku, dwóch czy więcej. Nie ma wskaźników pór roku. Wszystko to powoduje, iż mamy wrażenie jakiegoś bezczasu, tak charakterystycznego dla literatury XX wieku, m.in. Kafki. Oddala nas to od gatunku kroniki, ale nadaje powieści wymiar bardziej uniwersalny. Skojarzenie z twórczością Kafki nasuwa również postać głównego bohatera: 30latek Tomasz Płachta, kawaler, pracujący, średnio zamożny. W znoszonym garniturze, przedwcześnie siwiejący – przeciętny Polak, niczym nie wyróżnia się spośród dziesiątek innych, mijanych obojętnie każdego dnia. Everyman. Każdy.

I tu w zasadzie kończy się część pochlebna recenzji, gdyż zamiar najwidoczniej przerósł autora, któremu nie udało się wyzyskać możliwość jakie niosła za sobą zarówno postać bohatera, jak i aluzja do kronik. Autor za bardzo chyba skupił się na części anegdotycznej, co powoduje, iż utwór czyta się „łatwo i przyjemnie” i pierwsza fraza tytułu: kłopoty to moja specjalność wydaje się być adekwatny, ale chyba niezupełnie o to chodziło. Aczkolwiek nie przepadam za literaturą postmodernstyczną, postpostmodernistyczną czy zgoła hipermodernistyczną, gdyż trudno właściwie obecnie zorientować się co kto pisze i do jakiego nurtu zależy to zabrakło mi nadania utworowi jakiegoś szerszego wymiaru, jakiegoś odautorskiego komentarza, kilku słów, pociągnięcia dalej kreski na rysunku, kilku zdecydowanych ruchów ołówka, tak by pogłębić cienie, wydobyć blaski.

Weźmy chociażby postać głównego bohatera, która wydaje się być tragicznie dwuwymiarowa. Znamy wygląd, znamy rodzinę, niektóre szczegóły z dzieciństwa. Tymczasem niewiele czynów Tomasza wynika z przesłanek głębszych niż tylko emocje, zbieg koliczności czy kilka szczególnych cech charakteru jak skąpstwo. Tytułowego bohatera autor określa mianem socjopaty. I faktycznie taki brak pogłębionej charakterystyki i znajomości powodów kierujących Tomaszem pasuje tutaj. Wszak socjopaci w niewielkim stopniu biorą pod uwagę potrzeby i sygnały otoczenie, do tego stopnia wypełnienie sobą, swymi fobiami i potrzebami, z których większość jest co najmniej dyskusyjna. Taki

brak przystosowania do życia w społeczeństwie, nie respektowanie norm moralnych, wzorców zachowań jest zgodny z definicją socjopaty.

I tu trochę się zaczynają schody. Co prawda do miana psychiatry nie pretenduję, ale nie wydaje mi się by Koziarskiemu udało się w osobie Tomasza Płachty naszkicować wiarygodną postać socjopaty. O ile bowiem „prawdziwy” socjopata ma problemy z dostosowaniem się, zrozumieniem norm moralnych o tyle problemem bohatera jest nawet nie obsesyjne sprawdzanie tego czy ma zapięty rozporek ile skąpstwo i charakterystyczna dla sporej liczby osób niewrażliwość na komunikaty wysyłane przez otoczenie. Zatem jego problem z dostosowaniem się wynika w dużej mierze z przypadku: banknot zagubiony w kieszeni spodni, nieszczęsne dotknięcie rozporka w niewłaściwym momencie, krzywo wiszący obraz. Obsesyjne sprawdzanie przez Tomasza Płachtę czy rozporek przypadkiem mu się nie rozpiął faktycznie zakrawa na zachowanie ocierające się o zachowania psychopatyczne. W końcu o seryjnych mordercach mówi się, iż swoisty rytuał, który przeważnie powtarzają (ułożenie ofiary, narzędzie zbrodni, itp.) to efekt swoistego zespołu natręctw – dana osoba wierzy, iż jeśli czegoś nie zrobi zdarzy się nieszczęście lub też co jakiś czas musi powtarzać te same czynności. Tyle tylko, że większość osób na miejscu Tomasza zwyczajnie sięgnie do rozporka, nawet demonstracyjnie i sprawdzi a nie będzie wykonywało masaż, podchody i co tam jeszcze. Tu ujawniają się już rysy faktycznie świadczące o obsesji.

Trudniejszym zagadnieniem jest jego skąpstwo. Tutaj w zasadzie wiele można usprawiedliwić sytuacją rodzinną, najwidoczniej rodzina Tomasza jest średnio zamożna, co mogło się przyczynić do tego, iż uważniej kontroluje swoje wydatki, wręcz mają naturę chomików – lubią mieć i nie wydawać. Z drugiej strony – osoba naprawdę skąpa nie kupowałaby pisemek typu swierszczyk i płyt kolekcjonerskich. Jest to więc kolejna niespójność, celowa, mając nam ukazać Tomasza jako obsesjonata. Maniakiem zapewne trochę jest, ale chyba autor nieco zbyt wyraźnie to akcentuje, jak gdyby obawiał się, iż ktoś móglby nie zauważyć.

Moim zdaniem główny problem Tomasza to tzw. aspołeczność. I nie mam tu na myśli tego, iż powinien oddawać pensję na domy samotnych matek, ale to, iż wydaje się, że Tomasz tak naprawdę nie potrzebuje innych ludzi. Nie tyle jest wypełniony sobą, bo takie osoby jeśli krzywdzą swoich bliskich to zwykle nieświadomie, ale brakuje mu ludzkich uczuć i hamulców, gdy chce tym, co nim wzgardzili, obrazili, itp. Odpłacić pięknym za nadobne. U większości osób skończy się na czarownych planach, u Tomasza nie. I to jest chyba kwintesencja jego aspołeczności – zrobi każde świństwo o jakim inni tylko marzą. (Ma ktoś numer do niego? 😉 )

Nie będę już znęcała się nad resztą utworu, gdyż tak naprawdę postaci są raczej papierowe, wydarzenia  nieprawdopodobne a całość tworzy misz-masz, przyprawiając niekiedy o zgrzytanie zębów. W zasadzie to w tym momencie powinnam być na siebie zła, gdyż opisałam w ponad 850 słowach coś, co powinnam zmieścić w jednym zdaniu – ot, takie czytadło do metra, zajmujące, ale bez większych ambicji.Czyli chcieliśmy dobrze a wyszło jak zawsze ;-).

Koniec.

Advertisements

2 Responses to Chcieliśmy dobrze a wyszło jak zawsze, czyli kronika z lektury Kronik socjopaty.

  1. Daniel pisze:

    Ciekaw jestem, czy to wystarczy, żeby kiedyś sięgnęła Pani po ,Socjopatę w Londynie’ albo ,Klub samobójców’. Tak czy inaczej, dziękuję za recenzję i pozdrawiam. 😉

  2. webdesign pisze:

    Dont quit blogging now, I’ll be back again for much more of this, simply had had to say thanks once more!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: